Szpital na Teneryfie drukuje sprzęt rehabilitacyjny w 3D i oszczędza 98% kosztów

Gdy ktoś wspomina o oszczędnościach rzędu 97,6%, zazwyczaj mamy do czynienia albo z błędem w obliczeniach, albo z wyjątkowo kreatywną księgowością. Tymczasem w Szpitalu Uniwersyteckim La Candelaria na Teneryfie to po prostu kolejny dzień w pracy z drukarką 3D. Zamiast wydawać ponad 2300 euro na partię komercyjnego sprzętu do rehabilitacji, szpitalny zespół IT drukuje jego spersonalizowane odpowiedniki za… 56 euro.

Pracownia Terapii Zajęciowej, we współpracy z informatykami, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Od początku projektu powstało już blisko 30 niestandardowych narzędzi w 12 różnych modelach, przeznaczonych dla pacjentów po urazach dłoni, takich jak zerwania ścięgien czy złamania kości śródręcza. Jak wyjaśnia Teresa Fernández, terapeutka zajęciowa ze szpitala, te osoby muszą odzyskać pełną sprawność, a do tego niezbędne są narzędzia do mechanoterapii.

Źródło: Tenerife Weekly

Problem z komercyjnym sprzętem jest dwojaki: jest opatentowany, więc nie można go po prostu skopiować, a do tego jest projektowany w myśl zasady „jeden rozmiar dla wszystkich”, co w medycynie rzadko się sprawdza. Druk 3D obchodzi oba te problemy. „Dzięki drukarce 3D mamy możliwość dostosowania każdego elementu do konkretnych wymagań pacjenta i ulepszenia oryginalnych form” mówi Fernández. Doskonałym przykładem jest tzw. kanadyjska tablica, czyli perforowana płyta z prętami, używana do ćwiczeń dłoni i przedramienia. Oryginał jest duży, sztywny i niezbyt wszechstronny. Wersja ze szpitalnej drukarki pozwala na precyzyjną kalibrację siły oporu i skalowanie wymiarów do potrzeb pacjenta. Czasem potrzebna jest rehabilitacja jednego palca, więc po co przynosić całą wielką tablicę? Lepiej wydrukować jej kieszonkową, idealnie dopasowaną wersję.

Korzyści nie kończą się na personalizacji i oszczędnościach. Terapeutka, która wcześniej przyjmowała dziennie od siedmiu do dziewięciu pacjentów, teraz jest w stanie pomóc od dwunastu do piętnastu osobom. „Kiedyś miałam jednego pacjenta co pół godziny, teraz mogę przyjąć do trzech jednocześnie” dodaje. Za przełożenie potrzeb klinicznych na język plików STL odpowiadają szpitalni inżynierowie. Jak mówi jeden z nich, Carlos Yanes, stworzenie wspomnianej tablicy może zająć nawet 18 godzin druku, ale efekty są warte każdej minuty.

Apetyt rośnie w miarę drukowania. Dział IT produkuje już nie tylko narzędzia terapeutyczne, ale także wycofane z produkcji części zamienne, jak choćby 40-milimetrowe zawory do brodzików prysznicowych. W planach jest stworzenie ogólnokrajowej bazy danych z opracowanymi prototypami. Ma ona służyć jako punkt odniesienia dla każdego szpitala w Hiszpanii, który chciałby pójść tą samą drogą. To się nazywa transfer technologii w służbie zdrowia.

Źródło: Tenerife Weekly

Przewijanie do góry