Projekty niesławnego Liberatora pojawiły się na Thingiverse! Na zaledwie 90 minut…

0

Cody Wilson i jego niesławny projekt „Liberator” – pierwszego pistoletu, który był możliwy do wydrukowania w całości na drukarce 3D, znowu powraca. Tym razem za sprawą pewnego Czecha – Dimo Popoviča, który wgrał na Thingiverse komplet plików STL umożliwiających wydruk i montaż Liberatora. Stratasys – właściciel Thingiverse, zareagował prawie natychmiast – i jak donosi serwis 3DPrint.com, już po ok. 90 minutach zablokował stronę z kontrowersyjnym projektem. Mimo to zdążyło go pobrać aż 115 osób. Incydentalny przypadek, czy walka z wiatrakami…?

Historia Cody Wilsona i jego drukowanego na drukarce 3D pistoletu jest stosunkowo krótka, ale wielce burzliwa. Liberator uczynił z niego sezonową gwiazdę, lecz sprowadził również wiele kłopotów o charakterze prawnym – został m.in. oskarżony o nielegalną dystrybucję broni, co zmusiło go do wycofania jej projektów z internetu. Niedawno pisałem też o problemach z FedExem, który odmówił dystrybucji jego frezarek CNC oraz MarkForge – producenta drukarki 3D Mark One Carbon Fiber drukującej z włókna węglowego, który odmówił mu sprzedaży swoich urządzeń, w obawie że mają posłużyć Wilsonowi do produkcji kolejnych modeli broni (co później w nagraniu video potwierdził sam Wilson).

Równocześnie projekt Wilsona z jednej strony przyczynił się do olbrzymiego wypromowania idei druku 3D na świecie. Pisały o nim wszystkie największe media, które chcąc nie chcąc zaczęły interesować się samą technologią przyrostową. Liberator wywołał także dyskusję na temat koncepcji druku 3D broni na niskobudżetowych drukarkach 3D oraz swobodnego dostępu do tego typu projektów. Kulminacją tej dyskusji była decyzja miasta Philadelphia w USA, które jako pierwsze na świecie zakazało druku 3D broni w swoich granicach.

Cody Wilson

Czy to wszystko może jednak powstrzymać rozprzestrzenianie się tego typu projektów w sieci? Pomijając zupełnie kwestię sensowności i bezpieczeństwa drukowania i korzystania z wydrukowanych pistoletów, obawiam się, że koniec końców będzie przypominać to walkę z wiatrakami. Opisana we wstępie sytuacja była dość nieprzemyślana i wydaje mi się, że miała charakter wygłupu. Mimo zdecydowanej reakcji Stratasysa (na którego drukarkach 3D był drukowany nota bene pierwszy model Liberatora w 2012 roku), projekt zdążyło pobrać ponad 100 osób. Teraz wystarczy te pliki hostować gdzieś indziej, lub opublikować je ponownie na Thingiverse, ale w większej ilości na raz i niekoniecznie pod hasłem „Liberator” / „3D GUN„, a projekty rozprzestrzenią się szybciej niż ktokolwiek może sobie to wyobrazić.

Źródło: www.3dprint.com

Udostępnij.

O autorze

Paweł Ślusarczyk

Prezes zarządu CD3D Sp. z o.o. oraz Business Development Manager. Posiada ponad 12-letnie doświadczenie w biznesie, zdobyte w branży IT, reklamowej i poligraficznej. Od stycznia 2013 roku związany z drukiem 3D.