Z dziennika eksperta druku 3D. Część 2 – otwieram drukarnię 3D!

11

Zeszły rok był ciężki i pełen rozczarowania. Miałem wielkie oczekiwania względem wejścia w branżę druku 3D, niestety moje plany w tym zakresie zostały brutalnie spacyfikowane przez rzeczywistość. Druk 3D to naprawdę ciężki biznes, w którym radę dają tylko najsilniejsi psychicznie. Ta technologia jest wciąż w powijakach i potrzeba nie lada wytrwałości, żeby iść do przodu i przy okazji nie zwariować z rozpaczy. To ciągła i nieustająca walka, w której wygrywają tylko najlepsi. Miałem wiele ciężkich chwil zawahania i niejednokrotnie chciałem wszystko rzucić i zapomnieć. Ale zacisnąłem zęby, nie płakałem w poduszkę i postanowiłem, że będę walczyć dalej. Ta historia zbyt wiele mnie już kosztowała, żeby się po prostu poddać…

W wielkim skrócie – w zeszłym roku postanowiłem zainwestować w drukarkę 3D i zacząć drukować rzeczy na zamówienie. Najpierw kupiłem kit u Chińczyka, który okazał się być bezużytecznym gunwem, potem budowałem własną konstrukcję. W obydwu przypadkach poniosłem klęskę. Ale nie boję się i nie wstydzę do tego przyznać. Człowiek uczy się najlepiej na własnych błędach, a ja popełniłem ich tak wiele, że czuję się profesorem życia. Straciłem świetnie prosperującą firmę produkującą strony internetowe, przepaliłem wszystkie zarobki i oszczędności na drukarki 3D oraz próby ich uruchomienia, a na koniec popadłem w depresję i zwątpienie. Ale wychodzę już na prostą. Rozpocząłem pracę w poważnej agencji interaktywnej i zamówiłem klasowy sprzęt – Zortraxa Inventure. Ten rok będzie inny. Ten rok będzie mój!

Styczeń – zaczynam pracę w Agencji Interaktywnej i czekam na Inventure

Przez kilka ostatnich lat (niedługo miną dwa) prowadziłem firmę produkującą profesjonalne strony internetowe, różnego rodzaju aplikacje, jak również zajmowałem się SEO (pozycjonowanie stron www). Wcześniej na studiach robiłem sporo we Flashu, ale Adobe zarżnęło tą technologię i musiałem się przesiąść na WordPressa. Szło mi z nim całkiem nieźle, tylko że rynek zaczął się psuć i różne frany zaczęły trzepać stronki za stówę lub mniej i biznes przestał się kalkulować. To był jeden z powodów, że wszedłem w drukarki 3D – niestety skończyło się tak jak się skończyło…

Pod koniec zeszłego roku sytuacja była nietęga… Zamówienia na stronki przestały wchodzić, a moje drukarki 3D drukowały rzadką srakę. Na dodatek wydałem na nie prawie sześć kafli. Nie wypalił pomysł z projektowaniem i drukowaniem case’ów na telefony. Strona wciąż działa, ale wiatr po niej hula i nikt na nią nie wchodzi. Wszystkie projekty pokasowałem, żeby mi ich jakieś z(bej)y nie pokradły. W domu miałem srogie kwasy, bo starzy mocno cisnęli żebym zaczął przynosić jakieś pieniądze do domu – tymczasem nie tylko wyrzygałem się ze wszystkich oszczędności (prawie dwa koła), to nie miałem żadnych perspektyw żeby zarobić jakiś nowy hajs.

W końcu podjąłem trudną decyzję – zamknąłem drukarki 3D w komórce i rozesłałem CV po agencjach robiących stronki www. Dostałem kilka propozycji pracy, ale jedna okazała się naprawdę konkretna. Nie tylko zaproponowali mi pracę od razu na trzy miesiące, to na dodatek za dość rozsądną kasę – dwa koła netto na fakturę. Co prawda z końcem lutego kończy mi się promocja na ZUS, ale do tego czasu powinienem mieć już ekstra hajs bo… dostanę zajebistą, profesjonalną drukarkę 3D – Zortraxa Inventure! Tak! To że w zeszłym roku miałem mocno pod górkę wcale mnie nie złamało. Zainwestowałem kilkanaście tysięcy w porządny sprzęt, który od razu zacznie mi się spłacać.

