Drukowanie po 10 zł za godzinę, czyli jak niskobudżetowa branża druku 3D wykańcza samą siebie

31

Pisałem o tym już tyle razy, ale ten temat wciąż powraca jak bumerang… Pisał też o tym i Sebastian, ale z komentarza na jednym z forów o drukarkach 3D wynikło, iż nie wszyscy zrozumieli o co chodzi? Jak grochem o ścianę… Tłumaczymy, wyjaśniamy (i to zupełnie za darmo!), ale część osób zawsze wie lepiej. Potem – gdy już jest na to za późno, siedzą ze skrzywionymi minami i  zaciśniętymi zębami, kiwając z dezaprobatą głową. Jest żal, jest pretensja, jest frustracja i obowiązkowe szukanie winnych. Tymczasem wina leży w was samych… Tych, którzy myśleli, że oferowanie usług druku 3D po najniższej możliwej stawce jest idealnym modelem biznesowym, decydującym o konkurencyjności waszej oferty. Dać wam drukarkę 3D, to jak dać małpie brzytwę – nie dość, że sama się potnie i wykrwawi na śmierć, to jeszcze pokaleczy wszystkich stojących obok…

Tak, ten tekst jest znowu o tanim druku 3D, który naszym zdaniem powinien być droższy. I wychodząc naprzeciw ewentualnym komentarzom, które już tyle razy czytaliśmy pod poprzednimi artykułami – nie, nie piszę go dlatego, bo doskwiera nam konkurencja i chcemy utrzymania dotychczasowego status quo, które pozwala nam na zarabianie dziesiątek tysięcy peelenów miesięcznie.

Owszem, my również świadczymy usługi druku 3D, ale robimy to w zupełnie innym zakresie niż znakomita większość małych, usługowych firm na rynku [EDIT: od stycznia 2016 r. CD3D nie świadczy już tego typu usług]. Projekty jakie realizujemy są duże, a przede wszystkim medialne – jak chociażby produkcja Wilczych Medalionów Wiedźmina dla Sony Entertainment Polska, czy kolejny, duży projekt jaki realizujemy obecnie (szczegóły już wkrótce…). Zajmujemy się szeregiem różnych aspektów związanych z branżą druku 3D i kondycja rynku usług, który zdążył się już popsuć do cna, nie ma dla nas kluczowego znaczenia. Innymi słowy – wysokość stawek godzinowych za wydruki 3D, nas jako spółkę ani ziębi, ani grzeje. Z uwagi na posiadany park maszynowy (liczący obecnie siedem drukarek 3D), jesteśmy w stanie zrealizować duże projekty w bardzo krótkim czasie – stąd też tego typu tematy trafiają do nas samoistnie, ponieważ wiele innych firm nie ma mocy przerobowych aby je zrealizować. I jeszcze jedna, ważna rzecz – podejmujemy się głownie takich tematów, które są fajne, ciekawe i wymagające. I nie kosztują 25,00 PLN brutto…

Zatem mam nadzieję, iż udało mi się to wyjaśnić i przekonać tych, którzy chcieliby odczytać ten tekst jako efekt jakiejś frustracji lub próbę wywierania presji na innych aby podnieść ceny – że nie mamy w tym żadnego interesu (przynajmniej z biznesowego punktu widzenia).

Dlaczego więc – skoro podobno w ogóle mnie to nie interesuje, bezustannie do tego wracam? Powody są dwa:

  1. Znam osobiście wiele firm, które działają na rynku usług i widzę problemy z jakimi się na co dzień borykają,
  2. Z uwagi na rolę jaką odgrywa ten serwis w polskiej branży druku 3D, poczuwam się w obowiązku zwracać uwagę na patologie jakie mają w niej miejsce i uświadamiać ludzi, którzy ją tworzą, do czego to prowadzi. Tym bardziej, iż w znakomitej większości przypadków miałem rację… Ale o tym poniżej.

Historia pewnej korespondencji mailowej

Od czasu do czasu ktoś wysyła „tego klasycznego” maila z prośbą o wycenę. Zapytanie jest zazwyczaj zupełnie niewarte uwagi, a na dodatek osoba je wysyłająca kieruje maila od razu do wszystkich firm i osób, jakie udało się jej znaleźć w internecie. Zwykle mało kto na nie odpisuje, ponieważ nikt poważny nie lubi startować w „przetargach” na druk 3D gadżetu znalezionego na Thingiverse, gdzie głównym kryterium decydującym o wyborze wykonawcy jest cena. Czasem jednak znajdzie się ktoś, kto odpisze – i na dodatek zrobi to z kopią do wszystkich.

Taka sytuacja miała miejsce tydzień temu. Jedna z firm (osób?) wysłała do wszystkich odpowiedź, w której zaoferowała się, iż zrealizuje projekt w dumpingowej – nawet jak na zepsutą i przegniłą do cna, niskobudżetową branżę druku 3D cenie 10 zł za godzinę. I to mimo tego, iż nie widziała samego projektu (w dalszej części maila prosiła o jego dosłanie). Co więcej, nie wiedząc w ogóle co ma wydrukować, poinformowała, że uczyni to z dnia na dzień – a być może uda jej się to osiągnąć nawet jeszcze tego samego dnia? Oczywiście pochwaliła się też, że drukuje najtaniej na rynku – tak jakby było to powodem do dumy…?

Generalnie mogłem przejść obok tego obojętnie (jak wiele razy wcześniej), jednakże tym razem treść maila była tak absurdalna, że postanowiłem coś odpisać. Również do wszystkich (z pominięciem osoby składającej zapytanie)…

W swoim mailu napisałem m.in. że:

  • my drukujemy nawet za 6,50 PLN za godzinę (i to brutto), dając klientom termin płatności 360 dni (bo dlaczego by nie?)
  • w swojej pracy wykorzystujemy wydrukowany wehikuł czasu z „Powrotu do przyszłości„, dzięki czemu jesteśmy w stanie realizować zamówienia w dowolnym czasie – nawet zanim klient wpadł na to, iż chce coś wydrukować.

DeLorean

Tym samym wyniosłem tą sytuację do jeszcze wyższych poziomów absurdu.

