Student winny produkcji broni z drukarki 3D

0

Zeszłe wakacje minęły pod znakiem Cody’ego Willsona i jego batalii o pistolety z drukarki 3D. Wydawałoby się, że popularność trendu produkcji własnej broni znacznie zmalała, a przykład Cody’ego odwiódł od tego pomysłu wielu zainteresowanych tematem… Wczoraj świat obiegła informacja, że sąd w Londynie uznał 26-letniego studenta winnego produkcji broni z drukarek 3D i jak przyznają władze, jest to pierwszy tego typu wyrok w historii brytyjskiego sądownictwa.

Części drukowanego 3D pistoletu (zdjęcie przewodnie artykułu) policjanci znaleźli podczas przeszukania domu studenta w październiku 2017 roku, realizowanego w ramach śledztwa dotyczącego narkotyków. Wtedy to, oskarżony co prawda nie posiadał licencji na broń palną, ale wytłumaczył, że wydruki 3D przygotowane zostały na potrzeby projektu studenckiego i nie jest świadomy, że po złożeniu w całość mogą stanowić substytut pistoletu.

Mimo to, policja pozostała nieugięta i postanowiła drążyć temat drukowanej 3D broni (na niekorzyść studenta działał również fakt, że znaleziono w jego mieszkaniu narkotyki). Funkcjonariusze zabezpieczyli i przeszukali historię przeglądarki internetowej – na podstawie research’u dowiedzieli się, że oskarżony szukał informacji na temat szczegółów budowy broni palnej i jest zupełnie świadomy jak może działać broń z drukarki 3D.

Co więcej, dotarli do informacji, że student planował dalsze modyfikacje drukowanych 3D części i modyfikowanie ich stalowymi elementami (m.in. dodając lufę). Ostatecznie wczoraj, 19 czerwca, oskarżony Tendai M. sam przyznał się do swoich zamiarów, potwierdzając domniemania policji.

Sąd swój wyrok podparł klasycznymi już argumentami, mówiąc, że jeden strzał wystarczy do odebrania życia. Dodał również, że dzięki sprawnej interwencji policji broń nie trafiła w ręce przestępców…

Oskarżony zostanie skazany 9 sierpnia br. I mam wrażenie, że to nie będzie ostatnie słowo w tej sprawie, a sprawa sprowokuje kolejną dyskusję publiczną na temat regulacji prawnych.

Źródło: theguardian.com

DODAJ KOMENTARZ:

Leave A Reply