HOZO stawia na obróbkę końcową wydruków 3D na komputerach stacjonarnych za pomocą ultradźwiękowego plotera tnącego NeoBlade

Koniec z połamanymi podporami? HOZO NeoBlade to ultradźwiękowy skalpel dla druku 3D

Każdy, kto spędził z drukarką 3D więcej niż kilka godzin, zna to uczucie. Ten moment, gdy po wielogodzinnym druku podchodzisz do modelu z cążkami i skalpelem, a twoje serce zamiera. Usunięcie podpór to często loteria – albo zakończy się sukcesem, albo… urwaniem misternego detalu, nad którym maszyna pracowała całą noc. To pole bitwy, na którym poległo już wiele filigranowych figurek i precyzyjnych części mechanicznych. Firma HOZO twierdzi, że ma na to lekarstwo i nazywa się NeoBlade.

Na pierwszy rzut oka wygląda jak elegancki długopis z przyszłości, ale w rzeczywistości to bezprzewodowy nóż ultradźwiękowy. Zamiast polegać na sile twoich mięśni i ostrości tradycyjnego ostrza, NeoBlade wprowadza końcówkę w wibracje z częstotliwością, powiedzmy to głośno, 40 000 razy na sekundę. To nie jest cięcie, to bardziej mikropiłowanie, które z minimalnym naciskiem przechodzi przez plastik, żywicę czy akryl. Koniec z siłowaniem się z materiałem i ryzykiem, że jeden fałszywy ruch zamieni arcydzieło w odpadek.

Źródło: HOZO

Twórcy pomyśleli o ergonomii. Kształt przypominający narzędzie kreślarskie ma ułatwić manewrowanie wokół skomplikowanych geometrii i docieranie do tych wszystkich zakamarków, gdzie resztki supportu lubią się chować najbardziej. Ponieważ to wibracje wykonują całą pracę, użytkownik może skupić się na precyzyjnym prowadzeniu ostrza, zamiast na dociskaniu go do modelu. Dla bardziej wymagających przygotowano zestaw Premium Combo, który oprócz samego noża i stacji dokującej zawiera cały arsenał wymiennych ostrzy – od precyzyjnych igieł po małe dłuta.

HOZO ma jednak większe ambicje niż tylko sprzedaż sprytnego nożyka. NeoBlade to element większego ekosystemu do post-processingu, który firma próbuje zbudować. Obok niego w ofercie znajdziemy NeoSander – precyzyjną szlifierkę. I tu znów jest ciekawie. Zamiast typowego silnika obrotowego, który generuje ciepło i potrafi stopić PLA w mgnieniu oka, NeoSander wykorzystuje silnik liniowy. Głowica szlifierska porusza się w linii prostej z prędkością do 13 000 ruchów na minutę, co pozwala usuwać linie warstw bez ryzyka deformacji wydruku. Całość waży zaledwie 89 gramów, więc nie powinna męczyć dłoni.

Proces pracy według HOZO zaczyna się jeszcze wcześniej, od cyfrowego narzędzia pomiarowego NeoRuler, a kończy na idealnie gładkiej powierzchni. Wygląda na to, że firma chce zaoferować kompletne rozwiązanie, od weryfikacji wymiarów po finalne wykończenie. Czy ten zestaw narzędzi zrewolucjonizuje nasze warsztaty i na zawsze odeśle do lamusa cążki i papier ścierny? Czas pokaże. Pomysł jest jednak na tyle intrygujący, że warto go obserwować.

Źródło: HOZO

Przewijanie do góry