5+1 REZUREKCJA, czyli polska branża druku 3D oczami przedstawicieli branży

0

W zeszłym roku publikowaliśmy cykl artykułów pt. „5+1„, w których członkowie redakcji Centrum Druku 3D prezentowali swoje opinie na temat różnych bieżących wydarzeń z branży druku 3D. Cykl cieszył się sporą popularnością, jednakże z różnych względów został zawieszony. Postanowiliśmy do niego powrócić, ale w nieco zmienionej formie – tym razem z prośbą o komentarz w różnych tematach zwróciliśmy się do czołowych przedstawicieli polskiej branży druku 3D – producentów i dystrybutorów.

Podobnie jak w poprzednim przypadku, tak i teraz zadaliśmy sześć pytań: pięć branżowych i jedno dotyczące bieżących wydarzeń polityczno-gospodarczych w Polsce i na świecie.

Do pierwszej edycji odświeżonej wersji cyklu zaprosiliśmy:

W kolejnych edycjach przeczytacie opinie kolejnych znanych osób z branży.

1. Jak oceniasz polską branżę druku 3D? Czy faktycznie tak dynamicznie się rozwija i rośnie, czy jest to tylko wielka bańka, napompowana pieniędzmi inwestorów i/lub funduszy unijnych?

Anna Ślusarczyk: Wydaje mi się, że dziś trudno już mówić o „napompowaniu branży” – duzi, znani inwestorzy raczej odchodzą z sektora druku 3D niż do niego wchodzą i nie słychać o żadnych nowych, wielkich transakcjach na tym polu. Polska branża druku 3D zaczyna się normować. Ostatnie targi branżowe pokazują, liczba nowych firmy jaka pojawia się na rynku jest mniejsza niż w latach poprzednich.

Adam Kozubowicz: Bardzo się cieszę, że polska branża druku 3D rośnie i rozwija się coraz bardziej. Oczywiście pieniądze inwestorów oraz fundusze unijne mają w tym swój znaczący udział, niemniej bańką raczej bym tego nie nazwał – moim zdaniem jest to dobrze przemyślany rozwój. Okres niemowlęcy już jest za nami i w tej chwili raczej widzę ten rynek jako normalnie rozwijający się.

Bartłomiej Jarkiewicz: Polska branża druku 3D rozwija się bardzo dynamicznie. Przypomina to co działo się na rynku maszyn biurowych (drukarek, kopiarek itp.) w latach 90 ubiegłego wieku. Nie jest to przełożenie 1:1, ale wiele doświadczeń, które firma MTT Polska zdobyła w tamtym czasie wykorzystuje na obecnym rynku. Z pewnością nowa technologia, która rozbudza wyobraźnie jest zasilana kapitałem inwestorów, liczących na dużą rentowność niebezpiecznych inwestycji w młodą branżę.

Na naszym rynku jest też bardzo dużo start-up’ów, które statystycznie w 95% nie wytrzymują konkurencji i w perspektywie 5 lat kończą swoją działalność. Tak więc na pewno jest to rynek dynamiczny jednak w mojej ocenie nie jest bańką. Z pewnością w najbliższych latach czeka nas jego konsolidacja i pewne uporządkowanie.

Jakub Rozpendowski: Uczestniczę aktywnie od ponad 10 lat w branży i miałem przyjemność obserwować jej rozwój w tym czasie. Z jednej strony to tylko 10 lat a z drugiej to epoka technologiczna. Pamiętam czasy kiedy mało kto w Polsce w ogóle miał świadomość co to takiego druk 3D. Dziś jest całkiem inaczej i skupiamy się raczej na doborze odpowiedniej technologii do potrzeb klienta niż tłumaczeniem czym są technologie przyrostowe.

W ostatnich latach sytuacja diametralnie się zmieniła. Rynek dojrzał i jest znacznie bardziej świadomy dostępnych rozwiązań rapidowych. Na pewno jest to zasługa wielu nowopowstałych firm, które pomagają nam popularyzować technologię wśród odbiorców. Należy jednak jasno powiedzieć, że zdecydowana większość tych firm to producenci lub dystrybutorzy niskobudżetowych rozwiązań dedykowanych raczej do zastosowań amatorskich.