Nie licząc jednej firmy, która nie podzieliła mojego specyficznego poczucia humoru licującego z powagą jej działalności (bez obaw, raczej jej nie znacie), kilka pozostałych firm przyłączyło się do zabawy, proponując np. łączyć swoje siły i wspólnie wydrukować ten projekt za 10 złotych w ogóle. I zabawa trwałaby pewnie długo, gdyby nie Pan Krzysztof z firmy BIKO3D, który napisał swojego maila…

Historia Pana Krzysztofa z BIKO3D

Pan Krzysztof pojawił się w branży druku 3D w drugiej połowie 2013 roku otwierając w Krakowie pierwszy stacjonarny punkt z drukarkami 3D w Polsce (chwilę później kolejny punkt otworzyło get3D w Łodzi, a dopiero rok później Zortrax – również w Krakowie). Oprócz sprzedaży drukarek 3D zajmował się również usługami druku 3D oraz sprzedażą filamentów. Innymi słowy – wszystkim tym, czym zajmuje się większość funkcjonujących w Polsce sklepów internetowych z drukarkami 3D i materiałami do druku 3D.

Co ciekawe, Pan Krzysztof nie był bynajmniej młodym, początkującym przedsiębiorcą – miał już wiele lat doświadczeń zdobytych w Polsce i zagranicą, a BIKO3D było po prostu kolejnym biznesem, który postanowił rozpocząć. Niestety dość nieopacznie jego wybór padł na branżę druku 3D…

Po raz pierwszy nasze drogi spotkały się jesienią 2013 r., gdy pod wpływem jednego z moich artykułów krytykujących pęd konstruktorów niskobudżetowych drukarek 3D do tworzenia jak najtańszych urządzeń na rynku, skontaktował się ze mną z prośbę o indywidualną opinię na temat rodzącej się właśnie branży. Pamiętam, że rozmawialiśmy bardzo długo i szczerze, a nasze wnioski – choć wciąż odziane w cieniutki tren nadziei, były raczej mało optymistyczne. Później widywaliśmy się sporadycznie na targach Dni Druku 3D w Kielcach, lecz ostatecznie na przełomie 2014 i 2015 roku, o Panu Krzysztofie zrobiło się dość cicho…

Dziś już wiem dlaczego. Oto historia Pana Krzysztofa, jaką zaprezentował nam w swojej korespondencji mailowej (i którą zgodził się opublikować na łamach CD3D, za co mu serdecznie dziękuję):

Witam Panie Pawle i wszystkich w mrowisku 3D, do którego włożył patyk ***** rozsyłając zapytanie o koszt wydruku ramki na tableta!!!

Chcąc nie chcąc powstało spontaniczne forum, trafnie odzwierciedlające sytuację na rynku 3D. Całkowicie popieram ofertę P. Pawła Ślusarczyka jako najlepszą dla chętnych na wyceny i wydruki 3D. Nieśmiało pragnę jeszcze dodać pomysł udzielania rabatu np. 25% dla wydruków gadżetów typu „świetlny miecz” i postaci ze Star Wars, Harry`ego Pottera itp.

Teraz trochę poważniej bo nie wszyscy mają jeszcze takie doświadczenia i poczucie humoru.

Rozpocząłem działalność w branży druku 3D jesienią 2013 roku z nadzieją, że „da się z tego żyć„. W momencie kiedy zamówiłem – czytaj „zapłaciłem” (kupić się wtedy normalnie nie dało) kilka drukarek 3D, ukazał się proroczy artykuł Pawła Ślusarczyka w CD3D (chylę czoło), studzący wszystkich napaleńców na interes w tej dziedzinie. Przewidział on dokładnie moje późniejsze kłopoty.

Po prawie dwóch latach nierównej walki z niedopracowanymi, wadliwymi wymysłami naszych konstruktorów (polskie drukarki 3D psuły się średnio dwa razy przed sprzedażą przy prostych testowych wydrukach), filamentami zmieniającymi co rusz swoją średnicę i inne parametry (dotyczy to naszych, ale też zagranicznych producentów), na koniec setki oszołomów proszących o wyceny wydruków „bzdetów.stl” lub „przedmiotów.jpg” – ZAMKNĄŁEM DZIAŁALNOŚĆ!

Aby nie zwariować z poniesionych strat finansowych i moralnych, podjąłem pracę fizyczną i wiem, że przynajmniej nikt mnie nie oszuka zamawiając wydruki 3D i znikając jak kamfora.

To tylko mała łyżeczka dziegciu – albo jak kto woli, moje 3G w 3D.

Zostało mi tylko kilka drukarek 3D (których nie mogę się pozbyć za pół ceny), wiele wydruków oraz wspomnień wielu godzin pracy bez sensu. Mógłbym jeszcze wiele opowiadać przygód i historii, tylko po co? Nikt w to nie uwierzy, bo w TV i w prasie kolorowej powiedzieli, że sukienkę można wydrukować w 15 min., a kość miednicy w 0,5 godziny. Jak to się ma do dywagacji o cenie za godzinę 10 zł czy 6,50 zł?

Sama idea i technologia druku 3D jest genialna i przyszłościowa, ale jeszcze trzeba trochę do niej dorosnąć.

POZDRAWIAM WSZYSTKICH PASJONATÓW 3D.

Krzysztof Bajko
BIKO 3D
Kraków

Tak moi mili wygląda właśnie rzeczywistość polskiej, niskobudżetowej branży druku 3D. Walka z producentami drukarek 3D, filamentów oraz przypadkowymi klientami, sprowadzającymi wydruk 3D do wydruku kartki papieru w punkcie xero, którzy dziwią się dlaczego to takie drogie i tak długo trwa…? Gdyby funkcjonowało to normalnie (czyli tak jak w innych, rozwiniętych branżach), Pan Krzysztof i wiele podobnych mu osób albo sprzedawałby drukarki 3D i materiały eksploatacyjne – albo świadczyłby usługi. Ewentualnie łączyłby to, ale z zupełnie innych powodów – nie dlatego żeby przeżyć, tylko z wyboru i chęci pomnażania zysków.

