Jak jedna wiadomość na LinkedIn doprowadził do powstania Bambu Lab Europe

Dla porządku: nadal uważam, że to był jeden wielki zbieg okoliczności, choć Cédric Mallet twierdzi coś zupełnie przeciwnego – że wszystko było częścią starannie przemyślanego planu.

Nie wiem… Na razie postanowiłem trzymać się swojej wersji.

W marcu ubiegłego roku, zupełnie niespodziewanie, Bambu Lab ogłosiło, że premiera ich długo wyczekiwanej nowej drukarki 3D – H2D – odbędzie się pod koniec marca. Przypadkiem dokładnie tego samego dnia w Kielcach rozpoczynały się największe w Polsce targi AM – Dni Druku 3D.

A Cédric Mallet – CEO Bambu Lab Europe – ogłosił na LinkedInie, że przyjeżdża do Polski i przywiezie ze sobą premierowy egzemplarz H2D. Wspomniał też mimochodem, że jeśli ktoś chciałby się spotkać, to jego kalendarz jest otwarty.

Szczerze mówiąc, nie miałem specjalnej ochoty jechać do Kielc. W latach 2013–2019 bywałem tam nawet po dwa razy w roku, na każdej edycji targów Dni Druku 3D. Po pandemii po prostu przestałem czuć taką potrzebę. Pojechałem jeszcze raz w 2023 roku, na 10-lecie wydarzenia, i miałem wrażenie, że to wystarczy.

Ale potem – premiera H2D…
Wizyta CEO Bambu Lab Europe…
Który na dodatek publicznie zapraszał na spotkania…

Cóż, uznałem, że jako najważniejszy influencer branży druku 3D w Polsce i samozwańczy ambasador polskiego rynku AM na świecie, muszę tam być. Napisałem do Cédrica na LinkedInie, umówiliśmy się na spotkanie i kilka dni później znów ruszyłem w drogę do Kielc.

Spotkaliśmy się na stoisku Edutech Expert — głównego dystrybutora Bambu Lab w Polsce i Europie. Rozmawialiśmy, aż w pewnym momencie Cédric zapytał, czy byłbym zainteresowany wsparciem ich w pewnym projekcie. Chodziło o rozwój rynku w Europie Środkowej.

Od razu powiedziałem „tak”. Przecież dokładnie tym zajmowałem się w Polsce od dziesięciu lat!

Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że ten projekt przerodzi się w pełnoetatową pracę, która będzie się tylko rozrastać. Ale to już historia na inną okazję.

W każdym razie w kwietniu ustaliliśmy ogólne warunki współpracy, w maju — szczegóły, a w czerwcu 2025 roku oficjalnie rozpocząłem karierę w biało-zielonych barwach Bambu Lab.

Muszę przyznać, że był to bardzo nietypowy proces rekrutacyjny. Ale dziś, wiedząc to, co wiem, wcale mnie to nie dziwi — wręcz idealnie pasuje do stylu działania Cédrica Malleta.

W końcu on sam zrekrutował się do Bambu Lab — a potem stworzył europejski oddział firmy.

I w konsekwencji napędził jej ogromny wzrost w Europie, pomagając jednocześnie w globalnej ekspansji.

To niezwykła historia początków Bambu Lab w Europie…

Na pierwszy rzut oka nic na to nie wskazywało

Cédric miał za sobą długą, spójną — i co ważne — całkowicie „nie-sprzętową” karierę. Internet, media cyfrowe, gaming, nowe technologie, rozwój biznesu. Projekty realizowane zarówno w startupach, jak i w dużych organizacjach. Zawsze blisko produktu, użytkownika i danych. Zawsze tam, gdzie technologia spotyka się z rzeczywistością.

A jednak w pewnym momencie ta ścieżka zaczęła prowadzić w miejsce, którego dosłownie nie było jeszcze na mapie.

Bo w 2022 roku Bambu Lab Europe nie istniało. Nie było biura, zespołu, struktury. To miało się dopiero zmienić.

Gdy spojrzy się na profil Cédrica na LinkedInie, nie widać nagłego zwrotu w stronę druku 3D. Jego doświadczenie zawodowe wygląda jak podręcznikowy przykład nowoczesnego business developmentu w świecie technologii.

