Wszyscy, którzy kiedykolwiek czekali na paczkę z drugiego końca świata, wiedzą, że globalny łańcuch dostaw potrafi być kapryśny. Wyobraźmy sobie teraz, że zamiast nowego etui na telefon, czekamy na kluczowy komponent do myśliwca lub rakiety, a opóźnienia liczone są nie w dniach, lecz w miesiącach, potęgowane przez braki surowców i geopolityczne zawirowania. Brzmi jak koszmar? Dla giganta zbrojeniowego, jakim jest Lockheed Martin, to była szara rzeczywistość. Była, ponieważ firma twierdzi, że znalazła na to lekarstwo: zaawansowany druk 3D z metalu.
Technologia, o której mowa, to laserowe stapianie proszków metali (LPBF), czyli w uproszczeniu, precyzyjne rysowanie laserem trójwymiarowych obiektów w wannie metalowego pyłu. Lockheed Martin postanowił pójść na całość i otworzył w Teksasie dedykowany zakład produkcyjny o powierzchni 16 000 metrów kwadratowych, wypełniony wielkoformatowymi, wielolaserowymi maszynami. To nie jest garażowy warsztat, a potężna inwestycja mająca na celu uniezależnienie się od tradycyjnych metod produkcji i ich ograniczeń. Firma skupia się na drukowaniu komponentów do zarządzania termicznego, czyli skomplikowanych radiatorów i wymienników ciepła, które chronią wrażliwą elektronikę na pokładach samolotów i systemów rakietowych przed przegrzaniem.
Lockheed Martin nie próbuje jednak wymyślać koła na nowo w pojedynkę. Zamiast tego, zebrał prawdziwą drużynę marzeń, angażując do współpracy liderów branży. Sintavia, EOS, Nikon SLM i nTop to nazwy, które każdemu entuzjaście druku 3D mówią bardzo wiele. Wspólnie z EOS i Sintavią opracowano nowe parametry procesu druku i niestandardowe strategie prowadzenia lasera, co przekłada się na lepszą dokładność i wydajność. Z kolei oprogramowanie do projektowania generatywnego od nTop pozwoliło na tworzenie części, których ludzki umysł nie byłby w stanie zaprojektować. Efekty? Redukcja masy systemów o 15-20% i poprawa wydajności rozpraszania ciepła o 10-15%. Jak ujął to jeden z inżynierów firmy, proces projektowania, który kiedyś trwał miesiące, skrócił się do minut.

Źródło: Lockheed Martin
Oczywiście, w lotnictwie i obronności nie ma miejsca na błędy. Dlatego kluczowym elementem nowego procesu jest kontrola jakości w czasie rzeczywistym. Systemy czujników wspierane przez sztuczną inteligencję monitorują proces topienia metalu warstwa po warstwie, wykrywając potencjalne wady na bieżąco. To jak mieć nadzorcę jakości wewnątrz drukarki, co drastycznie zmniejsza potrzebę czasochłonnych inspekcji gotowego elementu. Połączenie tej metody z zaawansowaną tomografią komputerową daje firmie pewność, że wydrukowane części spełniają najsurowsze normy.
To wszystko nie jest już tylko pieśnią przyszłości. Technologia LPBF jest aktywnie wykorzystywana przy produkcji części do śmigłowca UH-60M Black Hawk oraz pocisku Precision Strike Missile. Wygląda na to, że Lockheed Martin potraktował problemy z łańcuchem dostaw bardzo poważnie i postawił na niezależność.
Źródło: Lockheed Martin





