Dla osób obeznanych z branżą technologii przyrostowych nie ma ona większych tajemnic. Od dobrych 20 lat, o kształcie rynku druku 3D oraz technologii wytwórczych, o które oparte są drukarki 3D decydują w gruncie rzeczy te same osoby. Oczywiście, od czasu do czasu na horyzoncie pojawiają się nowe podmioty, ale w znakomitej większości przypadków, po głębszym researchu okazuje się, że gdzieś z tyłu, za kulisami stoją wciąż ci sami ludzie. Przykłady można mnożyć – począwszy od legendarnego Emanuela “Ely” M. Sachsa, tówrcy terminu “druk 3D”, który zasiada we władzach Desktop Metal, po (nie)sławnego, byłego CEO 3D Systems Avi Reichentala – dziś dyrektora zarządzającego NEXA 3D.

Chociaż historia branży druku 3D obfituje w liczne zwroty akcji – egzotyczne kolaboracje, czy spektakularne upadki, patrząc na nią z dłuższej perspektywy czasu wydaje się dość spokojna i przewidywalna. Najbardziej dynamiczny okres miał miejsce oczywiście na samym początku jej istnienia, tj. w latach 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku, gdy takie firmy jak 3D Systems, Stratasys, EOS, Materialise czy EnvisionTEC stawiały dopiero swoje pierwsze kroki.

Po roku 2000, naprawdę istotnych wydarzeń było zaledwie kilka:

Dziś wrócimy jednak do pewnej kompletnie zapomnianej historii, która miała być wielkim wydarzeniem w świecie druku 3D, a która zakończyła się totalnym fiaskiem. Na dodatek dotyczyła dość ciekawej technologii, która choć miała spory potencjał, ostatecznie nigdy nie zobaczyła światła dziennego. Oto Desktop Factory – drukarka 3D, która miała być większa niż MakerBot…

Desktop Factory powstało w 2004 roku, a więc w tym samym roku gdy Adrian Bowyer – starszy wykładowca na Uniwersytecie Bath w Wielkiej Brytanii, rozpoczął swoje prace koncepcyjne nad projektem samoreplikującej się drukarki 3D, która w przyszłości miała zmienić świat. Desktop Factory miało inne, chociaż zbliżone do Bowyera cele – również zamierzało spopularyzować druk 3D wśród jak najszerszego grona odbiorców, jednakże nie zamierzało udostępniać go za darmo na licencji open-source, tylko chciało sprzedawać swoje urządzenia za bardzo niską jak na tamte realia cenę. Ta cena to… 5000 USD (~20.000 PLN).

Chociaż dziś dla wielu firm i osób to wciąż spory wydatek, w tamtych czasach była to prawdziwa rewolucja – drukarki 3D kosztowały przynajmniej dziesięciokrotnie więcej. Desktop Factory zamierzało tworzyć detale z plastiku. Niestety w latach 2004 – 2008 wciąż obowiązywał patent na technologię FDM firmy Stratasys (podobnie jak na wszystkie pozostałe technologie addytywne), dlatego start-up był zmuszony poszukać własnej metody wytwórczej. Opracował ciekawe i intrygujące rozwiązanie:

Proces druku 3D miał polegać na nakładaniu sproszkowanego termoplastu na wałek, na którym miał być on selektywnie topiony przy pomocy lampy halogenowej. Następnie resztki niezespojonego materiału miały być zdejmowane, a zespojona w ten sposób warstwa miała być nakładana na stół roboczy drukarki 3D. Dziś trudno już odnaleźć więcej szczegółów na temat tej metody, tym bardziej że w wywiadach przedstawiciele Desktop Factory byli w tej kwestii bardzo powściągliwi. W jednym z archiwalnych materiałów video do jakiego udało mi się dotrzeć, widać efekty pracy urządzenia były wciąż dalekie od doskonałości… Materiał pochodzi z końca listopada 2008 roku:

W informacji prasowej z grudnia 2008 roku wiadomo, że zespół Desktop Factory wciąż zmagał się z szeregiem problemów technologicznych, wśród których największym wyzwaniem były żywotność lampy halogenowej oraz metoda czyszczenia wałka na którym była osadzana warstwa materiału z resztek niezespojonego proszku. Niemniej jednak planował wprowadzić swoją maszynę na rynek w kolejnym roku. To jednak nigdy nie doszło do skutku…

Rzeczą która zakończyła karierę Desktop Factory był brak pieniędzy… Start-upowi udało się co prawda pozyskać 2 miliony dolarów od jednego z funduszy inwestycyjnych, jednakże aby uruchomić produkcję drukarek 3D potrzebował jeszcze jednego, dodatkowego miliona USD. Równocześnie VC, który zaoferował 2 mln USD oświadczył, że nie uruchomi środków dopóki wszystkie wymagane fundusze nie zostaną zabezpieczone. Tym samym Desktop Factory zostało z niczym…

W marcu 2009 roku rozpoczęło się sukcesywne wygaszanie działań operacyjnych, a latem tego samego roku Desktop Factory zostało wystawione na sprzedaż. Nieoczekiwanie zainteresowane kupnem firmy okazało się 3D Systems, które przejęło niespełniony start-up we wrześniu 2009 r. I chociaż podtrzymało zamiar wprowadzenia nowatorskiej drukarki 3D na rynek – nigdy do tego nie doszło. Projekt został wygaszony, a dziś domena desktopfactory.com kieruje do strony głównej 3D Systems. Był to zarazem jeden z pierwszych z szeregu nieprzemyślanych zakupów jakie 3D Systems dokonało pod wodzą wspomnianego Avi Reichentala.

O tym jak wielkim wydarzeniem dla branży druku 3D miała być technologia Desktop Factory mogą świadczyć archiwalne artykuły z Wired czy Engadget. Niestety podobnie jak całej masie innych firm z tej branży – nie udało się… Historia potoczyła się inaczej i rewolucją okazały się drukarki 3D wywodzące się z projektu RepRap Adriana Bowyera.

Paweł Ślusarczyk
Prezes zarządu CD3D Sp. z o.o. Posiada 15-letnie doświadczenie w biznesie. Jeden z głównych animatorów polskiej branży druku 3D, związany z nią od stycznia 2013 roku. Twórca Centrum Druku 3D - trzeciego najdłużej działającego medium poświęconego technologiom przyrostowym w Europie.

Brak możliwości dodawania komenarzy

Może cię również zainteresować