„Najtańsza oferta na rynku”

Ktoś może spytać czemu przytaczam historię frustrata, który położył swój biznes, a teraz wylewa swoje gorzkie żale w mailach do obcych mu osób oraz chce żeby to powielać publicznie w największym serwisie branżowym? Otóż Pan Krzysztof wcale nie jest sfrustrowany – jest normalnym człowiekiem, któremu wydawało się, że prowadząc swój biznes w normalny sposób, będzie w stanie z powodzeniem go rozwijać. Niestety branża druku 3D normalna nie jest… Tutaj trudno planować cokolwiek z dłuższym wyprzedzeniem niż trzy miesiące i trzeba natychmiast reagować na zmieniające się okoliczności, dokonując często zwrotów nawet o ponad 90°. Trzeba bezwzględnie wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję i mieć niemożliwą do złamania wiarę w to co się robi. A mimo to i tak jest ciężko… Tym bardziej, jeśli ktoś próbuje walczyć jakością usług jak Pan Krzysztof, a nie niskim poziomem cen.

Historia Pana Krzysztofa powinna być przestrogą dla wszystkich osób wkraczających w branżę druku 3D z poczuciem, iż jest to biznes jak każdy inny – z tą różnicą, że jest niszowy i istnieje realna szansa na to aby odnieść w niej szybko sukces. Nic bardziej mylnego. Jego „niszowość” nie jest wcale jego atutem, lecz największym przekleństwem. Zainteresowanie klientów drukarkami 3D i wydrukami 3D jest małe, co przy rosnącej z każdym miesiącem konkurencyjności sprawia, że przysłowiowy tort jest coraz mniejszy do podziału. Firm działających w tej branży przybywa szybciej niż klientów gotowych na skorzystanie z ich oferty.

Dlatego tak niebezpiecznym jest zaczynać swoją działalność usługową lub handlową od założenia, że będzie się oferować coś „najtaniej na rynku„. Wojna cenowa to domena wielkich graczy, którzy rekompensują sobie niskie marże efektem skali. Tymczasem w branży niskobudżetowego druku 3D sytuacja z jaką się spotykamy jest absurdalna. Wyobraźmy sobie, że oto małe, jedno- dwuosobowe sklepiki osiedlowe prześcigają się nawzajem w tym, kto będzie oferował produkty spożywcze taniej, podczas gdy duże sieci handlowe nie tylko bezwzględnie pilnują swoich wysokich cen, to na dodatek sukcesywnie je podnoszą. Mam tu na myśli zarówno największe firmy usługowe, specjalizujące się w wydrukach przemysłowych wykonywanych na profesjonalnych maszynach drukujących, jak i firmy produkujące profesjonalne drukarki 3D jak Stratasys, 3D Systems, EOS, Arcam, Laser Concept, EnvisionTEC, czy dziesiątki innych.

Od czasu do czasu przedstawiciele tych firm spoglądają na firmy / osoby tłuczące wydruki z plastiku na RepRapach po 50 zł i się dziwią… Dlaczego oni to robią? Dla kogo? Co chcą w ten sposób osiągnąć? Czy nie szkoda im czasu?

A może to właśnie cena jest powodem, dla którego branża druku 3D nie może „wyjść z podziemia„, uniemożliwiając jej dotarcie do dużo szerszego grona osób? Gdyby wydruki 3D były tańsze, możliwe że więcej osób by je zlecało? Niestety jest w tym wszystkim pewien haczyk, pomijany często przez zwolenników teorii obniżenia cen w branży druku 3D. Jest on pomijany z powodu niewiedzy…

Otóż wiele osób sprowadza technologię druku 3D wyłącznie do FDM. Jest to na swój sposób oczywiste – drukarki 3D drukujące w tej technologii są najtańsze, podobnie jak materiały eksploatacyjne. Trudno komuś, kto skonstruował własnego RepRapa (co samo w sobie jest sporym osiągnięciem), porównywać swoje wydruki do tych osiąganych na SLS, PolyJet, czy SLA. Znając życie, najprawdopodobniej ich nawet nigdy nie widział na oczy, opierając się na dość mglistym wyobrażeniu. Niestety duże koncerny wydające miesięcznie tysiące, dziesiątki tysięcy, lub nawet setki tysięcy złotych na profesjonalne wydruki 3D wiedzą na czym polega różnica wydruku zrealizowanego na Formidze, czy Objecie Eden 350 w stosunku do wydruku z Prusy i3. Gdyby było inaczej, fora RepRapowe byłyby zasypane zapytaniami o tani wydruk elementów dla Forda, Airbusa, czy GE Aviation.

Cóż, nie są…

Skąd się bierze wysoka cena profesjonalnych drukarek 3D? Z patentów, które należą do garstki firm, dzięki czemu oferowane przez nie urządzenia są bardzo drogie, ponieważ z powodów formalnych są bezkonkurencyjne na rynku. Skąd się bierze wysoka cena wydruków realizowanych na profesjonalnych drukarkach 3D? Z wysokich cen maszyn i materiałów eksploatacyjnych. Jest to na chwilę obecną nie do przejścia i należy się z tym pogodzić. Tak ten świat jest niestety skonstruowany, że chcą otrzymywać wydruki o wysokiej jakości, musimy za to płacić wysoką cenę. Branża lotnicza, czy motoryzacyjna czynią to bez mrugnięcia oka. Co z innymi?

Wyobraźmy sobie teraz, że przeciętny klient na wydruk 3D – nie mający kompletnie pojęcia o rodzajach technologii druku 3D, otrzymuje do wyboru dwa modele – jeden wykonany w super niskiej cenie na niskobudżetowym FDM, wydrukowany z PLA na warstwie na poziomie 200 mikronów oraz drugi – wykonany na Objecie, wydrukowany z żywicy światłoutwardzalnej, na warstwie na poziomie 17 mikronów, ale za to w trzy- lub czterokrotnie wyższej cenie.

Co wybierze…?

To czego będzie bardziej potrzebował. Jeżeli najważniejsza będzie dla niego jakość, zapłaci za to tyle ile będzie trzeba. Jeżeli cena – widząc obydwa wydruki, prędzej zrezygnuje z nich w ogóle, niż weźmie coś, co jakościowo nie dorównuje droższemu wydrukowi do pięt.

Więc jak to jest z tą najniższą ceną…? Tani druk 3D daje tylko i wyłącznie gwarancję niskiej ceny. Nie gwarantuje jakości.

