Światła! Kamera! Rewolucja! Chwila, moment… a produkcja?

10

Od czasu do czasu mam okazję opisywać premierę kolejnej, „nowatorskiej i rewolucyjnej w swoich założeniach konstrukcyjnych” drukarki 3D. Czasem jest to bardziej uzasadnione (The Form 1Buccaneer, Peachy Printer), czasem mniej (ProDesk3D, DaVinci, 3dison), jednakże bez względu na faktyczny potencjał danego urządzenia zawsze jest ono przedstawiane jako prawdziwy cud techniki i właśnie tą drukarkę 3D, która zmieni na zawsze oblicze branży na świecie. Prędzej czy później hype opada, a ludzie powoli zapominają o danej produkcji. Mimo to ona nie znika. Ciekawi jesteście co się dzieje dalej? Oto jedna z tego typu historii – Makibox A6.

Źródło: www.makibox.com

Źródło: www.makibox.com

Makibox A6 wywołał sporo zamieszania na początku… zeszłego roku. Urządzenie było przedstawiane jako pierwsza drukarka 3D za 300$. Będąc bardzo małych rozmiarów, miała posiadać obszar zadruku na poziomie 15 cm x 11 cm x 9 cm. Ponadto miała być kompaktowa, prosta w użyciu i przystępna dla przeciętnego użytkownika, nie zaznajomionego z niuansami druku 3D. Brzmi znajomo? Co najmniej tak jak w opisywanym przedwczoraj Zeepro Zim.

Tak było w lutym 2012 roku. Niedawno serwis Fabbaloo przypomniał nam o tej konstrukcji, pisząc, iż Makibox szykuje się właśnie… do wysyłki pierwszej setki drukarek 3D. Blisko 20 miesięcy po premierze. Wow… i pomyśleć, że niedawno narzekałem na opieszałość Formlabs. Tego typu sytuacje będą niestety nagminne w przypadku nowo powstających drukarek 3D. Ludzie zajmujący się tego typu projektami nie są często po prostu w stanie ogarnąć spraw związanych z konstrukcją, zaopatrzeniem, kontrolą jakości i szeregiem innych niuansów związanych chociażby z prowadzeniem własnej firmy. Chociaż opóźnienie rzędu kilkunastu miesięcy jest katastrofalne, może się wkrótce okazać obowiązującym standardem.

Po spektakularnym sukcesie na Kickstarterze, bardzo cicho zrobiło się w obozie Piratów 3D z Singapuru, tworzących Buccaneera. Jak sprawdziłem, ich strona www nie jest aktualizowana od 2 czerwca, a ostatni wpis na Tweeterze został opublikowany 25 września (i był w sumie o niczym). Podobnie jest w przypadku tajwańskiej drukarki 3D DaVinci, która miała we wrześniu rozpocząć ekspansję na świat i sprzedać milion drukarek w 3 lata – póki co nie sprzedali jeszcze ani jednej sztuki a realizację pre-orderów przesunęli na styczeń 2014. Natomiast głośny swego czasu ProDesk3D okazał się być w ogóle szytą grubymi nićmi mistyfikacją.

Wniosek z tego wszystkiego płynie taki: rynek drukarek 3D na świecie jest w tak wczesnej fazie rozwoju, że dzieją się na nim rzeczy raczej nie do pomyślenia w innych, „dorosłych” branżach. I tak, gdy czytamy o premierze jakiegoś urządzenia, to traktujmy to jako ciekawostkę i luźną, niezobowiązującą do niczego informację, a nie fakt. Taka drukarka może powstanie, a może nie – tak czy inaczej termin rozpoczęcia jej sprzedaży należy pomnożyć razy 1,5 lub 2. Oceniając nowoczesność i unikalność zastosowanych rozwiązań, musimy oceniać je z perspektywy roku lub dwóch lat. Umiejętność przewidywania przyszłości powinno być ważną cechą w momencie recenzowania nowych produkcji tego typu.

Zatem czytając o licznych zaletach i nowatorskich rozwiązaniach w nowo prezentowanych drukarkach 3D, pamiętajmy że to na razie tylko sam hype. Po czynach ich poznacie, nie po słowach. I na koniec dość ciekawa refleksja – na tle zagranicznych produkcji, nasz rodzimy rynek wygląda naprawdę bardzo dobrze. Jak ktoś zapowiada premierę danej konstrukcji, realizuje ją i wystawia do sprzedaży w przeciągu 3-4 miesięcy. To 4 razy szybciej niż zagraniczna konkurencja!

PS: tytuł artykułu nawiązuje do tytułu albumu grupy Suicidal Tendencies „Lights… Camera… Revolution!” z 1990 roku.

Udostępnij.

