Maszyny do druku 3D kosztują fortunę, a obsługa wymaga niemal doktoratu z fizyki. Szwedzki Freemelt doszedł do odkrywczego wniosku. Okazuje się, że klienci nie zawsze chcą kupować niezwykle skomplikowaną i drogą maszynę do robienia rzeczy. Czasami chcą po prostu… dostać gotowe rzeczy. W odpowiedzi na to objawienie, firma, znana ze swoich systemów E-PBF, czyli topienia metalowego proszku za pomocą wiązki elektronów, postanowiła przestać być tylko sprzedawcą sprzętu i stać się również fabryką na zlecenie.
Freemelt, założony w 2017 roku, reorganizuje swój biznes, dzieląc go na dwie części. Pierwsza, „Production Systems”, będzie nadal robić to, co do tej pory, czyli sprzedawać zaawansowane drukarki 3D klientom, którzy mają odwagę i zasoby, by budować własne linie produkcyjne. Druga, nazwana prosto „Manufacturing”, zajmie się produkcją gotowych, kwalifikowanych komponentów metalowych dla sektorów tak wymagających jak medycyna, obronność czy badania nad fuzją jądrową. Daniel Gidlund, dyrektor generalny firmy, ujął to w typowym dla biznesu żargonie: „Rynek się zmienia”. Mówiąc prościej, klienci zdali sobie sprawę, że posiadanie maszyny to dopiero początek drogi, a prawdziwą wartością jest dostęp do wiedzy, powtarzalnych procesów i niezawodnego łańcucha dostaw. Freemelt postanowił więc zaoferować im to wszystko na tacy.

Drukarki Freemelt: (od lewej) Freemelt® ONE, e¯MELT® -iD, e¯MELT® -iM. Źródło: Freemelt
Firma skrupulatnie policzyła, że rynek samych systemów do druku 3D z metalu jest wart około 2 do 3 miliardów dolarów. Jednak kiedy do równania doda się rynek produkcji gotowych komponentów i podsystemów, kwota ta puchnie do niebotycznych 46 do 58 miliardów dolarów. To niemal dwudziestokrotny wzrost potencjalnych przychodów. Nic dziwnego, że Szwedzi postanowili sięgnąć po kawałek tego znacznie większego tortu. Firma podtrzymała swój cel osiągnięcia miliarda szwedzkich koron (około 103 milionów dolarów) rocznego przychodu z zamówień do 2030 roku, dodając nowy cel osiągnięcia dodatniej rentowności do 2028 roku.
Nowy model biznesowy już działa, czego dowodem jest kontrakt z Fusion for Energy (F4E). Freemelt otrzymał zlecenie na produkcję około 33 000 komponentów na bazie wolframu dla programu badawczego nad fuzją jądrową JT-60SA. To umowa o wartości 5,7 miliona dolarów, z potencjałem wzrostu do 8,7 miliona. Produkcja tysięcy części z tak trudnego materiału jak wolfram to doskonały pokaz możliwości nowej gałęzi biznesu firmy. Freemelt najwyraźniej zrozumiał, że w dzisiejszych czasach nie wystarczy sprzedawać wędki, czasami trzeba po prostu zacząć łowić ryby dla swoich klientów.
Źródło: Freemelt