Oczywiście najpierw muszę jeszcze spłacić za nią raty. Musiałem wziąć chwilówkę, ale liczę, że z pieniędzy w nowej robocie i na zamówieniach na druk 3D uporam się z tym najpóźniej do czerwca.

Styczeń – w robocie względnie ok., wciąż czekam na Inventure

Od dwóch tygodni robię jako WordPress Developer w jednej Agencji Interaktywnej. W sumie jest w miarę ok. Mamy dwóch PHP’owców, jednego grafika, gościa od hostingów oraz trzy dupery co robią jako handlowcy. Szefowie to dwóch kolesi trochę po trzydziestce. Jeden siedzi w biurze cały czas i też ogarnia tematy, drugi pojawia się na kilka godzin w ciągu dnia. Bywają dni, że nie pojawia się wcale. Podobno ma jakieś inne biznesy, a agencja to tylko jeden z nich.

Grafik i kolo od hostingu są ok. Robią w agencji już od ponad roku. PHP’owcy są trochę przy(bej)ani. Jeden śmierdzi potem i fajami, a drugi to człowiek krosta. Śmierdzący pracuje podobno już trzy lata (praktycznie od początku istnienia firmy), a krosta od listopada zeszłego roku. Goście prawie nic nie gadają, chyba że na jakichś komunikatorach (ale to nie ze mną).

Dupery nie za bardzo ogarniają. Dwie są całkiem, całkiem, tylko że kompletne pustaki. Trzecia wygląda jak kasjerka z Biedronki i ma aparat na zębach. Dwie ładne jeżdżą do klientów, trzecia robi na miejscu jako PM. W pierwszym tygodniu pracy miałem małą scysję z duperą pustakiem, bo dała mi projekt do zrobienia, ale nie wyjaśniła co i jak i był problem. Miałem do jednej strony dodać jeden widget i zrobić przy okazji updaty WordPressa, ale nie powiedzieli mi, żeby to robić na jakiejś kopii? Normalnie zawsze robi się na tym samym serwisie – najwyżej chwilę coś się nie będzie wyświetlać. Tym razem nie wyświetlało się dłużej, bo miałem problem z updatem – ale bez przesady! Dupa mogła powiedzieć o tej kopii, to bym ją zrobił. A tak wynikła niepotrzebna afera. Ale z resztą chłopaków jest dokładnie tak samo – coś zarzucą, nie powiedzą do końca jak zrobić i jest dym…

Nieoczekiwanie pojawił się też problem z dostawą Inventure? Wysyłka miała być zaraz po Nowym Roku, tymczasem sklep, z którego kupowałem powiedział, że jest jakaś drobna obsuwa i dadzą znać jak się wyjaśni. Kurde, ciągle problemy…

Styczeń – dałem dupy w robocie, a Inventure wciąż nie ma!

Znowu była afera z tą samą duperą w robocie. Miałem w serwisie jakiegoś dużego klienta (nigdy o nim nie słyszałem – podobno robi w ubezpieczeniach?), poprawić coś tam w kodzie, pozmieniać coś z grafikami i nadgrać jakieś pliki z dokumentami. Oczywiście wszystko na już! Na teraz! W kodzie zrobiłem, ale trochę się na(bej)ałem, bo pierwszy raz coś takiego robiłem. Grafika moim zdaniem też wyszła ok., ale podobno klientowi się nie podobała?

Ale najgorsze były te pliki… Zacząłem je przegrywać na serwer, ale znowu mi przerwało połączenie (nie wiem co jest, ale ciągle je zrywa?). Dograłem je w końcu na raty, ale okazało się, że kilka plików co przegrywałem się nie przegrało do końca i się nie otwierały. Ta dupera co mi to zleciła stała mi nad głową i mnie w(ruk)wiała, i zamiast po prostu przegrać pliki z serwera na serwer, to wcisnąłem kopiuj i usuń. No i jak się skopiowało i usunęło, a okazało się, że część plików nie chodzi, to nie było skąd ich wziąć ponownie.