O autorze

Paweł Ślusarczyk

Prezes zarządu CD3D Sp. z o.o. oraz Business Development Manager. Posiada ponad 12-letnie doświadczenie w biznesie, zdobyte w branży IT, reklamowej i poligraficznej. Od stycznia 2013 roku związany z drukiem 3D.

  • BlazakoV

    >Chociaż opóźnienie rzędu kilkunastu miesięcy jest katastrofalne, może się wkrótce okazać obowiązującym standardem.

    Poprawka. Obecnie jest obowiązującym standardem – a wkrótce okaże się niedopuszczalnym zabiegiem. Wygląda na to, że rynek powoli się normalizuje – widać to choćby po zmniejszających się funduszach na kampanie Kickstarterowe drukarek 3D.

    To chyba dobrze.

    • Michał Kosiński

      Nic się nie znormalizuje, mniejsze fundusze na kampanie, bo ten co miał wpłacić już to zrobił. Pierwszy bum już był i tyle.A czy ludzie będą jeszcze wpłacać ? Zobacz afery finansowe, o forexie dostaję kilka maili dziennie i do tego z 2-3 telefony z różnych firm. A znajomi co trochę mi mówią że znaleźli super sposób na zarobek.

    • „A przy okazji – nasz rynek krajowy wygląda na dużo bardziej ucywilizowany od światowego…” – to chyba wynika z różnicy w mentalności? Zauważ, że u nas dużo mniej się gada nt. drukarek przed prezentacją prototypu. Może wynika to również z powodu dużo mniejszego zainteresowania i rozmiarów rynku, ale fakt jest faktem, że działa to raczej na korzyść.

  • Jakub Niespolański

    Faktycznie, kiepsko to wygląda.
    Być może portale crowdfundingowe też powinny bardziej profesjonalnie podchodzić do swojej roboty i sprawdzać czy ktoś nie strzela w kosmos z procy.

    • Michał Kosiński

      W jaki sposób miały by to robić ? Tak samo pytałem chłopaków na Dniach Kielc, rozmowa wtedy też dość szybko zeszła na ten temat. Sprawdzać biznes plan ?, jeździć po firmach i co dalej ? To nie jest chyba ich rola, oni umożliwiają tylko porozumienie dwóch stron i tylko tyle. Dla mnie kupowanie kota w worku to taki rodzaj hazardu :).

      • @jakubniespolaski:disqus, @michalkosinski:disqus – sprawdzanie projektu pod kątem jego wykonalności nie jest w interesie serwisu crowdfundingowego. Ich biznes jest czysty: udostępniają platformę, za pomocą której można zbierać pieniądze na projekt. Ich odpowiedzialność ogranicza się do tematyki samego projektu: jeżeli byłaby niezgodna z prawem lub stanowiła zagrożenie dla zdrowia i życia wtedy jak najbardziej muszą zareagować. Poza tym żyją z procentów od kampanii – utrącając projekty pozbawiają się źródeł zarobkowych.

        • Michał Kosiński

          Dokładnie, też tak to widzę. Reszta jest w rękach ludzi którzy wpłacają pieniądze :).

  • Kolejny dowód na to że z tanią drukarką, to można zawojować …. na Kickstarterze 🙂 Patrzę niekiedy na te super oferty i na to jak się ludzie dają nabić w butelkę, że za 200-300 dolarow będą mieli super drukarkę …. tymczasem twórcy owej drukarki chyba czekają na to, aby surowce do produkcji zdrowo potaniały (okres 20 miesięcy w reprapowym świecie to sporo) :). Biorąc pod uwagę, że elektronika do reprapów potaniała o połowę w ciągu 1.5 roku (a w sumie ona najdroższa) to się nie dziwię, że powstają takie długofalowe realizacje = oszczędność w produkcji = starsze rozwiązania 😉

    • Michał Kosiński

      Coś w tym jest, możliwe że nawet masz dużo racji – w sumie to chciałbym żeby tak było. Jednak wydaje mi się że większość tych ludzi ten
      tak zwany „sukces” w zbiórce pieniędzy po prostu w pewnym momencie przerasta. Powtórzę to co mówiłem w Kielcach – co innego jest zbudować coś dla siebie a zupełnie inna sprawa prowadzić firmę i zrealizować zobowiązania na setki drukarek, sam wiesz że dochodzi do tego dużo innych spraw, które się pojawiają przy obsłudze klienta.
      Coś mi się tak kołacze po głowie że pieniądze to nie wszystko :).

  • dziadzie

    Czasami mnie kusi, żeby wypuścić drukarkę przepowiadającą pogodę i przyszłość wiążącą krawaty i o polu wydruku jeden rok świetlny na jeden rok świetlny na 2 metry…za 120 dolarów.

Rozmowa
z Cedrykiem
?