6 czerwiec – Międzynarodowy Dzień SLAYERA! Twój kontrargument jest inwalidą…

3

Być może jakimś cudem o tym jeszcze nie słyszeliście, ale to prawda… 6 czerwca jest pierwszym oficjalnym świętem muzyki metalowej na całym świecie – MIĘDZYNARODOWYM DNIEM SLAYERA! Wszystko zaczęło się osiem lat temu, gdy 6 czerwca 2006 roku z okazji jedynej w swoim rodzaju diabolicznej kumulacji cyfr (06.06.06 = 666) grupa pasjonatów postanowiła oddać cześć największej i najważniejszej kapeli metalowej wszech czasów ustanawiając ten dzień świętem. Od tamtej pory, każdego roku grono świętujących się powiększa. Zatem nie idźcie dziś do pracy, nie idźcie dziś do szkoły – słuchajcie SLAYERA i słuchajcie go GŁOŚNO!!!

Czym jest SLAYER…? Na samym początku, gdy nie było gotowych rozwiązań, prostych odpowiedzi i przetartych szlaków, SLAYER zaatakował świat swoją hybrydą metalu i punku. Było to w 1981 roku… Dziś, 23 lata później legenda wciąć żyje dając inspirację i sens życia milionom fanów. Tak opisuje to Jim Tate – twórca idei święta:

Dobra muzyka jest nieśmiertelna. SLAYER stworzył hymny bitewne, których wielu z nas używa w nawigowaniu naszym życiem, na których możemy polegać, gdy otaczająca nas rzeczywistość robi się coraz ciemniejsza… Nie możemy pozwolić, aby te dzieła wygasły z upływem czasu. Choć SLAYER został powołany do życia przez śmiertelników – takich jak my, dzięki oddaniu i właściwemu gospodarowaniu, ich prace mogą przetrwać setki lat i dołączyć do grona takich mistrzów jak Beethoven i Wagner. To jest to, do czego musimy dążyć, przekazując to przyszłym pokoleniom.

Ok., dość patosu, na czym konkretnie ma polegać to świętowanie? Cóż, to bardzo proste, zasady są cztery:

  1. Puść SLAYER na cały regulator w swoim samochodzie.
  2. Puść SLAYER na cały regulator w swoim domu.
  3. Puść SLAYER na cały regulator w swoim miejscu pracy.
  4. Puść SLAYER na cały regulator w jakimkolwiek innym miejscu publicznym.

Nie używaj słuchawek! Każdy w polu słyszenia powinien tego dnia zrozumieć, że świętujesz Międzynarodowy Dzień SLAYERA. W końcu polskie święta narodowe nie polegają na świętowaniu jako takim, lecz na epatowaniu niezainteresowanych ich celebrowaniem.

Ponadto są dopuszczalne inne, bardziej ekstremalne formy:

  1. Nie idź do pracy – nie idź do szkoły. Zostań w domu lub idź na miasto – słuchając SLAYER.
  2. Zorganizuj olbrzymią popijawę uliczną puszczając SLAYER przez całą noc. Gdy przyjadą uzbrojone siły porządkowe, zakończ olbrzymią popijawę równie olbrzymią jatką.
  3. Graj ze swoją kapelą covery SLAYER (zresztą 99% swoich riffów i tak od nich zerżnęliście).
  4. Zabij sąsiadowi psa i zwal winę na SLAYER.

Na koniec utwór, który zmienił moje życie i który w dalszym ciągu nadaje mu kierunek. Bezpośredni, bezkompromisowy i uczciwy. Oto pochodzący z 1984 roku „Black Magic” grany na żywo na początku lat 90-tych, w oryginalnym, klasycznym składzie… Puśćcie to głośno -puśćcie to bez słuchawek.

SLAAAAAAYYYYEEEEERRRRRGGGGHHHHHHH!!!!!!!!!!

Udostępnij.

O autorze

Paweł Ślusarczyk

Prezes zarządu CD3D Sp. z o.o. oraz Business Development Manager. Posiada ponad 12-letnie doświadczenie w biznesie, zdobyte w branży IT, reklamowej i poligraficznej. Od stycznia 2013 roku związany z drukiem 3D.

  • Jakub Niespolański

    Będziesz na koncercie u mnie? 🙂

    • Myślę o tym… Choć zabrzmi to obrazoburczo (szczególnie w TEN DZIEŃ), jestem na każdym koncercie Slayera od 2010 roku (czyli 4 lata pod rząd + Stodoła`2005) i teraz to po prostu… kolejny rok, kolejny koncert 🙂 Najlepsze koncerty Slayera to ATLAS Arena w 2011 i Stodoła w 2005. Koncerty stadionowe są takie sobie… w klubie lub hali Slayer dewastuje.

      Np. z The Big Four to co zapamiętałem najbardziej to fatalna forma Hannemana – był najgorszy ze wszystkich, którzy wystąpili tego dnia. Z kolei występ z Łodzi, gdzie na gitarze grał Pat O`Brien z Cannibal Corpse to jeden z najlepszych koncertów na jakim byłem w życiu.

      • Jakub Niespolański

        Eee… pfff… (tak mi właśnie odebrało siły elokwencji… ;))

        Słyszałem, że kiedyś znajomy znajomego słyszał, że jego kuzyn szwagra spotkał takiego… raroga… znaczy… białego kruka,… 😉 który słuchał na koncercie Slayera słuchał uszami,… zamiast całym ciałem. ;))

        Najlepsze koncerty były właśnie w czasach ciulowych nagłośnień hali sportowej w Zabrzu. W ostatnim dziesięcioleciu, mimo dramatycznego postępu w jakości nagłośnienia live, oraz mimo że przez parę dekad nie opuściłem żadnego koncertu w kraju, przestało mi-sie chcieć telepać na Slayera.
        Starość w połączeniu z postępującą beznadzieją w repertuarze.

        Teraz jest po prostu piknik na świeżym. Na Bemowie było całkiem ok. Teraz będzie po prostu świetnie. 🙂

        A jak będę chciał posłuchać koncertu uszami, to włączę sobie jakieś dvd. 🙂

Rozmowa
z Cedrykiem
?