W 3D Lab od zawsze koncentrowaliśmy się na urządzeniach profesjonalnych do zastosowań przemysłowych, które dają dużo większe możliwości. Dlatego trudno uogólnić i jednoznacznie odpowiedzieć czy polska branża druku 3D rozwija się dynamicznie. Wg. mnie nie. Pojawienie się kolejnego producenta, który tworzy kolejną wersję „druciaka” ale w innej obudowie i nowej nazwie nie jest żadną innowacją. To tylko powielanie znanej już technologii tyle, że w nowej odsłonie i nieraz niższej cenie.

Firm, które mogą pochwalić się naprawdę przełomowym rozwiązaniem jest u nas nadal jak na lekarstwo. Druk 3D jest ostatnio modny a inwestorzy lubią mieć w portfelu atrakcyjnie wyglądające spółki technologiczne. Dlatego chętnie inwestują. Z kolei w obszarze maszyn przemysłowych mamy do czynienia z raczej wyższymi niż niższymi budżetami dlatego fundusze unijne pomogły nam wdrożyć wiele systemów, na które klienci nie mogli by sobie pozwolić przy użyciu własnego finansowania.

Bardzo dobrze, że polscy użytkownicy mają łatwy dostęp do finansowania z budżetu unijnego. Warto jednak pamiętać, że sam zakup to tylko początek drogi. Znacznie istotniejsze jest późniejsze wykorzystanie mocy technologii drzemiących w tym sprzęcie. A o to już niestety trudniej. Dużą nadzieją jest dla nas rozwój technologiczny w kierunku Przemysłu 4.0, coś co już się dzieje w Europie, a powoli wkracza do nas. Nowymi technologiami zainteresowali się decydenci i rządzący, nakreślając ramy prowadzonych polityk, w których druk 3D ma już swoje silne miejsce.

Marek Ryszka: To nie branża jest „napompowana” tylko konkretne firmy i niestety w przypadku krachu to właśnie te firmy pożegnamy jako pierwsze. Inwestor dla którego liczy się tylko wynik i nie jest emocjonalnie związany z branżą, zwyczajnie zlicytuje firmę przy pierwszym większym potknięciu. Polska branża rozwija się i to bardzo szybko.

2. Która z polskich firm – poza Zortraxem, odniosła największy sukces rynkowy na przestrzeni ostatnich pięciu lat? Mam na myśli wszystkie firmy z branży druku 3D – nie tylko producentów?

Anna Ślusarczyk: Pięć lat to bardzo długi okres czasu, gdyż kilka firm zdążyło przez ten czas odnieść i wielki sukces i zniknąć z rynku <śmiech>. Wydzieliłabym w tym pytaniu dwa okresy: „czasy zamierzchłe” – 2014 r. i od 2015 r. do dziś. Rynek druku 3D bardzo różni się od siebie w tych dwóch okresach. Jeżeli miałabym kogoś wymienić, kto odnosił sukcesy i w jednym i drugim okresie to byłyby to e-Prototypy, które w międzyczasie przekształciły się w Materialise. Jeśli chodzi o okres po 2015 roku, to 3DGence, Devil Design i CadXpert.

Adam Kozubowicz: Aktualnie Materialise, czyli dawne e-Prototypy. Może w Polsce firma nie jest aż tak bardzo rozpoznawalna (w dużej mierze dlatego, że występuje pod światową marką), niemniej jest to zdecydowanie największy sukces rynkowy.

Bartłomiej Jarkiewicz: To ciężkie pytanie, bo najpierw należałoby zapytać o miarę sukcesu? Z pewnością firmą, która jest pewnym wzorem również dla mnie to Bibus Menos. Duży przedstawiciel z solidnym zapleczem inżynierów i wieloma przemysłowymi technologiami. Bardzo rozpoznawalna marka na rynku przemysłowym. Kolejnym Wolf Project Studio – niesamowicie dynamicznie rozwijająca się firma, która w ciągu kilku lat z produkcji filamentu Wolfix urosła do pewnego rodzaju centrum wiedzy o technologiach przyrostowych.

Jakub Rozpendowski: Wg. mnie bardzo ciekawa perspektywa jest przed firmą Sinterit i projektem Lisa. W odróżnieniu od całej masy tzw. „polskich” drukarek 3D to rozwiązanie zasługuje na szczególną uwagę ponieważ twórcy próbują skutecznie przełamać barierę technologiczną i stworzyć prawdziwie innowacyjne rozwiązanie. Wielokrotnie w trakcie międzynarodowych imprez branżowych typu Formnext czy wcześniej Euromold słyszałem od zagranicznych kolegów jak komentują nowe rozwiązanie Lisa, podczas gdy cała masa nabiurkowych drukarek FDM jest praktycznie nie zauważana.