Stagnacja i brak perspektyw na rozwój

Idźmy dalej tym tropem. Wyobraźmy sobie firmę, która realizuje wydruki komercyjne przy pomocy niskobudżetowej drukarki 3D, drukującej w technologii FDM (MakerBot, Zortrax, GATE, PRIME, czy nawet samodzielnie zbudowana konstrukcja). Robi to dobrze i ma wysokie kompetencje handlowe, więc klienci do niej często wracają polecając kolejnych. Krótko mówiąc, rozwija się modelowo we właściwym kierunku. Naturalnym, dalszym krokiem będzie inwestycja w następne maszyny – najpierw nowe FDM`y, a potem w kolejne, bardziej zaawansowane technologie – SLA / DLP / PolyJet / CJP. Możliwe, że któregoś dnia będzie ją stać nawet na własną maszynę SLS (dofinansowaną np. z funduszy unijnych)?

DING! Reality check!

Tak wyglądałoby to, gdyby ta branża była normalna. W rzeczywistości, firma musi konkurować z szeregiem innych podmiotów walczących dumpingową ceną (bo mają np. niskie koszty własne – preferencyjny ZUS lub KRUS i darmowy lokal udostępniany przez rodzinę), szybkością realizowanych usług (co będzie odbijać się na jakości wydruków) oraz zmagać się głupotą i niekompetencją samych klientów – tych niemających bladego pojęcia o technologii druku 3D i wszystkich związanych z nią ograniczeniach (wcześniej widzieli materiał o drukarkach 3D w telewizji).

Konkurowanie jak najniższą ceną wstrzymuje rozwój firm, ponieważ ogranicza ich środki na inwestycje. Mało tego, wprowadza element patologiczny, gdyż firmy chcąc przetrwać na rynku i pozostać konkurencyjnymi względem innych, zaczynają oszczędzać na materiałach i na czasie druku 3D (np. drukując modele z minimalnym wypełnieniem lub na dużej prędkości – co odbija się na jakości wydruku). Na tym z kolei zaczynają już tracić również klienci.

Czy oznacza to zatem, że każdy kto oferuje tanie wydruki oszukuje, lub robi to źle? Niekoniecznie! Całkiem prawdopodobne, że tego typu firma naprawdę się stara i siedzi przy drukarce 3D po kilkanaście godzin dziennie, siedem dni w tygodniu. Z różnych powodów osoby tworzące taką firmę lubią taki tryb życia. Nie mają rodzin (lub ich rodziny to akceptują) i nie mają innych zainteresowań (druk 3D ich całkowicie pochłania). Oferują najlepsze możliwie wydruki, których jakość ogranicza wyłącznie sama technologia. Ich klienci są tym zachwyceni – mają super tani wydruk, w naprawdę świetnej jak na FDM jakości.

Tylko co dalej…?

Marża na wydrukach jest tak niska, że o ile starcza pieniędzy na opłaty, podatki i materiały eksploatacyjne, firma nie ma już środków na inwestycje. Do tej pory realizuje wydruki na własnej, taniej, lecz solidnie wykonanej drukarce 3D. Możliwe, że z biegiem czasu będzie ją stać na zmontowanie kolejnej (ewentualnie z braku czasu zakupi jakiś kit do samodzielnego montażu, który będzie sukcesywnie rozwijać)? Jak zamierza konkurować z wydrukami z żywic światłoutwardzalnych lub SLS? To proste – wcale… Po prostu ograniczy się do tego segmentu usług, w którym jest dobra. Tyle tylko, że ograniczanie swojego rozwoju już na tym poziomie oznacza w dłuższym rozrachunku upadek. Druk 3D jest zbyt pojemnym pojęciem, aby móc działać wyłącznie w obszarze jednej technologii.

No ale załóżmy, że teoretycznie da się prowadzić skromny biznes drukując wyłącznie z PLA i ABS na RepRapie, za 10 zł za godzinę. Może nie do emerytury, ale przynajmniej przez najbliższych kilka lat (a potem się zobaczy…?). Firma drukuje tanio, solidnie i z powodzeniem starcza jej i na ZUS, i na podatki, i na życie. Aż ni stąd ni zowąd pojawia się konkurencyjna firma, która ogłasza, że drukuje za 6,50 zł za godzinę i to na lepszej jakościowo drukarce 3D. A za nią kolejna… I jeszcze jedna… Wtem, wszyscy wokół drukują za 6 – 7 złotych za godzinę, a stawka 10 zł okazuje się zbyt wysoka dla dotychczasowych klientów.

Firma obniża również i swoje stawki, ale biznes przestaje się spinać. Pieniędzy nagle brakuje. Pojawia się ten straszny dylemat – zapłacić za ZUS, czy mieć pieniądze na 5 kg najtańszego ABS na zamówienie, które ma wejść do realizacji w przyszłym tygodniu? Co jeśli nie wejdzie…? Zaczynają się drobne „przekręty” na materiale, na wykończeniu… W końcu nadchodzi ten dzień, gdy trzeba sobie powiedzieć „koniec„. Właściciele firmy siedzą ze skrzywionymi minami i  zaciśniętymi zębami, kiwając z dezaprobatą głową. Jest żal, jest pretensja, jest frustracja i obowiązkowe szukanie winnych…

Być jak Materialise…

W trakcie niedawnych Międzynarodowych Targów Mody w Ptak Fashion City, dużo czasu spędziliśmy z ekipą Materialise Polska, z którą przegadaliśmy wiele godzin na temat branży i rynku druku 3D. Ilość wydruków jakie wykonuje firma w ciągu miesiąca liczona jest w tysiącach. Nazwy klientów wzbudzają szczery podziw. Jakość wykonanych prac stoi poza zasięgiem możliwości większości firm na świecie. I wiecie co? To nie są tanie rzeczy…

Może następnym razem, kalkulując swoje oferty cenowe warto zadać sobie pytanie, kim chcemy w przyszłości być? Kolejnym Materialise, czy „najtańszą drukarnią 3D„?

Udostępnij.

O autorze

Paweł Ślusarczyk

Prezes zarządu CD3D Sp. z o.o. oraz Business Development Manager. Posiada ponad 12-letnie doświadczenie w biznesie, zdobyte w branży IT, reklamowej i poligraficznej. Od stycznia 2013 roku związany z drukiem 3D.

