Utwór tygodnia: Paradise Lost – „Gothic”

0

Historia Paradise Lost jest tyle ciekawa co pouczająca. Jest to opowieść o zespole, który przeszedł drogę od pionierów gotyckiego death metalu po synth-popową podróbkę Depeche Mode, tracąc po drodze swoją tożsamość i szacunek fanów. Nazwa zespołu okazała się w pewnym stopniu prorocza – w połowie swojego istnienia zespół zagubił się. A nawet jeśli fani późniejszego, elektroniczno-popowego brzmienia powiedzą, że wprost przeciwnie, że właśnie się odnalazł, to… potem zagubił się ponownie. Strasznie to pogmatwane, prawda? Na szczęście dzisiejszy utwór tygodnia jest prosty – oto jeden z najważniejszych utworów metalowych pierwszej połowy lat 90-tych: „Gothic”!

Paradise Lost

Historia Raju Utraconego zaczęła się pod koniec lat 80-tych w Halifax, w Anglii. Zespół mocno zainspirowany rodzącym się właśnie death metalem nagrał w 1990 roku swoją debiutancką płytę „Lost Paradise„, wyróżniającą się na tle innych produkcji wyjątkowo ciężkim brzmieniem i i klimatem. Na szczególne wyróżnienie zasługiwały niezwykle niskie, wręcz grobowe growlingi wokalisty, Nicka Holmesa oraz wyjątkowo melodyjne zagrywki gitarzysty i głównego kompozytora – Grega Mackintosha. Mimo to mieliśmy do czynienia z typowym albumem death metalowym.

Wszystko zmieniło się rok później, gdy światło dzienne ujrzał „Gothic„, płyta która wspólnie z debiutanckimi płytami My Dying Bride i Anathemy, na zawsze zdefiniowała nowy styl muzyczny w postaci gotyckiego metalu. Czym scharakteryzuje się ta muzyka? Przede wszystkim wyjątkowym klimatem, niezwykłymi melodiami gitar oraz ultra ciężką sekcją rytmiczną. Dodatkowo Paradise Lost był pierwszym death metalowym zespołem, który skorzystał na płycie z usług śpiewaczki operowej. Czysty kobiecy śpiew w zestawieniu z niskim, pochodzącym z dna starożytnego grobowca głosem Nicka Holmesa stanowiło niezwykłe połączenie. Próbkę tego można usłyszeć właśnie w dzisiejszym utworze tygodnia. I choć głos Nicka nie brzmi tak mrocznie jak kiedyś (o tym poniżej), utwór nadal wywołuje niesamowite wrażenie.

Po „Gothic” pojawił się „Shades of God„, słabszy album za to z dwoma mega hitami: „Pity the Sadness” i”As I Die„. A potem nastąpiła pierwsza, choć jeszcze akceptowalna przez fanów rewolucja – Nick Holmes zaczął śpiewać. Na czwartym albumie grupy „Icon” brzmiał niczym… sam James Hetfield. Płyta okazała się wielkim sukcesem ugruntowując pozycję Paradise Lost jako czołowego zespołu metalowego na świecie. Kolejna płyta – „Draconian Times” jest z kolei uważana za najwybitniejsze dzieło Anglików…

Po czym przyszedł rok 1997 i wszystko się… popsuło. Paradise Lost odkrył Depeche Mode i zaczął grać połączenie electro z synth-popem. Jak to się mogło stać? Nie wiem? Dlaczego? Możliwe, że w poszukiwaniu nowych dróg rozwoju i zerwaniu z dotychczasowymi ograniczeniami metalowego brzmienia? A może po prostu dla kasy… Kolejne płyty zespołu: „One Second„, „Host” i „Believe in Nothing” biły rekordy sprzedaży, zdobywając rzesze nowych fanów.

I stała się trochę dziwna rzecz, bo nagle okazało się że granie utworów z Host i Gothic nie jest za bardzo możliwe… Oto jeden zespół, grający dwa kompletnie różne od siebie style muzyczne…

Z czasem Paradise Lost zaczęło godzić się na powrót z ciężkimi gitarami, ale okazało się to drogą donikąd… Starzy fani nie mogli wybaczyć zdrady, dla nowych było to już zbyt ekstremalne granie. Dziś zespół nadal cieszy się sporą grupą oddanych wielbicieli, ale jest to bez porównania mniej niż w latach 90-tych gdy byli u szczytu sławy – czy to tej metalowej, czy tej popowej…

Tak czy inaczej, oto utwór z czasów świetności grupy… „Goth-Ic„!

Udostępnij.

O autorze

Paweł Ślusarczyk

Prezes zarządu CD3D Sp. z o.o. oraz Business Development Manager. Posiada ponad 12-letnie doświadczenie w biznesie, zdobyte w branży IT, reklamowej i poligraficznej. Od stycznia 2013 roku związany z drukiem 3D.

Rozmowa
z Cedrykiem
?