Dużą sympatią darzę też projekt GAIA Multitool. Trzymam mocno kciuki za powodzenie tego projektu. Szkoda, że Sand Made nie wytrzymał i zakończył działalność ponieważ produkt do druku 3D w piaskach i woskach odlewniczych daje ogromne możliwości, a obecnie dostępne rozwiązania dedykowane do tego typu produkcji wiążą się z dużymi nakładami inwestycyjnymi i koniecznością zapewnienia dosyć kosztownej infrastruktury. Niestety twórcy trafili na gorszą koniunkturę, która przy tak niszowym rynku i braku odpowiedniego zaplecza finansowego w zasadzie uniemożliwia prowadzenie tak kosztownego, a jednocześnie unikalnego projektu.

Marek Ryszka: Poza Zortraxem nikt nie osiągnął szczególnie spektakularnego sukcesu, jednak mamy kliku pretendentów. Jedną z najlepiej zapowiadających się firm jest „producent żółtych drukarek„, który ma na naszym forum wątek o objętości 170 stron <śmiech> A tak na poważnie – duży potencjał mają 3DGence i Sinterit.

3. Jedni odnoszą sukcesy – inni ponoszą porażki. Kto wg ciebie przegrał najbardziej? Kto cię rozczarował w ciągu minionych ostatnich pięciu lat? Kto nie wykorzystał jedynej w swoim rodzaju szansy?

Anna Ślusarczyk: Z polskich firm Pirx, Pixelio, Endivio, Materialination i wiem, że zabrzmi to dla niektórych bardzo kontrowersyjnie, ale ProSolutions. To absolutny pionier polskiej branży druku 3D, tymczasem trudno powiedzieć, żeby cieszył się rozpoznawalnością na rynku godną wkładu, jaki wniósł w jej rozwój. Z zagranicznych marek to Leapfrog i Robo3D. Obydwie weszły na rynek w bardzo dobrym momencie (odpowiednio 2013 i 2014 r.), a dziś mało kto o nich już pamięta, mimo że cieszą się bardzo dobrą rozpoznawalnością na świecie.

Adam Kozubowicz: Kilka firm by się znalazło, ale mnie jednak bardziej rozczarowały… targi branżowe. Po super początkach niestety zrobiło się smutno i biednie. Przy czym nie jest to kwestia organizacji czy promocji – ta jest w jak najlepszym porządku, zarówno od strony organizatorów jak i wystawiających się firm. Tylko jakoś tak się zrobiło, że nie ma na tych targach gości… Tak jakby w świadomości ludzi druk 3D nie istniał. Mocno dołujące.

Bartłomiej Jarkiewicz: Z pewnością jedyną w swoim rodzaju szansę straciła firma Omni3D. Zaczęła bardzo mocno i dobrze na rynku, który dopiero się budował w Polsce. Niestety produkty jakie oferowała w tamtym czasie nie wytrzymały szybko budującej się konkurencji. Obecnie firma przeszła gigantyczne przemiany, wyprodukowała świetną drukarkę na inny segment rynku i zaczęła spokojne odbudowywanie swojego dobrego imienia. Jednak stracić reputacje jest bardzo łatwo, odzyskanie jej zajmuje bardzo dużo czasu. Kibicuje im i mam nadzieję na sukces, bo w rozmowach z zarządem i pracownikami można zobaczyć, że odrobili lekcję, którą otrzymali i wyciągnęli z tej kosztownej nauki bardzo dobre wnioski.

Kolejną firmą, która miała szansę ale ją straciła jest 3NOVATICA. Jeszcze parę lat temu producent dobrych niskobudżetowych drukarek – dziś firma widmo. Szkoda, nie tylko marki ale szczególnie niezrealizowanych pomysłów Krzysztofa Dymianiuka.

Jakub Rozpendowski: Wolę raczej mówić o sukcesach niż porażkach. W ujęciu globalnym myślę, że firma Materialise skutecznie wykorzystała szanse. Nie boi się inwestować, aktywnie poszerza obszar działalności i potencjał rynków wschodzących. Wiem, że zabrzmi to samochwalczo, ale jestem bardzo zadowolony z tego co udało nam się osiągnąć w 3D Lab.