  • Robert Mierzwinski

    „Może następnym razem, kalkulując swoje oferty cenowe warto zadać sobie pytanie, kim chcemy w przyszłości być? Kolejnym Materialise, czy „najtańszą drukarnią 3D„?”

    AMEN !!!

  • Czekałem na ten artykuł bardziej niż na Boże Narodzenie 😀 true story

  • Ok, napiszę: Branża druku jest napompowaną bańką przez media i dofinansowania. Pierwsze jest odpowiedzialne za całkowite zniekształcenie zrozumienia druku 3D oraz jego ograniczeń, drugie natomiast za wysyp jakże innowacyjnych firm które kupują drukarki i muszą mieć na wydruki zlecenia – stąd też jest ta cena. To firmy które przetrwają najkrócej bo 10 000 zł z dotacji a 10 000 zł z własnej kieszeni to nie te same pieniądze.

    Zakończę jednak pozytywnie: Jakie będą tego skutki? A też m. in. wzrost innowacyjności osób które z pasji zajmują się tą branżą. Zacznie się szukanie nowych pomysłów na wydruki. Zaczną dochodzić nowe branże gdzie nawet zwykłe FDMy będą się sprawdzać.

    Dla osób tworzących swoją markę niska cena nie będzie zagrożeniem.

  • Taobao

    A czy ktos w Polsce oferuje kompleksowe uslugi? Byc jak materialise jak najbardziej ale dlatego tam placi sie drogo bo dostaje sie w pelni wykonczony druk a nie wyjety z drukarki i zapakowany. Klient oczywiscie wybierze oferte najtansza bo kazdy w gruncie rzeczy robi wydruki w Polsce tak samo – nie widzialem aby ktos oferowal do tego piaskowanie wydruku, wypelnienie defektow szpachla, sklejenie ponowne szpachlowanie nalozenie fabry gruntowej, wykonczenie w acetonie lub calkowite wykonczenie nawet do pomalowania ladna farba akrylowa to kosztuje i to jest jakosc materialise a to, ze ktos ma tania drukarke i poprostu drukuje to niestety ale jest wlasnie wart 10zl za godzine i nie wiecej sa talenty ktore potrafia wykonczyc nawet nieudany wydruk z rozkalibrowanego reparapa i efekt koncowy bedzie przypominal wysokiej jakosci rzecz z polki sklepowej lub drukarki za 10mln tak, ze druk to dopiero 40% finalnego przedmiotu pozostale 60% to nadal reczne wykonczenia, zeby te 10zl za godzine zamienilo sie w z 100zl za godzine z radoscia zaplacone przez klienta.

    • Tomasz Zawada

      My 🙂 Bierzemy wtedy 10zł 50gr za godzinę. 😛

      A tak poważniej, to to kosztuje sporo, ale tylko w ten sposób można konkurować właśnie z surowym wydrukiem zdjętym z drukarki w cenie dumpingowej.

      Na życzenie wygładzamy, szlifujemy, impregnujemy, powlekamy, gruntujemy, malujemy i kleimy. Zapewniamy wytrzymałość, wodoszczelność. Ostatnio nawet wykonywaliśmy części maszyny, w których gdzie skomplikowany system kanalików miał trzymać próżnię. I trzymał. Ale nie za 10 złotych 😉

    • bartek

      cena materialu na wydruk z Fortusa jesli ktos ma pojecie co to jest wychodzi okolo 27 centow za cm3 wydruku czyli podejrzewam ze jakis 1 euro za cm3 wydruku ,ale tego juz nie wykanczasz nic nie pęka najmniejszy fortus 250 to koszt okolo 38tys euro

      • Michał Kosiński

        ” Nic nie wykańczasz ? ” No proszę Cię. To zależy od klienta.

  • Adam Mikstacki

    Cóż artykuł świetny. Zgadzam się że druk 3D jest tak NEGATYWNIE rozdmuchany przez media że nawet ustawa tego nie przewidział.

    Co do ceny. Każdy kto ma swój biznes kalkuluje sam. Ja w swoim też nie zejdę poniżej pewnej ceny i koniec. Wolę żeby drukarka stał niż żebym miał drukować poniżej ceny opłacalności – bo i po co? Ale klient to tak jak w życiu szuka zawsze najtaniej, zapewne znajdzie jak nie u mnie to u kogoś innego. Ja staram się zawsze abym to ja był zadowolony najpierw z wydruku (tak moja pedantyczność) a jak ja będę to klient na pewno będzie zadowolony 😉

    A co do wielkich graczy na rynku druku 3D, oni zainwestowali setki tysięcy w te zabawki dlatego też i nie będą drukować za 10zł, (do tego uważam ze porównanie np. Materialise Polska do firm niskobudżetowych jest porównaniem trochę przesadzonym).
    Mali zainwestowali kilka tysięcy i żeby zdobyć jakikolwiek zlecenie będą drukowali przynajmniej na początku za 10zł. A potem, a potem albo podniosą ceny jak będą mieli klientów albo zamkną interes jak skończą się oszczędności i nie będzie z czego już dokładać. Takie prawa rynku.

    • >> Mali zainwestowali kilka tysięcy i żeby zdobyć jakikolwiek zlecenie będą drukowali przynajmniej na początku za 10zł. A potem, a potem albo podniosą ceny jak będą mieli klientów albo zamkną interes jak skończą się oszczędności i nie będzie z czego już dokładać.

      Na tym polega właśnie błędne założenie, które wiele osób zakłada na początku. Zaczną od niskiej ceny żeby zdobyć klientów, a potem zaczną ją stopniowo podnosić. To miałoby szansę powodzenia tylko i wyłącznie wtedy, gdyby konkurencja nie istniała (tak jak jest to w przypadku 3DS, Stratasysa i innych). Niestety gdy przyzwyczają klientów do niskich cen – w momencie ich podniesienia, ci zaczną szukać tańszych alternatyw. Chyba, że za wyższą ceną będzie stała wyższa jakość lub inna wartość dodana? Ale o tym pisałem już w artykule – niskie ceny = niska marża = brak możliwości na rozwój i inwestycje w nowe maszyny.