No i awantura… Akurat było dwóch szefów, więc mnie obydwaj z(bej)ali… Dupera musiała dzwonić do klienta i prosić go o te pliki, tamci nie mogli ich znaleźć, dupera dostawała spazmów bo ją klient też opie(odr)lił, darła się na mnie na całe biuro, generalnie masakra. W końcu następnego dnia dostaliśmy te pliki i je dograłem. Ale kiepsko wyszło…

Tymczasem zbliża się koniec miesiąca, a ja wciąż nie wiem co z Inventure? Zbliża się płatność kolejnej raty, a drukarki nie ma? Gość ze sklepu mówi, że będzie na przełomie stycznia i lutego. K(wru)a – lepiej żeby był!

Luty – wtopa za wtopą w robocie, Inventure ma kolejne opóźnienie

Przeżywam bardzo ciężki okres. Minął pierwszy tydzień lutego, a ja wciąż nie dostałem kasy w robocie. Grafik z hostingowcem mówią, że to normalne i żebym się nie zdziwił, jak dostanę ją 20-tego. Podobno czekają na jakiś duży przelew od klienta i jak tylko się dostaną tą kasę, to popłacą pracownikom. Gunwo mnie to w sumie obchodzi, bo minął mi już termin zapłaty chwilówki, a zaraz będę miał do płacenia ZUS. Inventure w dalszym ciągu nie ma i nikt k(wru)a nie wie kiedy będzie? To jakiś pie(odr)lony żart! Gość ze sklepu się ciągle tłumaczy, że sam ma związane ręce, bo winny temu jest producent.

K(WRU)A! Jak można tak traktować klienta!

Przez te stresy i zmartwienia prawie nie śpię, chodzę rozkojarzony i nie mogę się na niczym skupić. W robocie popełniam przez to całą masę głupich błędów… A to zmienię nie to co trzeba, a to coś zgubię, a to coś skasuję… Dupery gadają za moimi plecami i traktują mnie jak jakiegoś debila. Szef (ten co cały czas siedzi w biurze), cały czas mnie sprawdza i dopytuje co robię? Miałem też scysję z programistą śmierduchem, bo coś popsułem w jednym serwisie, musiał przywracać kopię zapasową i powiedział przy tym o dwa słowa za dużo… Musiałem zareagować i mało brakowało, a byśmy się napie(adr)lali.

Jestem załamany… To wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej…

Luty – popadam w spiralę zadłużenia i chyba zacznę szukać nowej roboty? Inventure? Weź mnie nie w(ruk)wiaj…

Kasa za styczeń była dopiero 22-go lutego. Musiałem pożyczać od starych na ratę chwilówki i na ZUS. Matka powiedziała, że jak nie spłacę ich do 14-go marca, to mogę się wyprowadzać, bo ma dość utrzymywania kleszcza. Póki co z pensji styczniowej opłaciłem od razu następną ratę kredytu, bo gość co podpisywał ze mną umowę przychodził do mnie już dwa razy w tygodniu i wysiadała mi psychika.

Człowiek krosta odchodzi, bo podobno nie ogarniał. Mają na jego miejsce przyjąć jeszcze gorszego lamusa. Zresztą ze mną też chyba nie przedłużą umowy, bo widziałem w necie ogłoszenie na moje stanowisko.

Co do Inventure to ma być na koniec miesiąca, ale z tonu głosu gościa ze sklepu wnioskuję, że sam w to nie wierzy.

Marzec – sram na Inventure i biorę M200 w promocji z 56-ma rolkami filamentów!

