Moja pierwsza oryginalna kaseta

0

Moją pierwszą oryginalną kasetą była koncertówka AC/DC z 1992 roku, ale ona się nie liczy, bo dostałem ją w prezencie na gwiazdkę. Było to w czasach, gdy stragany i rynki wszystkich większych miast i miasteczek, przepełnione były panami w ortalionowych kurtkach, z rozstawionymi stolikami turystycznymi, na których leżały porozkładane w pudłach setki pirackich kaset z muzyką…

moja pierwsza kaseta

Praktycznie każdy miał ten sam asortyment. Z jednej strony hity, w postaci Michaela Jacksona, Genesis, Guns`n`Roses, czy Army of Lovers, z drugiej pełne dyskografie Iron Maiden, Motorhead, Metallicy czy Sepultury. Po środku cała reszta: techno, country, rap i rodzące się dopiero Disco-Polo. Żeby kupić oryginalną kasetę, potrzeba było nie lada determinacji. Należało jechać do jednego z dwóch czy trzech sklepów muzycznych w Łodzi, które obok piratów, żeniły również kasety oryginalne i wyjaśnić zdumionemu sprzedawcy, że nie, nie pomyliliśmy się i naprawdę chcemy tą pięciokrotnie droższą kasetę w folii, zamiast tandetnego pirata(którego oczywiście również miał w ofercie).

Zatem pierwsze było AC/DC, które dostałem w schyłkowym okresie fascynacji tym zespołem. W tamtym czasie moje gusta muzyczne kierowały się już w stronę dużo bardziej mocniejszego grania. Najważniejsza była Metallica, Iron Maiden, powoli zaczynałem odkrywać Sepulturę i Kreatora. Wszystko zmieniło się oczywiście, gdy po raz pierwszy zobaczyłem na Headbanger`s Ball video do „Black Magic” Slayera, ale to temat na oddzielny artykuł. Stopniowo granica przesuwała się w stronę coraz cięższego i bardziej ekstremalnego brzmienia. Odkrywałem kolejno Death, Obituary, Deicide, Cannibal Corpse, Napalm Death, Paradise Lost, aż pewnego dnia zobaczyłem w Metal Hammerze reklamę tej płyty:

Warmaster

Miałem wtedy 13 lat i obrazek powyżej mnie zmiażdżył. Musiałem to mieć. Kapela która ma tak zajebiste okładki musi być zajebista…

Niestety Bolt Thrower to nie Iron Maiden czy Metallica. Nawet nie Death, czy Morbid Angel, których kaset było pełno na rynku. Dostać Bolt Throwera graniczyło z cudem! Pojechałem więc do jednego z najbardziej kultowych miejsc dla metalowców w Łodzi w latach 90-tych – do budki z kasetami na rogu Piotrkowskiej i Piłsudskiego. Bolt Thrower był, ale nie ten… Na dodatek tylko oryginalny i kosztował 34 000 zł (pirata można było dostać za mniej niż połowę tej ceny). Tak więc, stałem przed tą budką, z dość dużą jak na trzynastolatka w tamtym czasie kasą i rozważałem zakup pierwszej oryginalnej kasety zespołu, którego nigdy nawet nie słyszałem. W końcu kupiłem. To był jeden z najlepszych zakupów w moim życiu…

The IVth Crusade

The IVth Crusade” było czwartą płytą Bolt Throwera. Zespół wywodzący się z Anglii, był wspólnie z Napalm Death i Carcass jednym z pionierów grind-coru. Ich styl od początku nieco różnił się od reszty ale wraz z trzecim albumem – „Warmasterem” (tym którego okładka wywarła na mnie tak wielkie wrażenie), porzucił ostatecznie wcześniejeszą stylistykę i zaczął zmierzać w kierunku wolnego, monumentalnego death metalu. „The IVth Crusade” było rozwinięciem zmian zapoczątkowanych na trójce, stając się z czasem jednym z najlepszych albumów w historii gatunku.

