Polska branża druku 3D osiągnie dojrzałość, gdy pojawią się pierwsze przejęcia

3

Polska branża druku 3D rozwija się wciąż w bardzo dynamiczny sposób – każdego roku na rynku pojawia się po kilkadziesiąt nowych firm zajmujących się produkcją lub sprzedażą drukarek 3D i filamentów oraz firm świadczących usługi druku 3D. Mimo że nie wszystkim udaje się przetrwać, w miejsce odchodzących pojawia się kilku debiutantów, którzy próbują swojego szczęścia na tym trudnym rynku. Polska branża jest wciąż relatywnie niewielka licząc ok. 200-250 firm, jednakże doczekaliśmy się wśród nich jednego, znanego na całym świecie lidera, a kilka kolejnych podmiotów z powodzeniem zdobywa rozpoznawalność zagranicą budując swoje marki.

Jednakże wciąż nam daleko do dużo bardziej rozwiniętych branż. Pełną dojrzałość sektor druku 3D osiągnie dopiero wtedy, gdy pojawią się pierwsze przejęcia – więksi gracze zaczną przejmować mniejszych, a rynek zacznie się konsolidować. Niestety na przeszkodzie ku temu mogą stać nie tyle pieniądze, ile brak rozsądnych opcji zakupowych. Koniec końców znakomita większość firm robi dziś to samo na tym samym, lub bardzo podobnym poziomie…

Przejęcia innych firm i spółek dokonuje się z trzech głównych powodów:

  • pozyskanie czyichś technologii i/lub patentów
  • pozyskanie kadry pracowniczej
  • poszerzenie grupy odbiorców danych produktów i zwiększenie zasięgu sprzedażowego.

Jak to wygląda na rynku polskim? Przeanalizujmy powyższe punkty…

Pozyskanie technologii i patentów

Znakomita większość firm produkujących drukarki 3D lub filamenty koncentruje się na technologii FDM – i to w niskobudżetowym wydaniu. O ile poszczególne urządzenia różnią się od siebie różnymi drobnymi niuansami technicznymi, koniec końców nie są one ani kluczowe, ani przełomowe. Mówiąc krótko – nie są niczym, czego nie można by odwzorować, czy skopiować.

Jedyna polska firma, która wyróżniała się na tym tle – Sinterit, produkująca drukarki 3D drukujące w technologii SLS, została dofinansowany (o przejęciu nie było do tej pory mowy) przez FIT AG – jednego ze światowych liderów w obszarze wykorzystywania tej metody addytywnej. Jeśli chodzi o pozostałe firmy – jeżeli znajdują inwestora, to jest nim fundusz inwestycyjny, który z natury rzeczy myśli o tym aby w bliższej lub dalszej przyszłości odsprzedać swoje udziały z zyskiem, nie mając większych ambicji na długoletnie rozwijanie spółki i jej produktów.

W obszarze filamentów sytuacja wygląda podobnie. Na rynku działa kilku liderów, wśród których prym wiodą Devil Design, F3D czy Fiberlogy, jednakże każdy z nich koncentruje się głównie na produkcji tych samych, popularnych filamentów (PLA i ABS oraz mniej popularne PETG, HIPS, czy TPU). Paradoksalnie ta strategia przynosi efekty, gdyż to dzięki niej w/w firmy zawdzięczają swoją pozycję rynkową. Nawet Fiberlab, który wystartował z linią oryginalnych materiałów eksploatacyjnych w postaci PLA HD, FiberWood, czy FiberFlex, ostatecznie zwrócił się w kierunku „zwyczajnych” filamentów.

Podsumowując, nawet gdyby którakolwiek z firm z branży chciałaby „udać się na zakupy„, to pod kątem poszukiwania innowacji musiałaby zwrócić się raczej gdzie indziej…

Pozyskanie kadry pracowniczej

Problem z pracownikami wśród firm z branży druku 3D jest taki, że najlepsi z nich to albo właściciele / prezesi, albo managerowie piastujące dość wysokie stanowiska (np. dyrektor handlowy). Reszta to osoby, które z różnych względów postanowiły (lub musiały postanowić…) szukać szczęścia w świecie druku 3D, zamiast w innych, lepszych i bardziej dochodowych branżach. Nie licząc pojedynczych przypadków, które w większości dotyczą zresztą sektora wysokobudżetowego, trudno znaleźć podmiot, w którym prawdziwą wartością jest zespół przynajmniej kilkunastu osób.

Zatem skoro najwyższą wartością spółki są jej założyciele / właściciele / prezesi – może warto je tak czy inaczej przejąć? Tutaj na przeszkodzie stoją zwykle ambicje… Aby dojść do jakiejkolwiek pozycji w branży (dowolnej – nie tylko na rynku druku 3D), trzeba włożyć w to naprawdę dużo wysiłku, poświęcenia i pracy. Jeżeli ktoś już pojawi się z ofertą przejęcia – albo zostanie ona odrzucona z powodów ambicjonalnych, albo kwota sprzedaży będzie niewspółmierna do rzeczywistej wartości spółki.