Powiedziałem temu pajacowi ze sklepu, że w dupie mam taką sprzedaż i że ma mi oddawać kasę. Próbował mnie ściemniać, że drukarka zaraz będzie, ale zagroziłem mu sądem, policją i chłopakami z osiedla i w końcu wymiękł. Na dodatek Zortrax zorganizował mega promocję – przy zakupie ich wcześniejszego modelu M200 dostaje się 56 rolek filamentu gratis. Albo odwrotnie. Cokolwiek. Biorę to. Mega wypas!

Marzec – rzutem na taśmę udało mi się skorzystać z promocji!

Promocja na drukarkę trwała tylko do 4 marca, ale wielkim cudem udało mi się z niej skorzystać. Tamten złodziej od Inventure zwlekał z oddaniem mi kasy, ale tak go z(bej)ałem, że chciał mi płacić gotówką. Frajer. Zamówienie złożyłem ostatniego dnia. Bałem się, że nie przejdzie, ale wszystko się szczęśliwie udało.

W robocie raczej nie przedłużą mi umowy, ale i tak mam to w dupie. Cały czas zalegają mi z kasą. Tymczasem z pieniędzy ze zwrotu za Inventure starczyło mi i na M200 i na spłatę starych. Niestety od marca płacę już pełny ZUS, ale staram się o tym na razie nie myśleć. Teraz jak mam porządną drukarkę 3D i 56 rolek filamentów, nareszcie stanę na nogi.

Zortrax jest zajebisty! Ta promocja uratowała mi życie!

Kwiecień – mam nową robotę i powoli rozkręcam biznes z usługami druku 3D

Marzec upłynął mi na ogarnianiu Zortraxa M200 i zamykaniu tematu z Agencją Interaktywną. Odszedłem stamtąd z końcem miesiąca. Szczerze mówiąc to czuję wielką ulgę nie musząc tam już przychodzić. Nie pasowałem do tych ludzi, a i sama robota mi już nie odpowiadała. Straciłem do niej całe powołanie. Swoją przyszłość wiążę z drukiem 3D. Mam nadzieję, że zapłacą mi za ostatni miesiąc?

Zortrax M200 to niesamowita maszyna. Drukuje z taką jakością, że jak pokazałem znajomemu co siedzi w figurkach z WoWa wydrukowaną postać z gry, to był tak mega podjarany jej jakością, że jakbym go poprosił żeby mi zrobił za nią loda, to byłoby po wszystkim jeszcze zanim skończyłbym to proponować.

Jest tak prosta i banalna w obsłudze, że jak przypomnę sobie moje zeszłoroczne zmagania z RepRapami, to mnie krew zalewa… Boże, jaki ja byłem głupi! Mogłem od razu kupić ten sprzęt, a nie tracić czas i nerwy na dłubanie w kablach, skręcaniu profili, czy rozkminianiu firmwarów. Chłopaki z forum może i coś tam wiedzą i kumają, ale dzielą ich lata świetlne od arcydzieła, które skonstruował Zortrax. Co ja gadam… To jak porównywać rysunki dziecka do obrazów Leonarda da Vinci albo Matejki!

Zanim zacznę drukować na zamówienie potrzebna jest jednak kasa na bieżące wydatki. Zatrudniłem się przez agencję pracy tymczasowej przy rozkładaniu towaru w Selgrosie. Praca nie jest lekka, ale odnajduję się. No i jest na noc, więc mogę w dzień pracować przy drukarce 3D.

Zawiesiłem działalność gospodarczą ze względu na pełny ZUS. Przy rozkładaniu towaru robię na umowę o dzieło.

Maj – Jest! Mam pierwsze zamówienie!

Udało się! Mam pierwsze zamówienie! Nareszcie! Po blisko półtora roku od chwili gdy postanowiłem wejść w branżę druku 3D udało mi się pozyskać pierwszego klienta. Temat nie jest może zbyt imponujący – zlecenie jest na 90 złotych, ale liczy się sam fakt, że się w końcu udało. Na dodatek koleś zgodził się płacić bez faktury, więc nie musiałem odwieszać działalności.

Jestem taki szczęśliwy!

Maj – HA! Wchodzą mi kolejne zamówienia!

