NASA znów leci w stronę Księżyca. Sprawdzamy, gdzie w misji Artemis II ukrył się druk 3D

W erze, gdy każdy startup twierdzi, że rewolucjonizuje świat. NASA postanowiła zrobić coś naprawdę spektakularnego: wysłać ludzi w podróż wokół Księżyca. Misja Artemis II wystartowała, a świat wstrzymał oddech. Jednak za kulisami tego historycznego wydarzenia, z dala od blasku fleszy, kryje się technologia, która po cichu zmienia zasady gry w eksploracji kosmosu. Mowa oczywiście o druku 3D.

Załoga misji Artemis II

Źródło:  NASA/Joel Kowsky

Kapsuła Orion, czyli nowy dom dla astronautów na czas podróży, zawiera dziesiątki części wydrukowanych w 3D. Lockheed Martin, główny wykonawca, wykorzystał technologie addytywne do stworzenia lżejszych i bardziej wytrzymałych wsporników, prowadnic kabli czy elementów systemu podtrzymywania życia. Zamiast składać je z wielu mniejszych kawałków, można je wydrukować jako jeden, solidny element. To nie tylko oszczędność masy, kluczowa w kosmosie, ale też uproszczenie produkcji i, teoretycznie, większa niezawodność.

Składanie rakiety SLS w hali montażowej

Źródło: NASA

Jeszcze więcej druku 3D można znaleźć na Ziemi. Zanim cokolwiek poleci w kosmos, musi przejść serię testów. Inżynierowie NASA i firm współpracujących na potęgę drukują niestandardowe oprzyrządowanie, uchwyty montażowe i prototypy. Pozwala to na szybkie iteracje i rozwiązywanie problemów na wczesnym etapie, bez ponoszenia gigantycznych kosztów tradycyjnej obróbki. Te części nigdy nie zobaczą gwiazd, ale bez nich misja mogłaby w ogóle nie wystartować.

Sercem rakiety SLS są silniki RS-25, weterani ery promów kosmicznych. To sprawdzona, ale wiekowa technologia. Aerojet Rocketdyne, firma odpowiedzialna za ich renowację, stopniowo wprowadza do nich komponenty drukowane w 3D. Mówimy tu o elementach takich jak części akumulatora pogo, który tłumi wibracje silnika, czy niektóre zawory. To ostrożne kroki, ale każda taka modernizacja przybliża nas do silników nowej generacji, które w znacznie większym stopniu będą polegać na technologiach addytywnych.

Zanim jednak wasza wyobraźnia podpowie wam obrazy całych rakiet wyjeżdżających z drukarki 3D, czas na małe zderzenie z rzeczywistością. Druk 3D w programie Artemis jest stosowany chirurgicznie, tam, gdzie przynosi wymierną korzyść. Nikt nie drukuje głównych struktur nośnych czy całych zbiorników paliwa. W branży lotniczej i kosmicznej, gdzie certyfikacja i niezawodność są świętością, nowe technologie wdraża się powoli i z rozwagą. Druk 3D jest potężnym narzędziem, ale jeszcze nie magiczną różdżką.

Prawdziwy potencjał druku 3D dla eksploracji kosmosu ujawni się jednak dopiero w przyszłości. Artemis II to tylko preludium do budowy stałej bazy na Księżycu. A tam logistyka staje się koszmarem. Wysyłanie z Ziemi każdej śrubki i każdego narzędzia jest astronomicznie drogie. Rozwiązaniem jest produkcja na miejscu. Zamiast transportować części, astronauci będą transportować cyfrowe pliki i drukować potrzebne elementy na żądanie. Co więcej, trwają badania nad wykorzystaniem księżycowego regolitu, czyli pyłu, jako surowca do druku. Wyobraźcie sobie lądowiska, osłony, a nawet całe habitaty budowane z tego, co jest dostępne na miejscu. To nie science fiction, to kierunek, w którym zmierzamy.

Misja Artemis II dowodzi, że ludzkość wraca na Księżyc. A rola druku 3D w tym przedsięwzięciu pokazuje, że wracamy mądrzejsi, wyposażeni w narzędzia, które pozwolą nam nie tylko odwiedzić Srebrny Glob, ale być może kiedyś na nim zamieszkać.

Źródło: 3DPRINT.COM

Przewijanie do góry