Wyobraźcie sobie, że przez niemal trzy dekady wasz łokieć jest bezużytecznym, zdeformowanym zrostem kości, a ręka nie potrafi niczego podnieść ani chwycić. Taka była rzeczywistość pana Phong z Wietnamu, którego młodzieńczy uraz zamienił 27 lat życia w serię nieudanych operacji i rosnącej frustracji. Gdy trafił do szpitala Vinmec Times City, jego lewa ręka była krótsza od prawej, a staw łokciowy praktycznie nie istniał, zniszczony przez lata stanów zapalnych i brak około 6 centymetrów kości. Lekarze stanęli przed problemem, którego nie dało się rozwiązać standardowymi metodami z podręcznika.
Konwencjonalna endoproteza stawu łokciowego nie wchodziła w grę. Tkanki i struktura kostna były zbyt zniszczone. Zamiast rozkładać ręce, zespół doktora Tran Quyet sięgnął po technologię, która jeszcze dekadę temu kojarzyła się głównie z tworzeniem plastikowych figurek. Mowa oczywiście o druku 3D. Chirurdzy podjęli decyzję o stworzeniu megaprotezy, czyli masywnego implantu, który normalnie stosuje się w skrajnych przypadkach, na przykład w operacjach ratujących kończyny u pacjentów onkologicznych. Tutaj jednak technologia ta posłużyła do rekonstrukcji skutków dawnego urazu.
Cały proces rozpoczął się w świecie cyfrowym. Na podstawie tomografii komputerowej stworzono precyzyjny, trójwymiarowy model anatomiczny zniszczonego łokcia pacjenta. To na nim lekarze mogli przeprowadzić symulację całej operacji, milimetr po milimetrze planując każdy ruch, zanim jeszcze chwycili za skalpel. Na podstawie tych danych cyfrowych wydrukowano w 3D idealnie dopasowany, tytanowy implant, który miał zastąpić brakujący fragment kości i odtworzyć funkcję stawu. To właśnie personalizacja, czyli stworzenie implantu „szytego na miarę”, była kluczem do sukcesu w tak beznadziejnym przypadku.

Źródło: https://www.vinmec.com/eng/health-blog/
Wieloletnia operacja przebiegła dokładnie tak, jak zaplanowano podczas cyfrowej symulacji. Bez uszkodzeń nerwów czy naczyń krwionośnych, co w tak zniszczonym obszarze zakrawało na mały cud. Efekty przerosły najśmielsze oczekiwania. Pan Phong zaczął poruszać ręką już kilka dni po zabiegu, a po dwóch tygodniach mógł ją w pełni zginać, prostować i unosić. Czynności tak proste jak mycie twarzy czy czesanie, które były dla niego niedostępne przez 27 lat, nagle stały się możliwe.
Ten przypadek to nie tylko historia medycznego sukcesu. To kolejny dowód na to, że druk 3D na stałe wchodzi do kanonu zaawansowanych procedur medycznych. Szpital Vinmec ma już na koncie inne spektakularne operacje, jak choćby rekonstrukcję ściany klatki piersiowej z użyciem tytanowych implantów 3D. Technologia, która kiedyś była domeną hobbystów i inżynierów, dzisiaj dosłownie przywraca ludziom sprawność i kończy dekady cierpienia.
Źródło informacji: Vinmec