Zaczynaliśmy w zasadzie od zakupu jednej drukarki 3D do celów usługowych przy produkcji makiet. A z biegiem czasu przeobraziliśmy się w jednego z głównych dostawców sprzętu profesjonalnego i produkcyjnego na terenie Polski oraz za naszą wschodnią granicą. Skutecznie wdrożyliśmy największą ilość proszkowych drukarek 3D w technologii CJP, jako jedni z pierwszych na świecie sprzedaliśmy i wdrożyliśmy najnowocześniejszy system SLS. Możemy też pochwalić się największą ilością instalacji przemysłowych maszyn w technologii SLA.

Obecny rok z kolei obfituje we drożenia maszyn do przetopu proszków metali (SLM). Staramy się być pionierami, a nie naśladowcami w branży i wdrażać rozwiązania technologiczne, którymi żyje branża na świecie. Nie chcę natomiast wytykać palcami przegranych – po co kopać leżącego?

Marek Ryszka: Zdecydowanie 3NOVATICA. Nowy właściciel otrzymał dopracowany produkt, świetnego konstruktora, zaplecze serwisowe, wierną społeczność oraz rozpoznawalną markę (pomimo zmiany nazwy). Trudno uwierzyć, że udało się to zepsuć? Cytując klasyka: „Panie, a kto to Panu tak sp******ił?

4. Mamy w Polsce ok. 30 producentów drukarek 3D i ok. 15 producentów filamentów (w obydwu przypadkach +/-3). To olbrzymie liczby jak na taki kraj jak nasz. Jak wyjaśnisz ten fenomen?

Anna Ślusarczyk: Według mnie to nic to nie znaczy – na początku zawsze jest dużo chętnych do tworzenia jakiegoś nowego sektora rynkowego. Myślę, że dopiero po pięciu-dziesięciu latach funkcjonowania branży w tym kształcie, będziemy mogli oceniać czy jest to faktycznie jakiś fenomen, czy tylko przejściowy efekt wielkiej fascynacji drukiem 3D? Póki co tyle firm się już przewinęło przez branżę druku 3D, że ta liczba mogłaby być z powodzeniem wyższa. I jeszcze pewnie wiele firm upadnie zanim ludzie na dobre będą wiedzieć do czego służy w ogóle druk 3D?

Adam Kozubowicz: To chyba po prostu polska specjalność <śmiech> Lata komunizmu nauczyły nas, że jak sami nie zrobimy to nikt tego nie zrobi za nas. Do tego skłonność do kombinowania i przekonanie o tym, że potrafimy lepiej. Czasem to dobrze, czasem to źle – akurat w tym wypadku widzę pewne problemy. Mali producenci już się po prostu nie przebiją na rynki światowe – zbyt małe zaplecze finansowe, zbyt mało doświadczenia. Nie jest już problemem zbudowanie drukarki 3D czy wyprodukowanie filamentu – sztuką jest już umiejętność sprzedania tych produktów, a to niestety jest jeden z większych problemów.

Bartłomiej Jarkiewicz: Polacy są przedsiębiorczy, mają świetnych specjalistów, coraz więcej kapitału i duży rynek wewnętrzny. Niestety jesteśmy też dość dużymi indywidualistami ze stosunkowo niewielkim doświadczeniem biznesowym na wolnym rynku (w porównaniu z krajami Europy Zachodniej). Stąd bardzo wiele osób chce budować swoje własne imperia biznesowe bez dzielenia się z innymi. To powoduje niesamowite rozdrobnienie rynku i często zabójczą walkę cenową. Z jednej strony daje to szanse, z drugiej nie pozwala na prawdziwy rozwój producentów, którzy produkują wysokiej jakości sprzęt. Ta sytuacja będzie się zmieniać i albo czeka nas fala bankructw albo przejęć i fuzji, które stworzą liderów branży.

Jakub Rozpendowski: To żaden fenomen. My lubimy naśladować. Jeśli sąsiadowi się powiedzie to próbujemy powielić jego pomysł licząc na podobny sukces. I tak też wygląda w dużej części nasza branża fenomenalnych producentów drukarek 3D. Zdarzają się na szczęście wyjątki jak np. Zortrax, który na bazie znanej technologii potrafił stworzyć i skutecznie wypromować swoje urządzenie, które cieszy się powodzeniem na rynkach światowych.

