Sojusz Północnoatlantycki, znany szerzej jako NATO, doszedł do wniosku, że posiadanie floty drogich, niekompatybilnych ze sobą wodnych dronów może nie być optymalną strategią obronną. W związku z tym, postanowiono zaprowadzić porządek w tym technologicznym rozgardiaszu. Zadanie to powierzono organizacji, która na standardach zjadła zęby: ASTM International. Projekt o szumnej nazwie „Standaryzacja Bezzałogowych Pojazdów Nawodnych: Obecny Status i Perspektywy na Przyszłość” ma sprawić, że maszyny jednego kraju członkowskiego będą w stanie bez problemu współpracować ze sprzętem innego.
Problem jest prozaiczny, choć jego skutki mogą być poważne. Tradycyjne metody produkcji w przemyśle zbrojeniowym są powolne i kosztowne. Zanim nowy komponent trafi z deski kreślarskiej na pokład jednostki, potrzeby operacyjne mogą zmienić się kilkukrotnie. NATO potrzebuje zwinności, a nie wieloletnich cykli zamówień i łańcuchów dostaw, które potrafią zerwać się przy najmniejszym kryzysie. Tutaj na scenę wkracza druk 3D, czyli produkcja addytywna. To technologia, która pozwala na błyskawiczne tworzenie skomplikowanych części na żądanie, skracając czas oczekiwania z miesięcy do dni i umożliwiając produkcję bezpośrednio tam, gdzie jest potrzebna.
ASTM International, wraz z konsorcjum prowadzonym przez grecką firmę INTRACOM DEFENSE, ma za zadanie przejrzeć istniejące standardy, zidentyfikować luki i zaproponować konkretne rozwiązania. Chodzi o to, by stworzyć wspólny język techniczny dla wszystkich członków sojuszu. Jak ujął to dr Mohsen Seifi, wiceprezes ds. globalnych programów zaawansowanej produkcji w ASTM International: „Gotowość obronna zależy od czegoś więcej niż tylko od standardów, wymaga zaufanych ram technicznych, współpracy ponad granicami i zdolności do przekształcania innowacji w realne zdolności”. Mówiąc prościej: nawet najlepszy pomysł jest bezużyteczny, jeśli nie da się go wdrożyć w całej organizacji.
Oczywiście, nie jest to takie proste. Samo posiadanie drukarek 3D nie rozwiązuje wszystkich problemów. Każdy wydrukowany element, który ma trafić na bezzałogową jednostkę pływającą, musi przejść rygorystyczne testy i proces kwalifikacji. Trzeba mieć pewność, że część wydrukowana w Polsce będzie miała identyczne właściwości jak ta wyprodukowana w Portugalii. Do tego dochodzą ograniczenia samych materiałów i technologii druku. Nie wszystko da się jeszcze wydrukować, a zdolności produkcyjne poszczególnych państw członkowskich są bardzo zróżnicowane. Standaryzacja to proces żmudny, ale absolutnie konieczny, by uniknąć sytuacji, w której sojusz dysponuje flotą prototypów, a nie w pełni operacyjnym sprzętem.

Inicjatywa standaryzacji dronów nawodnych to tylko fragment większej układanki. NATO coraz śmielej inwestuje w nowoczesne technologie, by przełamać ograniczenia logistyczne i produkcyjne. Programy takie jak Fundusz Innowacji NATO (NIF) czy akcelerator DIANA aktywnie poszukują i wspierają startupy rozwijające technologie podwójnego zastosowania, w tym zaawansowane rozwiązania z zakresu druku 3D. Celem jest przyspieszenie wdrażania innowacji w siłach zbrojnych sojuszu. Wygląda na to, że przyszłość obronności w coraz większym stopniu zależeć będzie nie tylko od strategów, ale również od inżynierów i specjalistów od produkcji addytywnej, którzy potrafią szybko dostarczyć odpowiednie narzędzia we właściwe miejsce. Walka z papierkową robotą standaryzacyjną jest pierwszym, kluczowym krokiem na tej drodze.





