Wydawałoby się, że drukowanie dronów to temat stary jak świat druku 3D. A jednak, ostatnie wydarzenie online „UAS Additive Strategies” pokazało, że branża dopiero teraz na poważnie zabiera się za to, co najważniejsze: masową produkcję. Liderzy z firm takich jak EOS, HP, Prusa Research czy Stratasys, w towarzystwie przedstawicieli armii amerykańskiej, spotkali się, by odpowiedzieć na jedno, kluczowe pytanie: jak przestać się bawić, a zacząć produkować drony na potęgę? I okazuje się, że odpowiedź jest bardziej złożona niż „kupić więcej drukarek 3D”.

Źródło: UAS Additive Strategies
David Krzeminski z EOS bez ogródek stwierdził, że producenci dronów zaczynają ściągać od branży motoryzacyjnej. „Patrzą, jak motoryzacja osiągnęła skalę, precyzję i powtarzalność, i zastanawiają się, jak to przenieść na swoje podwórko” powiedział Krzeminski. „Skala to nie tylko więcej części. To cały ekosystem: materiały, oprogramowanie, procesy. Wszystko musi grać jak w orkiestrze”. Wtórował mu Scott Dunham z AM Research, rzucając na stół twarde liczby. Mówimy o produkcji 17 do 18 milionów dronów w tym roku, co przekłada się na blisko 900 milionów części. A w ciągu dekady ta liczba ma się podwoić. Potrzeby geopolityczne i kruchość tradycyjnych łańcuchów dostaw sprawiły, że druk 3D przestał być ciekawostką, a stał się realnym rozwiązaniem.
Co ciekawe, w tej rewolucji biorą udział nie tylko gigantyczne maszyny przemysłowe. Kalani Ripley z Prusa Research zauważył, że farmy drukarek desktopowych zmieniają zasady gry. „Elastyczność to nasza supermoc. Jak jedna maszyna padnie, wstawiasz kolejną i produkcja leci dalej. Za cenę jednej zaawansowanej maszyny przemysłowej można postawić około czterdziestu gotowych do pracy drukarek Prusa” podkreślił Ripley. To podejście, gdzie zamiast jednego molocha mamy rój mniejszych, zwinnych jednostek, idealnie pasuje do dynamicznej natury produkcji dronów, gdzie projekty zmieniają się z tygodnia na tydzień.
Ten wyścig zbrojeń i innowacji najlepiej widać w Ukrainie, która stała się gigantycznym poligonem doświadczalnym dla technologii addytywnych. Joris Peels z 3DPrint.com mówił o produkcji nawet ośmiu milionów dronów FPV w ciągu roku i spadku kosztów z 2000 dolarów do zaledwie 180 dolarów za sztukę. „To już nie jest innowacja. To rozwój produktu w czasie rzeczywistym. Widzimy drony projektowane dla konkretnych celów, zasięgów i ładunków” zaznaczył Peels. Alexandre Donnadieu, widział na własne oczy „wielkie podziemne fabryki, w których całe pokoje wypełnione są pracującymi non stop drukarkami 3D”.
Druk 3D demokratyzuje też pole walki. James Humann, inżynier z laboratorium badawczego armii amerykańskiej, opowiadał, jak dostarczyli quadkoptery Marines, pokazując im jednocześnie, że mogą je sami modyfikować. „Dostawaliśmy błyskawiczny feedback. Chcieli lżejszych ładunków, zmienionej konstrukcji. Pokazaliśmy im, że wystarczy prosty plik CAD, czasem znaleziony nawet na Thingiverse, a my nauczymy ich, jak to wydrukować. Następnego dnia mieli zmodyfikowanego drona, gotowego do działania”.
Oczywiście, nie wszyscy unoszą się na fali entuzjazmu. Steve Fournier z General Atomics Aeronautical Systems sprowadził dyskusję na ziemię: „Nikogo nie obchodzi technologia przyrostowa, jeśli nie służy misji. Musi być ekonomiczna i zaprojektowana z głową”. Neil Glazebrook z GBI Group dodał, że to po prostu kolejne narzędzie w skrzynce, obok obróbki CNC, a o jego wyborze często decyduje rachunek ekonomiczny. Jednocześnie przyznał, że to właśnie wojna w Ukrainie sprawiła, że druk 3D na dobre „przejął drony”.
Produkcja na krawędzi, czyli tam, gdzie toczy się akcja, była tematem ostatniego panelu. Jake Volnov z DrukArmy zaprezentował wydrukowaną w 3D antenę wabik, podkreślając, że takich rzeczy nie da się wymyślić za biurkiem. „Trzeba rozmawiać z ludźmi w okopach”. Okazuje się, że w warunkach polowych biurokracja schodzi na dalszy plan. Jak zauważył Spencer Koroly z Phillips Federal, w przypadku mniejszych dronów więcej certyfikatów wymaga się od elektroniki niż od drukowanych kadłubów. „Budujemy to, co pasuje do misji, a certyfikacją zajmiemy się później, jeśli będzie to konieczne”.
Choć większość rozmów kręciła się wokół zastosowań obronnych, rynek komercyjny depcze militarnym po piętach. Według AM Research, rynek technologii przyrostowych w dronach, wart w 2025 roku około 140 milionów dolarów, ma szansę dobić do niemal 900 milionów dolarów do 2034 roku. Drony stają się jednym z najszybciej rosnących rynków dla przemysłowego druku 3D. Wydarzenie pokazało jedno: era garażowych eksperymentów dobiegła końca. Nadeszła era masowej, elastycznej i inteligentnej produkcji dronów, a drukarki 3D są w samym sercu tej rewolucji.
Źródło: UAS Additive Strategies, 3DPrint.com