Marek Ryszka: Jako Polacy jesteśmy świetnymi inżynierami, coraz bardziej docenianymi za granicą. Po zmianie ustroju politycznego postawiliśmy na przedsiębiorczość i wolny rynek, moim zdaniem taki stan rzeczy nie powinien nas dziwić – a tym bardziej martwić.

5. Co jest największym problemem polskiej branży druku 3D? Gdzie widzisz największe przeszkody i bariery? Czy masz pomysł jak je przełamać?

Anna Ślusarczyk: Pieniądze, a konkretnie ich brak. Liczba potencjalnych klientów na drukarki 3D, czy usługi druku 3D jest wciąż relatywnie niewielka. Jak to rozwiązać? Edukować, uczyć, uświadamiać – czyli wszystko to czym zajmujemy się od pięciu lat.

Adam Kozubowicz: Rozdrobnienie, zbyt duża liczba producentów i „fachowców” oraz brak sensownych inwestorów. Druk 3D już nie jest w okresie, w którym wzrosty były liczone w setkach procent i zwrot z inwestycji następował po roku czy dwóch. Teraz to już normalna działalność i tak trzeba ją traktować. Do tego brak świadomości i wiedzy potencjalnych klientów na temat samej technologii – nadal informacje i wiedza pochodzą „z internetu” i z mediów, które lubią pompować temat. I często w momencie zderzenia klienta z rzeczywistością następuje rozczarowanie.

Bartłomiej Jarkiewicz: To co przeszkadza w rozwoju to jeszcze niska świadomość przemysłowej czy też użytkowej wartości technologii. Firmy z branży dopiero się uczą, że „jak Cię widzą, tak Cię piszą” i że prezentowanie figurek Yody czy nagich torsów prowadzi do zaszufladkowania rynku w segmencie „zabawki„. Z drugiej strony klienci wiedzą, że mogą drukować „wszystko – czyli co?„. Nie mają pomysłu na wdrożenie technologii w ich biznesie. Co gorsza producenci czy dystrybutorzy często też nie mają wiedzy i pomysłu na takie wdrożenia.

Kolejnym problemem jest patrzenie na cenę zakupu maszyny, a nie na oszczędności w projekcie jakie może przynieść. Tak więc zbyt wąskie spojrzenie na zastosowanie technologii. nie jest to jednak problem tylko naszej branży. Wielu klientów kojarzy też druk 3D z technologią FDM – często niewystarczającą do ich zastosowań. Jak słyszą drukarka 3D od razu mówią – nie dziękuję. Tu niestety ciąży to rozdrobnienie i zachwalanie drukarek typu RepRap jako drukarek do wszystkiego.

By przełamać pewne schematy potrzebny jest nam czas, konsolidacja, edukacja i ciągłe pokazywanie wartości technologii w zastosowaniach przemysłowych. Jest to rozwiązanie tak samo proste w założeniach jak trudne w realizacji. Szczególnie dla firm, które swoją działalność opierają tylko i wyłącznie na rynku drukarek 3D w technologii FDM, który jest rozdrobniony, nisko marżowy i ogólnie ciężki w naszym kraju.

Jakub Rozpendowski: Moim zdaniem największym problemem naszej branży jest relatywnie mała ilość innowacyjnych, rodzimym produktów. Z jednej strony mamy olbrzymi potencjał zdolnych naukowców pracujących na renomowanych uczelniach. Z drugiej przedsiębiorcy, którzy rozumieją potrzebę rynku. Brakuje nam spoiwa łączącego wiedzę i możliwości w całość. Często niestety interesy obydwu stron są odmienne i trudno im zrozumieć się wzajemnie.

Pewnym rozwiązaniem mogą być nowe programy finansowania, które niejako wymuszają kooperację naukowo-komercyjną. Miejmy nadzieję, że takie podejście przyniesie oczekiwany efekt. Czy mam pomysł jak to przełamać? Tak, mamy na to pomysł. Dlatego utrzymujemy bliską współpracę z kilkoma czołowymi uczelniami oraz staramy się jako 3D Lab w konsorcjum wdrożyć kompletnie nowe rozwiązanie w obszarze maszyn przemysłowych. Na tym etapie nie mogę zdradzić więcej informacji ale mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości będziemy mogli pochwalić się sukcesem na skalę światową.