Worek z zamówieniami na wydruki 3D się rozwiązał… Weszły mi już trzy, a kolejne są tylko kwestią czasu. Sukces zapewniają mi trzy rzeczy:

  • świetnej jakości wydruki jakie powstają na genialnym Zortraxie M200
  • stałe źródło zapytań jakie pojawiają się na największym fanpage’u o druku 3D w Polsce
  • super atrakcyjne ceny.

O drukarce nie będę się specjalnie rozpisywał bo i tak nie jestem w stanie się jej nachwalić. Nie wiem po co ludzie tracą czas na inne badziewia? Coraz mniej rozumiem typów z forum? Masturbują się nad tymi swoimi druciakami, tymczasem M200 miażdży najlepsze drukarki 3D na świecie, a co dopiero jakieś wynalazki skręcane wieczorami na kuchennym stole, jak kobita i dzieciuki poszły spać.

Jeśli chodzi o zapytania, to trafiłem na największy fanpage o drukarkach 3D na Facebooku i zacząłem się tam udzielać. Mnóstwo ludzi tam wchodzi i pyta o drukarki 3D albo wydruki. Staram się tam udzielać budując sobie nazwisko i renomę. Pomaga to w przejmowaniu kolejnych zleceń.

W kwestii cen, to czytałem jakiś czas temu artykuł na stronie o drukarkach 3D o ludziach drukujących za 10 złotych za godzinę. Postanowiłem być lepszy i wyceniam godzinę pracy na 7,50 PLN. Wiem że to niewiele, ale po pierwsze – muszę zdobyć pierwszych klientów i wyrobić sobie odpowiednią markę, a po drugie – kurde, mam 56 rolek filamentów za frajer, więc mogę sobie pozwolić na niską marżę. CCC – Cena Czyni Cuda. To idealne połączenie z Zortraxem.

Acha, rzuciłem robotę w Selgrosie!

Czerwiec – otwieram firmę na matkę i rosnę w siłę

Maj zakończyłem świetnym wynikiem 5 zamówień, co dało mi łącznie 249 złotych przychodu. Biorąc pod uwagę, że jeszcze w kwietniu nikt o mnie praktycznie nie słyszał, to spory sukces i osiągnięcie. Miałem mały problem z niektórymi klientami, którzy oczekiwali faktury. Musiałem im tłumaczyć sytuację z ZUSem i to, że przy takich stawkach jakie im oferuję nie opłaca mi się odwieszać działalności. Na szczęście kwoty były niewielkie i udało się je przepchnąć. Niemniej jednak chcąc myśleć o poważniejszych tematach, muszę zapewnić klientom możliwość otrzymywania faktur za usługę.

Odwieszanie mojej działalności nie wchodziło w grę, dlatego przekonałem matkę, żeby otworzyła firmę na siebie. Miała z tym sporo oporów, bo całe życie robi na etacie, ale w końcu się udało. Niestety musiałem iść na jeden trudny kompromis – kasa z faktur będzie wpływać na jej konto. Mam nadzieję, że mimo wszystko większość zleceń uda się realizować na lewo…

Lipiec – problemy z wydrukami

Coś jest nie tak z moim Zortraxem? Tzn. cały czas drukuje bez zarzutu, ale niektóre detale strasznie się odkształcają albo pękają? Albo jedno i drugie? Używam tylko oryginalnych materiałów, ale problem występuje praktycznie na każdym z nich. Czytałem, że najlepszy jest Ultrat, ale i tak często kurczy się z dołu. ABS kurczy się za każdym razem, HIPS praktycznie też, a te przezroczyste nie nadają się do robienia wydruków dla klientów, bo są przezroczyste.

Z tego wszystkiego najlepsze efekty daje Ultrat, ale mam go bardzo mało – tylko 18 rolek. ABS jest o 10 więcej, tylko co z tego skoro prawie żaden detal na nim mi nie wychodzi? No i ten Ultrat jest kosmicznie drogi – ponad dwie stówy za rolkę! Nie wiem co będzie jak mi się skończy?