Bolt Thrower cassette 01

Jakie jest „The IVth Crusade„? Zajebiście […..] ciężkie! Najcięższa muzyka jaką w życiu słyszałem. Mimo, że dziś możliwości techniczne pozwalają na wygenerowanie w studio bez porównania lepsze efekty brzmieniowe, płyta nadal nie ma sobie równych. Jak powiedział kiedyś na temat Bolt Throwera legendarny wokalista Pestilence i Asphyx – Martin Von Drunen: „Nie wystarczy nastroić nisko gitary i wolno grać. Aby grać naprawdę ciężko, trzeba umieć pisać naprawdę ciężkie utwory”. Na tej płycie Bolt Thrower doszedł w tym do absolutnej perfekcji.

Bolt Thrower cassette 02

Płytę rozpoczyna monumentalny utwór tytułowy. Motyw przewodni wbija się w pamięć, pozostając jednym z 3 lub 4 najbardziej rozpoznawalnych riffów Bolt Throwera. Utwór rozpędza się stopniowo, wgniatając słuchacza w podłoże niczym walec. Połączenie melodyjnych riffów granych przez Barry`ego Thomsona przy ścianie dźwięków wydawanych w tle przez drugą gitarę Gavina Warda i absurdalnie przestrojonego w dół basu Jo Bench, nadają jedynego w swoim rodzaju, unikalnego charakteru tej muzyce. „Icon„, drugi utwór na płycie, rozpoczna się długim i ekstremalnie ciężkim intro, przechodząc w dość szybkie tempo, ale ani na moment nie przestając wciskać słuchacza w fotel, krzesło, łóżko czy cokolwiek na czym w danej chwili przebywa. Ale najgorsze nastepuje dopiero przy „Embers„. Najpierw z absolutnej ciszy wyłania się stopniowo ważący 10 000 ton, szybki i monotonny riff, by nagle bez uprzedzenia urwać się i przejść w kolejny, równie morderczy motyw, ale tym razem mając za towarzysza głęboki, gardłowy growl Karla Willetsa. Jeżeli zastanawialiście się kiedykolwiek jak brzmiał soundtrack do nalotu dywanowego w czasie II Wojny Światowej w Londynie, „Embers” rozwieje wasze pytania i wątpliwości. A to wszystko to tylko preludium do najlepszego utworu na płycie i – moim zdaniem, najlepszego utworu Bolt Throwera w ogóle: „Where Next to Conquer„.

Kolejne kawałki niczym nie ustępują wyżej wymienionym. Szczególną uwagę warto zwrócić jeszcze na „This Time it`s War” i „Dying Creed„, z tym że jestem pewny, iż każdy kto poznał tą płytę ma swoich własnych faworytów. Warto wapomnieć też o zamykającym płytę „Through the Ages„, w którym Willets wymienia po kolei wszystkie największe wojny prowadzone przez człowieka w historii. Opowieść kończy się na pierwszej wojnie w Iraku, pokazuje to zatem jak dużo czasu upłynęło od daty premiery płyty…

Bolt Thrower cassette 03

Cóż mogę napisać więcej? Kasetę mam do dziś, chociaż nie licząc starego magnetofou marki Unitra w komórce, nie mam za bardzo gdzie jej słuchać. Wszystkie powyższe zdjęcia pochodzą z tego oryginalnego wydawnictwa z 1992 roku. Bolt Thrower pozostaje obok Slayera moim najważniejszym zespołem w życiu. Płyta jest genialna i mimo 21 lat, absolutnie się nie zestarzała. Odpowiedzialny za jej produkcję Colin Richardson dokonał niezwykłego dzieła, nagrywając tak ciężką płytę i umożliwiając równocześnie jej normalne słuchanie. Dziś po latach mogę stwierdzić, że warto czasem zaryzkować, nawet jeśli jest to warte 32 000 zł 🙂

Udostępnij.

O autorze

Paweł Ślusarczyk

Prezes zarządu CD3D Sp. z o.o. oraz Business Development Manager. Posiada ponad 12-letnie doświadczenie w biznesie, zdobyte w branży IT, reklamowej i poligraficznej. Od stycznia 2013 roku związany z drukiem 3D.

Rozmowa
z Cedrykiem
?