Marek Ryszka: Problem tkwi tylko i wyłącznie w sposobie myślenia. Przeciętny Polak nie ma praktycznie żadnej wiedzy z zakresu przedsiębiorczości, giełdy czy ogólnie pojętego biznesu. Poprzedni, socjalistyczny ustrój odcisnął swoje trwałe piętno – upłynie jeszcze sporo czasu zanim zaczniemy myśleć w sposób w pełni kapitalistyczny, logiczny i nieograniczony. Nie mniej jednak widać, że bardzo chcemy ten stan rzeczy zmienić i już za to należą się brawa.

6. Czołowi inwestorzy na świecie wieszczą nadejście „największego kryzysu naszych czasów” – czy im wierzysz?

Anna Ślusarczyk: Jeżeli jest jakaś rzecz, w którą wierzę to to, że jeżeli ten kryzys faktycznie nadejdzie, to ci „czołowi inwestorzy” na pewno na nim zarobią.

Adam Kozubowicz: Różnego rodzaju proroctwa zdarzają się co jakiś czas. Jedni trafiają, inni nie. A ja zapytam w ten sposób – jeśli Ci inwestorzy wierzą w to co przewidują, to przecież powinni się sami dawno wycofać ze wszystkich inwestycji. Czy to robią? Historia uczy, że jeszcze nikomu się nie udało przewidzieć przyszłości.

Bartłomiej Jarkiewicz: Jak najbardziej w to wierzę, jednak w naszej firmie uważamy kryzys za szansę a nie kataklizm. Kryzys w relacjach z klientem (jak drukarka 3D nie działa, filament jest zły i w ogóle coś musi być na już a nie ma jak tego zrobić) jest szansą na udowodnienie tego, że nasza obsługa (customer service) potrafi zdjąć mu te problemy z głowy, uratować projekt itd. To jest szansa na zbudowanie relacji, która na dłużej zwiąże klienta z firmą. Po dobrze zarządzanym kryzysie przychodzi długi okres bardzo udanej współpracy. Nauczyło nas tego ponad 25 lat doświadczenia.

Na rynku kapitałowym jest podobnie. Do tego pamiętajmy, że Polska nie odczuła kryzysu z 2008 roku a jedynie spowolnienie. Także, tak kryzys z pewnością w najbliższych paru latach nas dotknie. Będzie on dla jednych szansą na tanie zakupy (firm, technologii, ludzi) a dla innych tragedią, bo zainwestują długoterminowo bez realnej szansy realizacji zysków w zakładanym okresie. Dlatego boję się o firmy, które zbyt łapczywie budują swoje imperium, inwestują gigantyczne pieniądze zakładając ciągły rozwój przez najbliższe 5 – 10 lat. Miejmy nadzieję, że uda im się zgromadzić kapitał na ciężkie czasy. Jeśli jednak przeinwestują w niewłaściwym czasie… czeka nas ciekawe rynkowe tornado.

Jakub Rozpendowski: Jak to ks. Tischner mawiał, jest moja prawda, twoja prawda i nazwijmy to „trzecia” prawda… Jak wiemy zło sprzedaje się najlepiej, nagłówki negatywne przyciągają i są nośnym tematem. Kryzysy mają to do siebie, że poddają się cyklom, jak większość zjawisk w ekonomii. Nie ulegajmy presji co bardziej lękliwych menedżerów i skupmy się raczej na budowaniu niż komentowaniu opinii. Z poprzedniego kryzysu wyszliśmy mocniejsi. Potraktujmy każdą niemoc, jak lekcję z której coś możemy dla siebie wyciągnąć, a wtedy tylko „sky is the limit” <śmiech>

Marek Ryszka: To, że po czasach hossy następuje bessa wiedzą już dzieci w szkole podstawowej (no dobra… powinny to wiedzieć). Nie trzeba być wróżbitą Maciejem żeby coś takiego przewidzieć.

P.S. Czy wy też uważacie że Paweł nadużywa słowa „czołowy”? <smiech>

Udostępnij.

O autorze

Paweł Ślusarczyk

Prezes zarządu CD3D Sp. z o.o. oraz Business Development Manager. Posiada ponad 12-letnie doświadczenie w biznesie, zdobyte w branży IT, reklamowej i poligraficznej. Od stycznia 2013 roku związany z drukiem 3D.

Rozmowa
z Cedrykiem
?