Bajka o zdolnym konstruktorze, co się na pieniądzach nie rozumiał…

28

Niczym w piosence Artyści” Kazika Staszewskiego – „to wszystko się tak cyklicznie powtarza…” Na forum MójRepRap.pl pojawił się któryś z kolei wątek, w którym analizowana jest koncepcja drukarki 3D za mniej niż 1000 PLN. O ile na temat produkcji tanich drukarek 3D pisałem już kilkakrotnie – czy to w kontekście psucia rynku, czy analizując dlaczego drukarki 3D muszą być drogie, o tyle tym razem wpadłem na pomysł pewnej przypowieści, która dość dobitnie obrazuje konsekwencje tego typu działań. Oczywiście jakiekolwiek podobieństwo do osób i wydarzeń jest przypadkowe. 🙂

Bajka o zdolnym konstruktorze, co się na pieniądzach nie rozumiał, ale producentem drukarek 3D chciał zostać.

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami, mieszkał sobie znany i ceniony konstruktor drukarek 3D. Na początku wymyślał on i konstruował różne zacne urządzenia wyłącznie na użytek prywatny, ale inni – równie cenieni konstruktorzy powiedzieli mu kiedyś, że podobają im się efekty jego pracy i że gdyby zechciał spróbować je sprzedawać, to z pewnością sprzedałby ich krocie. Nasz bohater nie zastanawiając się wiele postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i zmierzyć się ze światem komercyjnych drukarek 3D.

Jak na zdolnego konstruktora przystało, wymyślił bardzo fajną konstrukcję, którą postanowił sprzedawać w bardzo atrakcyjnej cenie. Myślał sobie przy tym, że dzięki temu sprytnemu zabiegowi zwiększy swoje szanse powodzenia. Zainteresowanie z jakim się spotkał przerosło jego najśmielsze wyobrażenia – jego fajna i tania drukarka 3D sprzedawała się jak ciepłe bułeczki, a on sam z trudem nadążał z realizacją kolejnych zamówień. Pojawiły się przed nim wkrótce niebywałe perspektywy! Ktoś chciał wejść z nim w spółkę, ktoś inny proponował eksport jego drukarek 3D do odległego, zamorskiego królestwa. Świat komercyjnych drukarek 3D leżał niemalże u jego stóp.

I  w tym właśnie momencie, przy zdziwieniu i niedowierzaniu wszystkich wokół… zdolny konstruktor wycofał wszystkie swoje drukarki 3D ze sprzedaży. Nie można było ich już nigdzie kupić! 

 – Jak to? Dlaczego? – zastanawiali się miłośnicy talentu zdolnego konstruktora – Dlaczego akurat w takim momencie się wycofuje, gdy szlaki handlowe do najzamożniejszych królestw stoją przed nim otworem?

Nie wiedzieli o naiwni, że zdolny konstruktor skrywał przed nimi wielką tajemnicę. Jego fajne drukarki 3D… się psuły. Czasem psuły się z winy konstruktora (bo w trakcie produkcji zapomniał coś tam zamontować, lub dokręcić), a czasem z winy klienta – niestety w tym drugim przypadku dowiadywał się o tym zwykle dopiero gdy docierał do niego na miejsce. Każda akcja serwisowa wymagała od konstruktora określonych nakładów finansowych – przede wszystkim na paszę dla rumaka, lecz również na części zamienne. Czasu jaki na to poświęcał, już nawet nie liczył. Tyrał jak wół robiąc setki rzeczy na raz, a problemy z drukarkami 3D się tylko piętrzyły i piętrzyły…

Źródło: www.flickr.com

Źródło: www.flickr.com

Ktoś powie – ale to normalne przecież, że drukarki 3D – czy też urządzenia elektroniczne w ogóle, od czasu do czasu się psują? Pełna zgoda zacny przyjacielu, problem tylko tkwił w tym, iż nasz zdolny konstruktor nie wziął tego w ogóle pod uwagę, gdy ustalał cenę urządzenia. Marża – a więc jego zarobek na pojedynczym urządzeniu, była niewielka. Gdyby drukarka 3D się nie psuła model biznesowy nawet całkiem, całkiem się kalkulował. Gdy się zaczęła psuć – wszystko posypało się niczym domek z kart…

Marża na urządzeniach była tak niska, że jak konstruktor zacząć je serwisować, to… zaczął do nich dokładać. Im większą generował sprzedaż – tym większa generowała się jego strata. Pewnego dnia podjął niezwykle trudną, ale jedyną rozsądną w tej sytuacji decyzję – wycofał cały asortyment ze sprzedaży, dzięki czemu przestał w końcu tracić na tym pieniądze.

O czym zatem myślał nasz zdolny konstruktor gdy kalkulował sobie na początku całe przedsięwzięcie? Może o niebieskich migdałach? Może oczami wyobraźni przeglądał się już w kryształowych lustrach odziany w nowo zakupione buty ze złota, za które zapłacił pieniędzmi ze sprzedaży swoich fajnych drukarek 3D? A może w ogóle nic nie myślał, zakładając że sprzedaż z tak niską marżą przecież musi mu się opłacać! Cytując pewnego filmowego klasyka: „Coco Jambo i do przodu – to moje hasło, dobre nie…?

Cóż, jak pokazuje powyższa historia – chyba jednak nie…

Grafika: [1] [2]


PS: tekst został zainspirowany komentarzem, który popełniłem w cytowanym we wstępie wątku na forum MójRepRap.pl

Udostępnij.

O autorze

Paweł Ślusarczyk

Prezes zarządu CD3D Sp. z o.o. oraz Business Development Manager. Posiada ponad 12-letnie doświadczenie w biznesie, zdobyte w branży IT, reklamowej i poligraficznej. Od stycznia 2013 roku związany z drukiem 3D.