Myśleliście, że to już koniec sporu o drukowaną 3D broń? Nic bardziej mylnego…

0

Niedawno na w jednym z artykułów na Centrum Druku 3D, Klaudia pisała, że trwający kilka lat spór Cody’ego Willson’a z amerykańskim rządem został rozwiązany na korzyść twórcy projektu (nie)sławnego Liberatora. Jak zapowiadały zagraniczne media, z strony jego organizacji ponownie będzie można pobierać modele broni do  samodzielnego druku 3D – nie doszło to jednak do skutku. Efekt? Jak słusznie zauważyła w swoim artykule Klaudia, decyzja sędziego stała się pierwszym kamieniem, który uruchomi całą lawinę zdarzeń…

Przypomnijmy – Cody Willson udostępniając stworzony przez siebie projekt pistoletu do druku 3D (który w ciągu zaledwie kilku dni został pobrany blisko 100 tysięcy razy) naraził się amerykańskim władzom. Został wezwany do usunięcia modeli ze swojej strony internetowej pod zarzutem nielegalnego rozpowszechniania broni palnej. Sam zainteresowany jednak nie zgodził się z oskarżeniami – bilsko dwa lata później zaskarżył wspomnianą decyzję, argumentując to faktem, że zakrawa ona o jego konstytucyjne prawa do wolności słowa oraz posiadania broni.

Sprawa miała mieć swój finał kilka dni temu, jednak wczoraj (1.08.2018 roku) sąd federalny w Seattle na kilka godzin przed ustalonym terminem zatrzymał proces publikacji plików cyfrowych z modelami części broni palnej, przystosowanych do wytwarzania w technologii druku 3D.

Na stronie defcad.com można znaleźć następujące oświadczenie:

Jak swoje stanowisko w sprawie wstrzymania decyzji wyjaśnił sędzia Robert Lasnik? Przyznaje, że widzi duże prawdopodobieństwo wyrządzenia nieodwracalnych szkód ze względu na sposób wytwarzania tej broni (czyli w ogólnodostępnej technologii druku 3D). Przyznał też, że wypunktowany przez Cody’ego Williamsa problem łamania praw autorskich wymaga głębszej analizy – termin kolejnej rozprawy wyznaczono na 10 sierpnia.

Oczywiście wstrzymanie wykonania decyzji sądu stało się obiektem niezadowolenia wszystkich biorących czynny udział w działaniach, których celem było przywrócenie wolnego dostępu do projektu Liberatora i innych modeli broni. Jednak udało im się obejść decyzję, tworząc stronę na której umieszczone zostały pliki umożliwiające (w teorii) samodzielne wykonanie kilku modeli broni. Wszystko poparte odpowiednimi poprawkami z  Konstytucji stanów Zjednoczonych.

Warto jeszcze dodać, że zgoda na ponowną publikację instrukcji, została wydana przez administrację prezydenta USA Donalda Trumpa w czerwcu, w ramach ugody z firmą Cody’ego Willsona. O odwołanie zgody na publikację instrukcji apelowali do prezydenta członkowie Kongresu z Partii Demokratycznej – on w swoim stylu, za pośrednictwem Twittera, odpowiedział:

Donald Trump przyznaje, że przedyskutował kwestię z Narodowym Stowarzyszeniem Strzeleckim Ameryki i cały koncept nabrał dla niego całkiem nowego wydźwięku.

Przy tej okazji po raz kolejny rozgorzała debata na temat, czy pistolety z drukarek 3D są realnym zagrożeniem. Z jednej strony barykady są środowiska związane z partią demokratyczną, które starają się o sukcesywne zmniejszanie dostępności broni palnej, powołując się na fakt, że broń  drukowana 3D z tworzyw sztucznych jest praktycznie niewykrywalna przez czujniki metalu. Dodatkowo zaznaczają, że broń z drukarki 3D nie posiada indywidualnego numeru seryjnego, przez co może być niewykrywalna przez organy ścigania. Z drugiej, orędownicy projektu, którzy nie widzą niczego złego w dostępie do broni. Znakomita większość opowiadająca się za jedną czy drugą opcją wierzy, że broń z drukarki 3D prawie nie różni się od zwykłego pistoletu. Jakby to powiedzieć…

Chociaż dla ludzi niezwiązanych z technologią druku 3D możliwość pobrania (jedna z amerykańskich celebrytek ochrzciła cały projekt mianem „downloadable death”) i samodzielnego stworzenia działającego pistoletu może wydawać się przerażająca i niebezpieczna to prawda ma nieco inne oblicze…

Kilka faktów z technicznego punktu widzenia:

  • Nie da się wykonać sprawnego, działającego pistoletu jedynie z wykorzystaniem FDM-owej drukarki 3D – nawet w przypadku Liberatora niezbędne jest kilka elementów wykonywanych z metalu. Automatycznie, stworzona konstrukcja jest wykrywalna przez czujniki metalu, obalając największy mit ciążący na broni z drukarki 3D,
  • Umówmy się – technologia druku 3D z polimerów, to jedna z ostatnich metod o której można myśleć w kontekście wytwarzania broni. O ile branża militarna stara się wykorzystywać potencjał wytwarzania przyrostowego z metali, tak trudno wyobrazić sobie, żeby taka praktyka mogła mieć przełożenie na wytwarzanie broni w domowym zaciszu,
  • Wykonany w tej technologii pistolet nie będzie również tak trwały jak jego protoplasta – wykonanie elementów konstrukcyjnych z tworzywa sztucznego nie daje odpowiedniej wytrzymałości. Zwróćcie uwagę, że nawet Cody Willson broń swojego projektu stworzył nie na drukarce 3D za kilkaset złotych, ale na o profesjonalnej maszynie pracującej w technologii FDM (a efekt nadal nie był oszałamiający),
  • Dodajmy jeszcze jedną z często podnoszonych kwestii – czy potencjalny przestępca rzeczywiście zdecyduje się na samodzielne tworzenie broni wątpliwej jakości? Czy nie zdecyduje się prędzej na zakup (biorąc pod uwagę również czarny rynek) czy kradzież?

Ile ludzi tyle opinii – nie wydaje się, aby podzielone amerykańskie społeczeństwo szybko doszło do porozumienia w tej sprawie. Dość duży szum medialny wokół całej sprawy zmusza do publicznej debaty o dostępności broni palnej na terenie USA i… nadaje rozgłos projektowi Cody’ego Williamsa. Teraz, kiedy według szacunków, wspomniane projekty broni zostały pobrane blisko pół miliona -a liczba zainteresowanych cały czas rośnie.

Źródła: [1], [2], [3], [4], [5]

Grafika przewodnia [1]

Udostępnij.

O autorze

Magdalena Przychodniak

Redaktor Naczelna Centrum Druku 3D. Inżynier biomedyczny śledzący najnowsze doniesienia dotyczące biodruku oraz zastosowań druku przestrzennego w nowoczesnej medycynie.