To nie jest historia inżyniera, który od dziecka rozkręcał silniki. To historia osoby, która zawodowo zajmowała się rozumieniem, dlaczego ludzie używają technologii — i dlaczego przestają jej używać.

Jak mówi Cédric:

Wychowałem się w rodzinie inżynierów. Mój dziadek, ojciec, bracia, wujkowie, kuzyni — wszyscy wokół mnie byli inżynierami. I choć z pasją słuchałem ich rozmów podczas niedzielnych obiadów, często frustrowało mnie, że nie potrafili wyjaśniać rzeczy w prosty sposób, zaczynając od realnej wartości ich pracy.

Wtedy zdecydowałem o swojej drodze: chciałem zostać człowiekiem od sprzedaży, który rozumie inżynierów i potrafi przełożyć to, co robią, na realną wartość, jakiej ludzie faktycznie potrzebują — i pomóc tym inżynierom zabłysnąć tak, jak na to zasługują. Dlatego jako jedyny w rodzinie poszedłem na studia biznesowe zamiast inżynierskich.

Kiedy Cédric później mówił o druku 3D, nie zaczynał od parametrów technicznych. Zaczynał od frustracji użytkowników. Od barier. Od momentów, w których technologia obiecuje za dużo, a dostarcza za mało.

Przez całe życie był przedsiębiorcą, nieustannie próbując zrozumieć, co będzie następne i jak otwierać nowe drogi dla technologii. Dlatego jego dom był pełen pół-działających eksperymentów technologicznych — do tego stopnia, że czasem jego żona denerwowała się, bo żeby włączyć światło, trzeba było zrestartować serwer. Ale on po prostu musiał wszystkiego spróbować.

Druk 3D od dawna znajdował się na jego osobistej liście technologii, które obserwował. Potencjał wydawał się przełomowy. Pierwszą drukarkę 3D kupił w formie zestawu do samodzielnego montażu już w 2013 roku i od tamtej pory w jego domu zawsze stały jakieś drukarki.

A jednak nigdy nie udało mu się zrobić z nimi nic naprawdę interesującego. Zbyt dużo zachodu. Zbyt mała niezawodność. Zbyt dużo czasu.

W marcu 2022 roku, po sprzedaży poprzedniego biznesu, postanowił przyjrzeć się drukowi 3D ponownie. Minęło prawie dziesięć lat od momentu, gdy po raz pierwszy odkrył tę technologię, i uznał, że być może dojrzała już na tyle, by wreszcie spełnić obietnice, które widział w niej na początku.

I właśnie wtedy, eksplorując ekosystem druku 3D, by zrozumieć, co może się w nim wkrótce zmienić, trafił na kampanię X1 na Kickstarterze.

Wyglądała inaczej niż wszystko, co rynek widział wcześniej. Produkt był ambitny, komunikacja spójna, a obietnica jasna: druk 3D ma wreszcie „po prostu działać”.

Cédric przyjrzał się temu uważnie. Z perspektywy użytkownika i z perspektywy rynku europejskiego. Z perspektywy kogoś, kto całe zawodowe życie spędził na styku technologii i ludzi.

Napisał do firmy maila. Odpowiedź była uprzejma i konkretna: nie było planów tworzenia europejskiej spółki zależnej. Ale to go nie powstrzymało…

Później trafił na wideo Michaela Lawsa z kanału Teaching Tech. W napisach końcowych pojawiło się nazwisko jednego z założycieli Bambu Lab — Ye Tao.

Cédric znalazł jego profil na LinkedInie — bardzo skromny, właściwie pusty. Krótki opis: „Working on a secret project now.”

Wysłał wiadomość. Bez formalnej aplikacji. Po prostu kilka przemyśleń o rynku europejskim.

Kilka dni później przyszła odpowiedź. Tak zaczęła się rozmowa, która w kolejnych miesiącach doprowadziła do powstania Bambu Lab Europe.

Tak — jak wspomniałem w tytule — wszystko zaczęło się na LinkedInie. Ciekawe, prawda?