Z tego co zaobserwowałem, nawet przejmowanie kluczowych managerów z innych firm jest problematyczne i dość rzadkie. Zwykle jeśli dochodzi do tego typu transferu, to ma on związek z chęcią lub potrzebą poważniejszej zmiany, która motywuje taką osobę do podjęcia tego typu decyzji.

Zwiększenie zasięgu sprzedażowego

Jeżeli firma sprzedaje 1000 urządzeń miesięcznie, rozsądnym jest przejęcie konkurencji sprzedającej ich np. 500 i dość istotne poszerzenie portfolio klientów. Problemem jest to, że większość producentów / dystrybutorów drukarek 3D ma problem aby osiągnąć takie liczby w skali całego roku i sprzedaż wszędzie stoi na podobnym poziomie. Jeżeli firma „A” ma duże zaplecze finansowe, zapewnione np. przez wspomniane fundusze inwestycyjne, ale sprzedaje po kilkaset drukarek 3D rocznie, nie kupi firmy „B” mającej taką samą sprzedaż, ponieważ:

  • nie zmieni to znacząco jej sytuacji rynkowej – na rynku wciąż pozostanie wiele firm posiadających podobną sprzedaż
  • najprawdopodobniej obydwie firmy będą miały taką samą wartość, więc nawet jeśli doszłoby do jakiegokolwiek przejęcia, to nie firma „A” przejęłaby firmę „B„, tylko fundusz inwestycyjny dokupiłby jedną do drugiej tworząc tak naprawdę nowy podmiot.

Reasumując, na chwilę obecną polska branża druku 3D jest wciąż w dość wczesnej fazie rozwoju, gdzie poszczególne firmy budują swój zasięg i starają zwiększyć sprzedaż. Żadna z nich nie myśli o przejęciach, ponieważ ani nie ma na to za bardzo środków, ani nie zmieniłoby to znacząco ich pozycji.

Co nie jest w gruncie rzeczy niczym złym… Jak wspominałem o tym niedawno w swoim artykule nt. historii światowej branży druku 3D – chociaż powstała ona pod koniec lat 80-tych, do pierwszych istotnych przejęć doszło dopiero w latach 00-nych, a prawdziwy szał zakupowy zaczął się dopiero po 2010 r. – dwie dekady później…

Udostępnij.

O autorze

Paweł Ślusarczyk

Prezes zarządu CD3D Sp. z o.o. oraz Business Development Manager. Posiada ponad 12-letnie doświadczenie w biznesie, zdobyte w branży IT, reklamowej i poligraficznej. Od stycznia 2013 roku związany z drukiem 3D.

  • Blazi

    Artykuł wartościowy, ale to:

    „Nie licząc pojedynczych przypadków, które w większości dotyczą zresztą sektora wysokobudżetowego, trudno znaleźć podmiot, w którym prawdziwą wartością jest zespół przynajmniej kilkunastu osób”

    …są bzdury.

    • Dlaczego? Nie napisałem, że jest to niemożliwe, tylko, że trudno jest taką firmę znaleźć wśród tych 200 (+/- 30), które funkcjonują na rynku. Wymień (poza Zortraxem) 5 firm w Polsce zajmujących się wyłącznie drukiem 3D, które zatrudniają ponad 20 pracowników, a następnie wybierz wśród nich tą, którą chciałbyś przejąć w całości (a nie np. 5-6 wybranych osób).

      Nie musisz tego pisać – po prostu zwizualizuj to sobie…

      • Blazi

        Od razu nasunęły mi sie 3, byłoby więcej gdyby nie warunek zajmowania się tylko drukiem 3D – a przeciez nie znam ludzi ze wszystkich. Nazw nie chcę tu wymieniać.

        Oczywiście, w każdej organizacji która nie jest już początkującą firmą znajdą się takie asy jak sprzedawcy którym wszystko jedno czy sprzedają drularki czy gacie (o jednym i drugim wiedzą tyle samo), serwisanci nie potrafiący pojąć zasady działania urządzenia czy technicy świeżo po studiach którzy przyszli do pracy bo akurat było blisko i w sumie nie bardzo wiedzą co tam robią. Do tego jest np. obsługa biura czy magazynu która niezależnie od kompetencji po ewentualnej fuzji może -mówiąc brutalnie – nie być potrzebna.

        Mimo to bez problemu znajdziesz firmy w których połowa czy 2/3 kadry to solidni specjaliści lub lepiej – i to od szeregowych pracowników produkcji po kadrę kierowniczą.

        Też pamiętam czasy kiedy trzon większości firm stanowili studenci na praktykach i „stażach” ale to już jest z mojej perspektywy za nami, przynajmniej wśród firm zartudniających 20+ osób… Choć pewnie i takie gdzieś się uchowały.

        Z innej beczki, też z mojej perspektywy – teansfery pomiędzy firmami są z rzadkie bo branża jest mała, młoda i szybko rozwijająca się. Firmy nie mogą pozwolić sobie na luksus tracenia wyszkolonych specjalistów których na rynku jest tyle co kot napłakał, z drugiej strony ci specjaliści mają bardzo niepewne perspektywy zatrudnienia w branży. Do tego firmy w których siedzą zwykle w miarę dynamicznie się rozwijają – stąd po prostu opłaca się siedzieć na tyłku.

Rozmowa
z Cedrykiem
?