RAMBO: Pierwsza… drukowana w 3D wyrzutnia granatów

2

Władze wielu państw prowadzą wojnę z użytkownikami wykonującymi broń na drukarkach 3D, wprowadzając coraz to nowsze zakazy. W tym samym czasie wspierane przez nich koncerny zbrojeniowe nieustannie pracują nad nowymi rozwiązaniami, dozbrajając te kraje na potęgę.. Centrum Rozwoju i Inżynierii armii amerykańskiej przeprowadza testy na w pełni wydrukowanym w 3D modelu granatnika.

Projekt, nad którym pracują naukowcy nosi wymowną nazwę RAMBO. Dla „niepoznaki” skrót ten rozwijają jako Rapid Additively Manufactured Ballistics Ordnance, chociaż wszyscy dobrze wiemy, że tak naprawdę inspirację zaczerpnięto od bohatera kina akcji – Johna Rambo.

Granatnik powstał przy współpracy z U.S. Army Manufacturing Technology Program z America Makes, która należy do państwowego akceleratora technologii przyrostowych. Wykonano go w technologii DMLS. Ciekawostką jest, że w tej technologii zrobiono praktycznie całość broni. Jedynie sprężyny i zamki nie zostały wydrukowane w 3D.

Głównym założeniem rozpoczęcia projektu nie była analiza finansowa możliwych do osiągnięcia oszczędności, ale sprawdzenie czy wytworzona w ten sposób broń jest bezpieczna (dla użytkownika) i w pełni użyteczna. Pomimo faktu, że część z drukowanych w 3D elementów wymaga dodatkowych nakładów pracy związanych z postprocessingiem, to czas ten jest niewspółmiernie krótszy niż w tradycyjnych metodach rusznikarskich. Dzięki zastosowaniu takich technik wojsko ma możliwość wprowadzania niezbędnych modyfikacji i napraw w ciągu zaledwie kilkudziesięciu godzin lub maksymalnie kilku dni.

Wydruk lufy oraz komory zamkowej trwa około 70 godzin, a późniejsza obróbka dodatkowe 5 godzin. W ramach tego czasu wykonuje się również czynności, które i tak musiałyby być przeprowadzone w czasie tradycyjnej produkcji. Wśród nich znajduje się na przykład anodowanie. Oprócz samej broni, naukowcy wykorzystali tę samą metodę do wykonania do niej amunicji.

Według orientacyjnych wyliczeń koszt zużytego na jeden granatnik proszku metalowego wynosi około 100$. Nawet jeśli zbicie kosztów nie było najwyższym priorytetem, to trudno nie zauważyć tych oszczędności. Związane są one również z tym, że w procesie produkcyjnym mamy do czynienia z minimalnymi stratami materiałowymi.

W ramach przeprowadzanych testów, za pomocą zdalnego odpalania, wystrzelono piętnaście drukowanych w 3D pocisków na wykonanej w ten sam sposób broni. W rezultacie nie stwierdzono jakichkolwiek ubytków ani śladów jej zużycia. Prędkość pocisków była niemal identyczna, jak w przypadku broni i amunicji produkowanej seryjnie.

Pomimo obiecujących wyników badań, nie planuje się w najbliższym czasie wyposażania żołnierzy w drukowane w 3D karabiny.

Źródło: www.3ders.org

Udostępnij.

O autorze

Łukasz Długosz

Łukasz Długosz – Pasjonat druku 3D, nowych technologii oraz gier komputerowych. Właściciel sklepu z filamentami i drukarkami 3D – filaments4U.com.

  • Radosław Hajkowicz

    „Władze wielu państw prowadzą wojnę z użytkownikami wykonującymi broń na drukarkach 3D, wprowadzając coraz to nowsze zakazy. W tym samym czasie wspierane przez nich koncerny zbrojeniowe robią to samo na potęgę.” Czyli co? Prowadzą wojnę z użytkownikami, czy wprowadzają coraz to nowsze zakazy? Wiem co autor miał na myśli, jednak nie wyraził tego w sposób właściwy 🙂 Nie to, że się czepiam, ale rażąco to widać.
    Kolejna kwestia to wysunięcie tezy, ze takie działanie władz jest niewłaściwe. Nic w tym nie ma dziwnego, przecież nie od dziś przemysł zbrojeniowy jest kontrolowany przez władze, a obywatelowi zabrania się produkować broń. Nie słyszałem by w normalnym cywilizowanym świecie można było legalnie produkować broń na maszynach cnc (tokarki, frezarki, itp), a więc z jakiej racji technologia przyrostowa ma być wyłączona z tej zasady ? Pozdrawiam