Kiedy wydaje się, że świat technologii kręci się głównie wokół coraz to nowszych smartfonów i absurdalnych pomysłów z Doliny Krzemowej, pojawia się projekt, który przywraca wiarę w sensowne innowacje. Western University, we współpracy z Boys Town National Research Hospital, uruchomiło inicjatywę o nazwie ALLEars. Naukowcy postanowili zaprząc do pracy sztuczną inteligencję i druk 3D, aby rozwiązać problem, który jest zmorą rodziców dzieci z niedosłuchem. Dzieci, jak to mają w zwyczaju, rosną w tempie, którego pozazdrościłby niejeden startup. Niestety, wraz z nimi rosną ich uszy, co sprawia, że idealnie dopasowane wkładki do aparatów słuchowych po kilku miesiącach nadają się co najwyżej na pamiątkę. A czekanie na nowe potrafi trwać tygodniami, co w kluczowych latach rozwoju mowy jest, delikatnie mówiąc, wysoce niepożądane. Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że problem dotyczy 34 milionów dzieci na świecie, więc skala jest niebagatelna.
Model ALLEars ma być na to remedium. Proces zaczyna się od cyfrowego skanowania wycisku ucha dziecka. I tu do akcji wkracza sztuczna inteligencja, która analizuje dane i przewiduje, jak ucho zmieni się w czasie. To nie wróżenie z fusów, ale zaawansowana analiza statystyczna oparta na ogromnym zbiorze danych, pozwalająca zamodelować przyszły kształt małżowiny. Jak twierdzi Soodeh Nikan, kierująca zespołem AI, to pierwszy tego typu projekt na świecie. Co więcej, zespół pracuje nad techniką „lustrzaną”, która na podstawie kształtu jednego ucha pozwoli przewidzieć kształt drugiego, oszczędzając dzieciom konieczności przechodzenia przez podwójną procedurę pobierania wycisków.

Źródło: Western University
Gdy AI wykona już swoją pracę prognostyczną, pałeczkę przejmują drukarki 3D. Za ten fragment projektu odpowiada Joshua Pearce, postać dobrze znana w środowisku akademickim zajmującym się technologiami przyrostowymi. Wyzwanie jest spore, ponieważ wkładki są niezwykle małe i muszą być jednocześnie wytrzymałe, aby sprostać dziecięcej energii. Zespół rozwija nowe metody w oprogramowaniu, oprogramowaniu sprzętowym (firmware) i samym sprzęcie, aby produkcja była jak najdokładniejsza. Najciekawszy jest jednak fakt, że cały proces ma mieć charakter otwarty, czyli open source. Oznacza to, że cała wiedza na temat wytwarzania wkładek będzie publicznie dostępna, co umożliwi jej adaptację na całym świecie. To miła odmiana od korporacyjnego zamykania technologii na cztery spusty. Projekt otrzymał grant w wysokości 4,4 miliona dolarów od Fundacji Oberkotter, co pokazuje, że poważni gracze widzą w nim ogromny potencjał. Czasami najbardziej przełomowe innowacje nie trafiają na okładki magazynów, ale po cichu zmieniają świat na lepsze.
Źródło: Western University