Wzrost

W tamtym czasie zespół Bambu Lab w Chinach był jeszcze stosunkowo niewielki i — co ważniejsze — składał się głównie z inżynierów i programistów. Cédric był pierwszą osobą z tak dużym doświadczeniem biznesowym, a jego wkład w rozwój firmy okazał się nieoceniony.

Długie rozmowy z dr. Tao pomagały przełożyć wyjątkową wizję technologiczną na realia rynkowe. Różnice językowe. Logistyka. Ramy prawne. Oczekiwania dotyczące wsparcia technicznego. Zupełnie inne podejście do relacji z marką niż w USA czy Azji.

Początkowo plan Bambu Lab zakładał sprzedaż bezpośrednią przez e-commerce. Jednak od samego początku wokół firmy ustawiła się kolejka potencjalnych resellerów. Dodatkowo — co dla Europejczyków jest oczywiste — młoda firma odkryła, że wiele firm i instytucji nigdy nie zamówi produktów przez sklep internetowy. Potrzebują lokalnego partnera, wsparcia technicznego i serwisowego. A przy okazji — możliwości zakupu z odroczonym terminem płatności, a nie przedpłaty.

E-commerce wykluczał też udział w przetargach publicznych.

Cédric stał się pierwszym punktem kontaktu dla dosłownie setek osób, które chciały sprzedawać drukarki i filamenty Bambu Lab.

Człowiek z wciąż bardzo ograniczonym doświadczeniem w druku 3D nagle stał się jedną z najbardziej poszukiwanych i rozchwytywanych osób w Europie i poza nią. Stał się główną osobą kontaktową.

Czasami chciałbym być Kali, mieć osiem rąk do ogarnięcia wszystkiego. Wiem, że po drodze zawiodłem niektórych ludzi, nie będąc w stanie przeczytać i odpowiedzieć na każdą wiadomość, którą otrzymałem. Chciałbym móc. Zrobiłem, co mogłem.

Powstanie europejskiego oddziału było naturalną ewolucją. Z tą różnicą, że Bambu Lab Europe nie powstało jako klasyczny oddział sprzedażowy — ktoś po drugiej stronie zrozumiał, że ten rynek potrzebuje obecności, a nie tylko dostaw. Od samego początku celem była lokalna obecność: bliżej użytkowników, bliżej partnerów, bliżej realnych problemów.

Tu doświadczenie Cédrica okazało się kluczowe.

Firma rosła w kosmicznym tempie. Struktury w Chinach rozbudowywały się, by sprostać ogromnemu popytowi, a Europa również musiała rosnąć. W 2024 roku do zespołu Cédrica dołączyli Harm Cremer i Jesse Wiggins. Rok później — Alex Martinucci, Guillaume Mouhat oraz ja.

Nasz zespół nadal się powiększa, ale sprzedaż i zasięg rosną jeszcze szybciej.

Mimo skali Bambu Lab jest bardzo dalekie od bycia korporacyjnym molochem. Mentalnie to wciąż startup, który formuje się w całkowicie organiczny sposób. Jest dużo chaosu, zamieszania i niepewności — ale to efekt uboczny innowacyjności i kreatywności, które cechują zdecydowaną większość zespołu.

A ojcem chrzestnym tego wszystkiego jest Cédric Mallet — ktoś, kto jeszcze trzy lata temu był praktycznie nieznany w świecie druku 3D, a dziś jest jedną z najważniejszych postaci globalnej branży AM.

Choć on sam wcale tak na to nie patrzy:

Nie czuję się „jedną z najważniejszych postaci w globalnej branży AM”. Uważam, że na światło reflektorów zasługują inżynierowie, którzy umożliwiają istnienie tej technologii, oraz projektanci i makerzy wykorzystujący ją do tworzenia niesamowitych rzeczy i codziennego ulepszania świata.

Bycie w samym środku tego wszystkiego sprawia, że czuję głęboką zgodność z marzeniami, które miałem jako dziecko: by rzucać światło na ludzi, którzy naprawdę są ważni, nawet jeśli sami nie potrafią ubrać w słowa znaczenia swojej pracy.

Po to tu jestem.

Przewijanie do góry