Praktycznie każdy wydruk jaki robię dla klienta drukuję po trzy – cztery razy! Miałem już dwie reklamacje – skończyło się tak, że nie dość, że wydrukowałem za darmo, to jeszcze straciłem kasę na paczkomat.

Sierpień – problemów ze skurczem ciąg dalszy, ale próbuję ogarniać…

Poczytałem trochę w necie, pogadałem z chłopakami na forum i powoli ogarniam temat ze skurczem materiału. Okazuje się, że przy druku z ABS czasem warto wyłączyć chłodzenie. No i nie powinno się drukować w przeciągu – tymczasem mój Zortrax stał przy otwartym oknie ze względu na zapach topionego plastiku.

Widziałem też, że można kupić osłony na Zortraxa, które zamykają drukarkę po bokach. Niestety kosztują zbyt dużo, a ja zamiast tego zrobiłem własne z grubej tektury. Wszystko to razem sprawiło, że wydruki z Ultrata zaczęły wychodzić idealnie, zmniejszyły się również problemy z ABS i HIPSEM. Tzn. w dalszym ciągu pojawia się skurcz ale jest już minimalny.

Po początkowych sukcesach zlecenia trochę się przycięły, ale wciąż drukuję po 3-4 modele tygodniowo. Powoli myślę o podniesieniu cen, bo mimo wszystko finansowo to kiepsko wychodzi… Mój rekord to na razie 735 PLN zarobione w miesiącu. Brutto.

Wrzesień – szykuję ofensywę cenową i zbiorę całą pulę zamówień z rynku

Postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę i obniżyć jeszcze bardziej ceny. Drukuję za 5 PLN netto za godzinę. To najtaniej na rynku. Zamierzam zebrać maksymalną ilość zamówień i zmonopolizować rynek druku 3D w Polsce. Obliczyłem, że jak będę robił po 2-3 wydruki dziennie (czyli 60-90 wydruków miesięcznie), to powinno mi to dać przychód na poziomie 2500 – 3000 PLN na miesiąc. Sześć stów idzie dla matki na ZUS i dom, więc będę miał ponad 2 koła dla siebie. To pozwoli mi w końcu spłacić do końca kredyt za drukarkę i zainwestować w drugą maszynę.

Skurcz materiału ogarnąłem. Jak zaczynam wydruk to po prostu nakładam na drukarkę pudełko po niej. W środku tworzy się wtedy podgrzewana komora robocza i skurcz materiału jest wyeliminowany.

Muszę teraz zwiększyć ilość zamówień i zacząć w dwa dni drukować tyle ile do tej pory drukowałem w tydzień. Cena powinna załatwić sprawę. YOLO.

Październik – ludzie są po(bej)ani – nikt nie chce zamawiać wydruków

Nie wiem co jest z tym krajem, nie wiem co jest z tymi ludźmi? Obniżyłem ceny najniżej ze wszystkich, ale gunwo to dało. Zamówień jest w dalszym ciągu tyle samo co poprzednio. Nie rozumiem dlaczego nie chcą brać? Mam najlepszą drukarkę 3D na rynku, drukuję z najlepszą jakością, a ceny jakie oferuję są niemożliwe do przebicia? Na wszystko mogę elegancko wystawić fakturę, ale w dalszym ciągu wchodzi mi góra pięć zamówień w tygodniu… Jako że biorę po 30-50 PLN za wydruk, to daje mi jakieś dwie stówy tygodniowo / osiem stów na miesiąc.

Od tego muszę odjąć koszty przesyłki i haracz dla matki. We wrześniu wyszło mi, że po całym miesiącu ostrego zapie(adr)lania przy drukarce zarobiłem tylko 80 zeta. K(WRU)A! 80 zeta!

Na dodatek jeden bydlak wciąż mi wisi kasę za dużą robotę na 180 zeta z sierpnia. Robiłem bez faktury na przelew. Dzwoniłem do typa już chyba ze dwadzieścia razy. Na początku ściemniał, że zapomniał i że zaraz zrobi przelew, potem przestał odbierać telefony, aż w końcu mnie zablokował. Jak dzwoniłem z telefonów matki, ojca i kumpla, to robił to samo – najpierw obiecywał, że zapłaci, a potem blokował telefon.

