W zeszłym tygodniu miałem bardzo fajną rozmowę z Nicolas Mathian – Head of Marketing w Sculpteo, gdzie rozmawialiśmy o rynku AM i perspektywach na jego rozwój.
Podczas rozmowy – która mam nadzieję że wkrótce zostanie wam udostępniona – padły dwa pytania: o AI w obszarze druku 3D oraz aktualnego hype panującego w branży.
Moja odpowiedź była taka, że o ile AI sukcesywnie się w druku 3D odnajduje z lepszym lub gorszym skutkiem, o tyle aktualnie nie widzę żadnego hype. Chociaż jeszcze niedawno przewidywałem że będzie on dotyczył właśnie sztucznej inteligencji…
Biorąc pod uwagęto co wydarzyło się najpierw w latach 2010-2015 w kontekście konsumenckiego druku 3D, i w latach 2018-2022 w kontekście przemysłowego druku 3D z metalu, logicznym wydawało się prognozować o podobnym zalewie startupów, agresywnych rundach finansowania i zainteresowaniu funduszy venture capital w obszarze AI.
Tymczasem rzeczywistość, przynajmniej na razie, wygląda znacznie spokojniej. AI w AM istnieje, rozwija się i przynosi realną wartość, ale daleko jeszcze do masowej gorączki inwestycyjnej.
Trudno mówić nawet o „aktywnej infiltracji” branży druku 3D przez fundusze. Owszem, pojawiło się kilka interesujących firm, takich jak Backflip AI, 3D Spark, Sparc3D czy Entina3D, a także inwestycje w bardziej ugruntowane podmioty, jak AI Build.
Są to jednak raczej pojedyncze, selektywne zakłady niż szeroki, spekulacyjny trend. W porównaniu z okresem, gdy każdy nowy producent drukarek desktopowych był potencjalnym „kolejnym MakerBotem”, albo gdy niemal każdy startup od druku metalu mógł liczyć na rundy finansowania warte miliony dolarów, obecny krajobraz jest zaskakująco stonowany.
Jednym z powodów jest dojrzałość samej branży AM. Druk 3D nie jest już egzotyczną technologią obiecującą rewolucję w każdym garażu. To narzędzie przemysłowe, często głęboko osadzone w konkretnych procesach produkcyjnych.
AI, zamiast tworzyć zupełnie nowe rynki masowe, coraz częściej pełni rolę „wzmacniacza” istniejących workflowów.
Możliwe też, że będąc oszukanym już dwa razy, nikt nie pali się aby wpakować się na minę „3D” po raz kolejny…
Najciekawszym przykładem tej zmiany narracji jest Backflip AI. Firma zaczynała od narzędzi, które idealnie wpisywały się w obecny hype generatywnej sztucznej inteligencji: tworzenia modeli 3D na podstawie tekstu lub obrazów, czyli tzw. Idea-to-Mesh.
Aplikacja robiła wrażenie, zwłaszcza na osobach spoza świata CAD. Ot, wystarczy kilka zdjęć wykonanych smartfonem, by w ciągu minut uzyskać zaskakująco dobry model 3D gotowy do druku.
To dokładnie ten typ doświadczenia, który łatwo sprzedać w mediach społecznościowych i który buduje narrację o „demokratyzacji projektowania”.
Jednak im dłużej przyglądać się Backflipowi, tym wyraźniej widać, że prawdziwa wartość firmy leży gdzie indziej. Backflip zdaje się przechodzić od efektownego generowania modeli do znacznie bardziej przyziemnego, ale krytycznego dla przemysłu obszaru Scan-to-CAD.
Zamiast koncentrować się na masowych zastosowaniach typu figurki 3D ze zdjęć czy gadżety generowane z promptów, Backflip postawił na rozwiązanie realnego problemu inżynierów i zakładów produkcyjnych.
Scan-to-CAD to narzędzie, które pozwala w ciągu sekund przekształcić skan 3D w parametryczny model CAD, na przykład w formacie STEP, a nawet bezpośrednio w natywną część SOLIDWORKS z pełnym drzewem operacji.
To ogromna zmiana jakościowa. Tradycyjnie przejście od chmury punktów lub siatki do edytowalnego modelu CAD oznaczało godziny, a czasem dni ręcznej pracy.
Teraz proces ten może zostać skrócony do minut, co w środowisku przemysłowym przekłada się bezpośrednio na pieniądze.
Generowanie tysięcy modeli figurek czy gadżetów z promptów tekstowych jest efektowne, ale często ekonomicznie wątpliwe.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku wąskich, specjalistycznych zastosowań, gdzie pojedynczy model może oznaczać uratowanie linii produkcyjnej wartej miliony dolarów.
I to właśnie ta niszowość może tłumaczyć brak szerokiego hype’u inwestycyjnego.
Fundusze VC przyzwyczajone są do narracji o rynkach liczonych w setkach milionów użytkowników. Tymczasem rozwiązania takie jak Scan-to-CAD są adresowane do znacznie mniejszej, ale bardzo konkretnej grupy odbiorców.
Ich wartość nie polega na skali użytkowników, lecz na skali problemów, które rozwiązują. Dla branży AM to dobra wiadomość, bo oznacza rozwój technologii naprawdę potrzebnych, a nie tylko medialnych.
Ostatecznie pytanie nie brzmi, czy boom na AI w druku 3D nadejdzie, ale jaki będzie miał charakter.
Wszystko wskazuje na to, że nie będzie to powtórka z masowych fal entuzjazmu znanych z poprzednich dekad.
Zamiast tego zobaczymy powolną, metodyczną adopcję bardzo wyspecjalizowanych narzędzi, które cicho, ale skutecznie zwiększą efektywność projektowania i produkcji.