      • Adam Mikstacki

        Właście Paweł, masz rację błędne koło. Ale dalej nikt nie ma rozwiązania jak z niego wyjść żeby producent wydrukował i zarobił na tym a nie stracił, a klient żeby był zadowolony i zapłacił już nie mówię tanio a rozsądną cenę.
        Jako przykład jak startowałem to nie powiem zamieniłem się w rolę tajemniczego klienta 😀 i podesłałem do kilku firm na rynku zapytanie o wycenę wydruku. Odpowiedzi były tak różne że sam byłem zdumiony. Niektóre były w miarę rozsądne ale niektóre to powiem szczerze moim skromnym zdaniem to ktoś za jeden wydruk to chciałby mieć na miesięczne utrzymanie firmy – a to uważam nawet jak na doskonały wydruk to lekkie przegięcie.
        Ja zawsze byłem wyznawcą teorii że żeby w życiu coś osiągną, ja inwestuję a moje dzieci dopiero czerpią z tego zyski, to dla mnie są firmy pokoleniowe. A w Polsce jest coś takiego że po miesiącu chciałbym mieć wille z basenem i 3 sportowe auta w garażu 😉

        • bartek

          dla fdm rozwiazanie jest Fortus ale 38tys euro na najmniejsza drukarke i nie masz czego sie wstydzic ,na czas na pewno , widzialem te drukarki w akcji i te wydruki ,swoja droga na forum reprap mojereprap, sam zalozylem 3 watki na temat tych drukarek i cisza nikt nic nie wie , nikt ich nie podglada co jak robia ? tak bo nikt nie jezdzi po swiatowych targach druku nikt z forum nie bywa w fabrykach 3d i nie ma pojecia ze w Niemczech czyli za plotem sa firmy co maja 15 fortusow w hali i trzepia setki czesci dziennie na nich.

          • Michał Kosiński

            ” Światowy ” kolego możesz się zdziwić. A i lepiej by się czytało gdybyś pisał poprawnie.

  • B.O.

    Bardzo dobra diagnoza rynku, ludzie zazwyczaj nie zdają sobie sprawy z kosztów wydruków na dobrym sprzęcie. Często słyszeli(najczęściej od producentów drukarek albo z mediów – Zortrax gdzieś w jakimś tekście podawał koszt wydruku jako koszt samego filamentu), że drukowanie kosztuje grosze. Jest tak jeśli ktoś ma własną drukarkę i nie liczy poświęconego temu czasu. Czasami dostaję maila z prośbą o wycenę wydruku od kogoś kto dostał do mnie kontakt od osoby wiedzącej, że mam drukarkę. Kontakt urywa się po odpowiedzi za ile mogę to wydrukować. Czasami drukuję coś znajomym albo pomagam przy projektach ludziom z innych kół naukowych na polibudzie za sam materiał, ale to zupełnie inna sprawa gdzie nie liczy się poświęcony przeze mnie czas i zużycie sprzętu.

    • >> Zortrax gdzieś w jakimś tekście podawał koszt wydruku jako koszt samego filamentu

      Zortraxowi zależy wyłącznie na sprzedaży maszyn, dlatego nie zawraca sobie głowy tym, co się z nimi stanie, gdy już je sprzeda (wiem, że to krótkowzroczne, ale tak jest). W marcu br. w Kielcach, przedstawiciele Zortraxa namawiali jednego klienta (tzn. o jednym wiem na pewno), że jak kupi M200 i otworzy punkt usługowy gdzieś obok jakiejś uczelni wyższej, to zamówienia będą wpadać do niego szerokim strumieniem.

      W sumie ta technika sprzedażowa nie jest niczym nowym – rok wcześniej podobne opowieści snuli handlowcy / marketingowcy Omni3D.

      • Sama lokalizacja przy uczelni to nie wszytsko. Decydujący są klienci (studenci) i niestety albo większość biedna albo nie ma czasu (to nie ksero gdzie 15 osób obsługuje się na jednej przerwie). Idąc tym tropem, student którego stać na wydruk nie zwraca uwagi na odległość drukarni od jego uczelni. Inny student zdolny, pracowity itp. na pewno jest tak rozeznany w parku maszynowym swojej uczelni, że możliwe że ktoś się zgodzi na wykorzystanie sprzętu uczelnianego (np. na realizację pracy inż.) Jest jescze typ studenta który ma jakiś grosz, czas i wtedy buduje swoją drukarkę.
        Ale mogę się też mylić.

  • Bart G.

    Bardzo dobry, choć mało optymistyczny artykuł.

    Za pieniądze z dofinansowań powstają firmy zajmujące się projektowaniem oraz świadczące usługi druku 3d. Sądzę, że nie konkurują one ze sobą tak jak nie konkurują studia graficzne z punktami ksero.

    Drukarka 3d sama za nikogo pracy nie zrobi, tak jak sam pędzel i farby nie namalują obrazu. 10 zł za godzinę — tyle rynkowo kosztują „bzdety.stl” ściągnięte ze stołu i wrzucone do worka. Prototyp, który można pokazać na zebraniu w dużej firmie to zupełnie inne pieniądze, ale ktoś, kto dopiero opanował obsługę Tinkercada raczej po nie nie sięgnie.

    Zastanawia mnie też dlaczego w CD3D nagminnie pojawiają się artykuły w podobnym tonie, a na zagranicznych portalach poświęconych tematyce druku 3d nie. Czyżby tylko u nas było aż tak źle?

    • >> Zastanawia mnie też dlaczego w CD3D nagminnie pojawiają się artykuły w podobnym tonie, a na zagranicznych portalach poświęconych tematyce druku 3d nie. Czyżby tylko u nas było aż tak źle?

      Dobre pytanie… 🙂

      Gdy zaczynałem przygodę z drukiem 3D w styczniu 2013 r., byłem tym wszystkim tak samo podekscytowany jak reszta świata. Dziwiło mnie np. to, czemu prezesi Amazona czy Foxxcona wyrażają się na temat druku 3D z dystansem i rezerwą? Dlaczego – mimo iż to wszystko jest tak niezwykłe i niesamowite, wielkie koncerny pokroju Apple, Samsunga, Sony etc., nie wchodzą w tą branżę? Dlaczego nie produkują swoich drukarek 3D?