Normalnie bym go z ekipą dojechał, ale po pierwsze mieszka na drugim końcu Polski, a po drugie nie znam dokładnego adresu, bo wysyłałem na paczkomat.

Listopad – to się po prostu nie kalkuluje…

Usługi druku 3D w Polsce to kpina. Na tym nie da się zarobić. Jakbym otworzył punkt naprawy chińskiego obuwia, to żyłbym jak król w porównaniu z tym co zarabiam na drukowaniu na zamówienie. Chociaż słowo „zarabiam” to kiepski żart… Prawie cała kasa jaką zarobię wędruje do kurierów i do matki. Moim marzeniem jest mieć z tego dwie stówy miesięcznie dla siebie – póki co mam problem żeby dobić do stówy…

Tamten c(ew)l od zamówienia za 180 zeta oczywiście mi nie zapłacił i pogodziłem się z tym, że nigdy nie zobaczę tych pieniędzy. Ale najgorsze jest to, że mam kolejnych dłużników. Na szczęście wszystko jest na fakturę, ale kwoty są po 20-30 zeta. Jak byłem na policji w tej sprawie, to mi powiedzieli że oczywiście mogą przyjąć zgłoszenie, ale ich wzrok jednoznacznie mówił mi żebym spie(adr)lał… Łącznie zalegają mi z płatnościami już na prawie dwie stówy. Masakra…

Grudzień – kończę z usługami i wchodzę w handel

Podjąłem decyzję – kończę z usługami druku 3D. To nie ma najmniejszego sensu. Nie wiem czym kierują się ludzie, którzy zamawiają wydruki 3D, ale na pewno nie zdrowym rozsądkiem. Chyba, że większość zapytań jakie pojawia się w sieci jest fikcyjna, publikowana tylko po to, żeby poznać ceny konkurencji? Nie mam pojęcia? Tak czy inaczej to jest bez sensu i mija się z celem. Mam najniższe ceny w internecie – 5 zeta brutto za godzinę, a wchodzi mi maksymalnie po kilkanaście zamówień w miesiącu, z czego tylko 3-4 za kwotę powyżej stu złotych. Drukować cały miesiąc za 50 zeta zysku – sorry, to nie Caritas albo Polski Czerwony Krzyż.

Wystawiłem na Allegro plastiki Zortraxa – została mi ich cała masa. Sprzedaję je po 50% wartości i zainteresowanie jest bardzo duże. Pierwsze trzy aukcje skończyły się praktycznie tego samego dnia co je wystawiłem. Mam plan, żeby zostawić sobie trzy rolki Ultrata, z pięć rolek ABS i jedną HIPSA, a resztę opie(odr)lić. Jak ktoś sam z siebie do mnie napisze w sprawie zlecenia wydrukowania czegoś to jasne, mogę się tego podjąć, ale tym razem już za nie mniej jak 10 PLN za godzinę. Natomiast poważnie myślę żeby wejść w sprzedaż filamentów.

Jak sprzedam cały zapas plastików Zortraxa, spłacę w końcu pożyczkę na drukarkę i będę miał trochę wolnej gotówki, którą myślę żeby zainwestować w dobry towar z Chin. Przeglądałem już AliExpress – mają tam naprawdę niezłej jakości materiał w super niskich cenach. To może być naprawdę dobry temat. Potestuję też ten plastik na Zortraxie i być może okaże się, że trafię na idealny zamiennik. A wtedy będę miał prawdziwą żyłę złota… Ten sam materiał tylko za połowę ceny – to powinien być hit cenowy.

Szykuję się na kolejny rok. Mam sporo doświadczenia, które musi w końcu zaprocentować…

Udostępnij.

O autorze

Leszek Podwórek

WordPress Developer i pasjonat nowych technologii, w szczególności druku 3D.