      Aż w końcu w połowie tego samego roku trafiłem do Solveere i uświadomiłem sobie, iż jest coś takiego jak profesjonalne drukarki 3D. Wtedy po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że ta cała ekscytacja drukiem 3D dotyczy tylko i wyłącznie skromnego wycinka bardzo szerokiego obszaru jakim jest ta technologia, i że to wszystko to tak naprawdę jedna wielka bańka spekulacyjna.

      Kolejne miesiące (a już nawet lata) pokazały całą prawdę na temat tzw. „nowej rewolucji technologicznej”, o której rozpisywały się wszystkie serwisy branżowe w latach 2012 / 2013. O tym, że z drukarki 3D będzie korzystał każdy.

      Ja zacząłem pisać krytycznie na ten temat w połowie 2013 r. To odróżniało ten serwis od grona mu podobnych. I nie było w tym żadnego celowego działania – zawsze pisałem i piszę to co myślę. Od roku 2014 inne serwisy tego typu zaczęły zmieniać swoje hurraoptymistyczne podejście i patrzeć na to bardziej realistycznie.

      Czemu nie są aż tak „depresyjni” jak my? Może to kwestia podejścia do tematu i charakteru? Sporo mailuję z Michaelem Molitch-Hou – red. nacz. 3D Printing Industry. On również jest rozczarowany różnymi firmami i ich produktami. Z drugiej jednak strony, to ekstremalnie życzliwy człowiek, który podchodzi do każdego tematu entuzjastycznie i z wiarą, że to może się udać. My patrzymy na to sceptycznie i z dystansem.

      Może dlatego że Michael jest Amerykaninem a ja Polakiem…?

      • Adam Mikstacki

        Dziwny jesteś Paweł.
        Pomimo mojej sympatia dla Twojej osoby (w końcu poznałem Ciebie osobiście, a może jednak mnie jeszcze pamiętasz choć wątpi;) to jednak jesteś dziwny ;). Z jednej strony serwis ten na którym tak się udzielasz obsmarowuje druk 3D od góry do dołu, ale z drugiej strony jednak na tym zarabiasz jakieś pieniądze. To tak jakby podcinać gałąź na której się siedzi.
        I w sumie brak mi weny jak to spuentować… 🙂

        • Nie ma w tym nic dziwnego. Żyjemy w świecie, który jest oparty na kłamstwie i konfabulacji. Ludzie są coraz bardziej tego świadomi i cenią sobie ludzi i miejsca, które są uczciwe, prawdziwe i szczere. Nigdy nie próbowałem być kimś innym niż jestem. Nigdy nie konfabulowałem. I to chyba to sprawia, że idzie nam w miarę ok…?

          • Adam Mikstacki

            Oczywiście mam nadzieję że mnie źle nie zrozumiałeś;) Tak jak piszesz w dzisiejszym świecie tacy ludzie jak Ty i to co robisz to rzadkość. Piszesz o druku 3D prawdę chociaż czasami nie jest ona tak różowa jak by się niektórym wydawało i to mi się podoba. Bo niestety ale życie do łatwych nie należy.

  • Tomasz Zawada

    Bardzo fajny artykuł. W pełni oddaje to, co winno być powiedziane już dawno.

    Z historią Pana Krzysztofa byliśmy akurat na bieżąco, bo działając po sąsiedzku w Krakowie oprócz tego, że miał sklep, do którego można było awaryjnie udać się po „czerwony ABS na wczoraj”, zawsze służył pomoca merytoryczną, a gdy jeszcze nie mieliśmy urządzeń, potrafił wydrukować brakujący element. Zdarzyło się nam raz nawet, że obiekt dostarczony nam przez kogoś do druku był tak ‚skopany’, że nic z teog nie było. Pan Bajko potrafił wówczas usiąść i w jedną dobę zamodelować obiekt od nowa, tym razem perfekcyjnie, byle tylko wykonać zlecenie na najwyższym poziomie. I nie policzył sobie wygórowanej kwoty, chociaż mógł w podbramkowej sytuacji żądać sporo więcej.

    Mam mieszane odczucia, bo z jednej strony dzieje sklepu BIKO były historią smutną i przestrogą przed zbytnim optymizmem i rzucaniem się na wszystko, z drugiej bardzo się cieszę że @pawelusarczyk:disqus akurat tę historię przytacza. Przynajmniej nie będzie tak, że znają ją nieliczni.
    I w istocie Panu krzysztofowi należy się duży szacunek, bo był pionierem na rynku i zabrał się do tego porządnie, zgodnie z regułami sztuki. Włożył w ten biznes własne pieniądze i nie chciał rynku psuć. Popsuli go za niego (bez urazy) „gówniarze” z prusami, korzystający nierzadko z wielu dobrodziejstw: tani najem lokalu, (np. akademik), darmowe media, „darmowy” software do projektowania.

    Ktoś oferujący usługi za 10zł powinien sobie zdawać, że robi to na krótką metę. Bo nagle stuknie 26 lat, studia się skończą, za prąd i internet trzeba będzie zapłacić, a studencka licencja na solidworksa wywoła co najwyżej ironiczny uśmiech na twarzy panów z BSA.

    W komentarzach też sporo racji na temat wydawania dotacyjnej forsy.
    Zupełnie inaczej podchodzi się do tego biznesu, jeśli dysponuje się własnymi zaoszczędzonymi środkami, a zupełnie inaczej, gdy kasa wpadła z dotacji. gdy się zna wartość każdej złotówki, biznes musi się co najmniej bilansować.

    Dzięki za artykuł!

  • Adam Mikstacki

    Witam

    Postanowiłem nieco odświeżyć temat i napisać cóż mnie ostatnio spotkało. Otóż dostałe zlecenie wyceny na powiedzmy coś a’la zaślepka, zakończenie. Wymiary ów przedmioty były następujące 80x40mm i głęboki na 47mm to wymiary wewnętrzne, do to tego ścianka gr. 2mm i dno grubości 3mm. Prosta sprawa projekt, i przemielenie przez program do druku. Ustawiłem najgrubszą warstwę jaką się da 0,39mm czas druku 2 godziny z małym okładem za sztukę klient chciał około 100szt. Zrobiłem wycenę przy takim zamówieniu rabaty i takie tam a co 🙂 przy tylu sztukach można;) i wysłałem cenę. Nie będę ukrywał zrobiłem mu cenę 24zł/szt.

    A teraz najlepsze w tym wszystkim oczywiście tak jak się spodziewałem klient odmówił gdyż koszty produkcji w mojej firmie są strasznie wysokie jak napisał. Od innych dostał cenę w przedziale 5-12zł!
    Także ja się pytam jak można coś drukować za 2.50zł za godzinę?

    Czyli wniosek z tego że 10zł to jest rozbój w biały dzień:D!

    • bartek

      Mozna drukowac za 2,5 na godzine bardzo prosto ,budujesz 100 reprapow na masowa skale wszysko wyjdzie cie ze 100k ale zrobisz 100 czesci w godzine po 2,5 masz 250 zyla za godzine razy 24 godziny i masz 6 tys dziennie , widzialem ostatnio w ameryce taki temat 126 drukarek , wiadomo ameryka 300milonow ludzi to wieksze potrzeby 🙂 no i dalej jak juz drukniesz po 6 kola za dobe to w miesiac odrobiles inwestycje .Mysle ze akurat ten model biznesowy jest dobry dla kogos kto ma ma duze zlecenia a nie dla małych Zenków co nie widzieli 10tys w gotówie na ręce. A tak w większości wyglądają Polskie biznesy 🙂 Czyli w grze o pieniądze grać tak żeby nie przegrać zamiast grać tak żeby wygrać!

      • Adam Mikstacki

        Faktycznie nie przewidziałem tego iż polscy „wytwórcy” mogą mieć takie zaplecze sprzętowe że mogą sobie pozwolić na druk kilkudziesięciu a nawet kilkuset elementów jednocześnie.

        Człowiek uczy się całe życie ;)!

      • Michał Kosiński

        A to akurat dobre, a ostatnie zdanie idealne.

  • bartek

    Swietny artykuł!!! Moje spostrzeżenie jest takie :bylem ostatnio na Euromoldzie w Dusseldorfie i na TCT w Birningham na tych pierwszych targach byly 3 firmy z polski na drugich dwie .W Anglii dwie osoby z Polski spotkałem ze zwiedzających .Odnosze wrażenie ze Polacy mają kompleksy i niskie poczucie własnej wartości i przez to kompletnie nie mają pojęcia co się w świecie dzieje i gdzie są pieniądze .Prodways buduje teraz fabrykę bedzie to sie nazywać Initiale czy jakoś tak a w Polsce firmy borykają się z brakiem forsy ,komu wierzyć szok.
    O jednej rzeczy zapomniałeś Paweł wspomnieć ,większość tych firemek co zaniżają ceny to są firmy typu One man Show ,bez modelu biznesowego , bez struktur bez handlowców to zawsze sie tak samo kończy . Dla osób które poważnie patrzą na biznes to przede wszystkim struktura firmy się liczy .
    Z chęcią się z Tobą spotkam by pogadać bo widzę że widzisz problem z dobrej strony:)

    Chcę tak że dodać że klient jest w Polsce przygotowany na wysokie ceny ale tylko za najwyższą jakość której niestety tani reprap nie daje .
    Natomiast firmy usługowe nie są gotowe na najwyższą jakość i najwyższą cenę .

    Pozdrawiam Serdecznie Bartek

  • Gosc

    I czym się tu emocjonować? Takie są prawa rynku, który wszystko sam
    zweryfikuje – słabsi odpadną, lepsi zostaną. Nie tylko tyczy się to
    rynku 3D, przecież wszędzie są ‚dumpingowcy’. Poza tym skąd Autor wie,
    jaki takie firmy mają model biznesowy? Może obliczyli sobie współczynnik
    CLV i wyszło im, że warto pójść po kosztach, żeby tylko złowić nowego
    Klienta, bo w przeciągu roku statystycznie zakupi więcej usług lub
    produktów? A czyż to nie lepiej dla Klientów, jeśli są niskie ceny, zakładając, że jakość jest odpowiednia? Przecież ich nie obchodzi, czy jednoosobowa firma jedzie na oparach, tylko że drukuje taniej niż inni i w miarę ok. A to że padnie, trudno. Następne zlecenie powędruje do innej. Przypomina mi to trochę socjalistyczne gadanie, że mamy tragedię na rynku ropy, bo ropa tania i biznesy padają! Biedni pracownicy tracą pracę! No przecież to chyba lepiej, że tania, bo najważniejszy jest Klient a nie kapitalista. Pracę stracą tysiące, a zarobią miliony (nawet ci, co tę pracę stracili, bo kupią sobie tańsze inne produkty, do których wytworzenia potrzebna jest ropa lub jej pochodne).

    Szkoda czasu i nerwów na pisanie takich długich artykułów,
    które nic właściwie nie wnoszą nowego dla Czytelnika, a tylko pozwalają
    upuścić trochę emocji Autorowi. Pozdrawiam 🙂

    • >> Może obliczyli sobie współczynnik CLV

      Artykuł jest o tym, że 99% w/w osób / firm zaniżających ceny usług nie ma pojęcia co to jest „współczynnik CLV” 🙂

      Również serdecznie pozdrawiam 🙂

  • Tomasz Kubacki

    Patrzę na to z innej strony, może dlatego, że jestem klientem. Korzystam z usług drukowania, jednak coraz większe koszty i coraz niższa jakość powodują, że chyba kupię drukarkę. Będę jej używał 2 dni w tygodniu. W pozostałe 3-4 będę drukował cokolwiek, byle drukarka nie stała bezrobotna. Zysk z tego może być symboliczny – zarabiam na czym innym. Tym sposobem z rynku ubędzie klient a pojawi się konkurent, który w dodatku nie dba o rynek 3D.

    • Może wystarczy zmienić drukarnię? 😉

      • Tomasz Kubacki

        Igła w stogu siana. Nie mam czasu ani cierpliwości by przetrząsać ten stóg. Przetrząsanie kosztuje pieniądze a co gorsza pochłania czas.
        Pewna firma (żyjąca z 3D) zaproponowała mi cenę za próbną serię (30 sztuk), która jest niemal równowartością stworzenia profesjonalnej formy do wtryskarek ;). Państwo dobrze wiedzą jaka jest różnica w jakości pomiędzy jednostkowym drukiem a przemysłowym „odlewem” i rozumiecie, że dość długo śmiałem się handlowcowi z tej firmy w słuchawkę.